Zamiast szczupakowej gorączki - powiew rzecznej wolności

Grzegorz Marcinkiewicz: „Pierwszy maja to oficjalny początek sezonu szczupakowego. Tego dnia na jeziorach, zaporówkach i starorzeczach panuje trudny do opisania tłok. Woda aż kipi od ciężkich wahadłówek, potężnych gum i jaskrawych woblerów. Łodzie mijają się w niewielkich odległościach, a na popularnych łowiskach znalezienie cichego, dzikiego kąta graniczy z cudem. W powietrzu czuć zapach grilla, a radosne okrzyki mieszają się z frustracją wywołaną splątanymi zestawami. To swoisty wędkarski festiwal, który ma swój niezaprzeczalny urok, ale dla wędkarza ceniącego intymny kontakt z dziką naturą bywa przytłaczający, gdyż podzielić się wodą musimy nie tylko z wędkarzami ale również osobami biwakującymi. W końcu mamy majówkę.

Powiadom znajomego:

Dlatego właśnie w maju, gdy wiosna wybucha w pełni swoimi najpiękniejszymi barwami, a poranne mgły unoszą się nad wodą niczym duchy przeszłości, moje kroki nie kierują się ku płytkim, zarośniętym zatokom w poszukiwaniu cętkowanego drapieżnika. Zamiast tego wybieram rzekę, moje środowisko naturalne. Wybieram nurt, zdradliwe przykosy, potężne ostrogi i ten jeden, niepowtarzalny dźwięk, który przyprawia o szybsze bicie serca każdego rzecznego łowcę. Odgłos potężnego uderzenia w powierzchnię wody, po którym rozbryzgują się stada przerażonych uklei. W maju moim celem jest boleń - srebrny książę naszych rzek, ryba o niewiarygodnej wręcz dynamice, sprycie i sile.

Wybór bolenia na początku maja to decyzja o wejściu do zupełnie innej ligi wędkarstwa. To gra, w której liczy się precyzja, dyskrecja i czytanie wody. Kiedy inni biczują płytkie blaty w poszukiwaniu szczupaków po tarle, ja wędruję brzegiem budzącej się do życia rzeki lub, jeśli warunki pozwalają, spływam z prądem jednostką pływającą. Obserwuję, jak pierwsze promienie słońca przebijają się przez korony wiklin, słucham śpiewu ptaków i wypatruję tych charakterystycznych, agresywnych ataków.

Boleń to ryba, która nie wybacza błędów. Zmusza wędkarza do ciągłego doskonalenia techniki, do stania się niewidzialnym cieniem na brzegu. To właśnie ta elitarność, to wyzwanie i ten zastrzyk adrenaliny podczas brania sprawiają, że maj bez łowienia boleni byłby dla mnie miesiącem straconym. Tutaj jeden błąd w ustawieniu hamulca decyduje o wygiętych kotwicach i ucieczce tej pięknej, sportowej ryby. Ale do tego wrócimy później, najpierw zadbajmy o uzbrojenie łowcy boleni.

Katapulta i amortyzator

Łowienie boleni wymaga sprzętu, który jest kompromisem między finezją, a brutalną siłą. Jeśli dobrze dobierzemy kij, stanie się on naszym narzędziem uniwersalnym i sprawdzi się w łowieniu z brzegu na rzece oraz z łodzi na wodzie stojącej. Z jednej strony musimy rzucić stosunkowo lekką przynętą na ogromną odległość, z drugiej - musimy mieć zapas mocy, by zatrzymać kilkukilogramową, rozpędzoną rybę w silnym rzecznym nurcie. Mówiąc krótko: możemy zbudować komplet, który sprosta każdemu majowemu wyzwaniu.

Wybór wędki boleniowej to sprawa kluczowa. Idealny kij musi charakteryzować się akcją szybką (fast), która pozwala na błyskawiczne, punktowe posłanie przynęty na odległość kilkudziesięciu metrów. Jednak pod obciążeniem blank powinien przechodzić w głębokie ugięcie (akcja progresywna lub semiparaboliczna). Dlaczego? Ponieważ branie bolenia to tzw. „kopnięcie w łokieć”, tutaj kluczowe jest zrozumienie z jak dużym impetem Książę atakuje nasz wabik.

Ryba uderza w przynętę prowadzoną często w ekspresowym tempie, często z nurtem lub w poprzek niego - to generuje potężną siłę . Jeśli wędka będzie zbyt sztywna (jak do łowienia sandaczy), to podczas brania, przy standardowym ustawieniu hamulca, ryba po prostu zerwie plecionkę lub rozegnie kotwice.

Wiadomo, że każdy wędkarz preferuje inne wędki, niestety często powielając mity, które przekazywane przez lata stają się prawdą. Jednym z takich mitów jest przekonanie, że ..."

Grzegorz Marcinkiewicz na stronie 38 WW 5/26 zachęca do łowienia boleni.

Podobne wiadomości