Sposoby na karpiowe, jesienne łowiska

Kasia Kozłowska: „Każdy, kto mnie zna, bardzo dobrze wie, że uwielbiam podróżować, poznawać nowe miejsca, a przede wszystkim odwiedzać wraz z wędkami nowe jeziora. Tym razem dostałam „vipowskie” zaproszenie od mojej serdecznej koleżanki, aby przedpremierowo połowić na łowisku zlokalizowanym na urokliwym Podlasiu, którego otwarcie planowane jest na 2025 rok. Odpowiedź na zaproszenie mogła być tylko jedna - jadę!

Powiadom znajomego:

Moja rodzinna miejscowość oddalona jest od Białegostoku o około 500 km. Nie jest to ogromna odległość, jednak podróż pociągiem, bo właśnie taki środek transportu wybrałam, trwała ponad 8 godz. Dzięki uprzejmości koleżanki, która pożyczyła mi najtrudniejsze do przetransportowania rzeczy, nie musiałam zabierać ze sobą największych gabarytowo i wagowo akcesoriów, takich jak chociażby namiot, łóżko czy fotel.

Natomiast kulki, pellet, liqudy, przynęty, pokrowiec z podpórkami i sygnalizatorami oraz śpiwór, który włożyłam do worka próżniowego dzięki czemu zajął naprawdę niewiele miejsca, umieściłam w kartonie i nadałam kurierem. Paczka czekała na mnie na miejscu, a ja nie musiałam się martwić jak to przetransportować. Jedyne co ze sobą wzięłam to mój karpiowy plecak, do którego wrzuciłam box ze wszystkimi karpiowymi drobiazgami do wykonywania zestawów, materiały PVA, kilka ciężarków, ubrania, laptopa oraz kosmetyczkę. Wzięłam także moje krótkie wędki oraz torbę z łódką zdalnie sterowną. Tym razem towarzyszyła mi „młodsza siostra” mojego zdalnie sterownego modelu, czyli nowy, znacznie mniejszy produkt o kompaktowych wymiarach i nie-wielkiej masie wynoszącej zaledwie 4,5 kg!  Łódka, pomimo niewielkich rozmiarów, może pomieścić 2,5,kg zanęty. Dzięki swojemu ciężarowi jest ona naprawdę bardzo mobilna i wygodna w transporcie.

W końcu nastał wyczekiwany od dawna dzień i po 8 godzinach podróży zawitałam nad brzegiem majestatycznej wody o turkusowej barwie.

Przepiękne wyrobisko pożwirowe

Łowisko Kundzin, na które zostałam zaproszona, położone jest w miejscowości Tatarszczyzna, oddalonej o 43 km od Białegostoku. Jest to kompleks powstałych około 35 lat temu pożwirowych wyrobisk składających się z 3 nie połączonych ze sobą zbiorników.

Ja miałam przyjemność łowić na największym i najgłębszym z nich, którego powierzchnia wynosi 11 ha. Jak na żwirownię przystało charakteryzuje się ono dużą średnią głębokością, natomiast maksymalna wy-nosi aż 18 m. Występują tu liczne górki i dołki, które bywają bardzo chętnie odwiedzane przez moje ukochane karpie. Nie brakuje także pozwalanych drzew, w których można zaobserwować licznie wygrzewające się cyprinusy jak również amury - to także rewelacyjne miejsca do położenia zestawu. To właśnie spod zwalonego drzewa udało mi się złowić kilka karpi podczas mojego wyjazdu.

Muszę jednak przyznać szczerze, że moje oko przykuł przede wszystkim niesamowity, turkusowy kolor wody. Pierwszy raz w życiu miałam przyjemność widzieć tak czystą wodę na żywo. Pływając pontonem po łowisku widziałam doskonale dno oraz ryby występujące nawet w bardzo głębokich miejscach.

Linia brzegowa jest urozmaicona i zagospodarowana. Co więcej - cały czas prowadzone są prace i z dnia na dzień łowisko rozwija się. Oprócz karpi można złowić tu także amury, jesiotry, węgorze, sieje, szczupaki, okonie, sandacze, pstrągi tęczowe, wzdręgi, płocie, liny oraz tołpygi, które znajdują się na liście moich wędkarskich marzeń.

Waftersy rządzą w zimnej wodzie

Wśród najpopularniejszych przynęt karpiowych znajdują się - najogólniej pisząc - pellety, kulki proteinowe tonące, kulki pływające oraz kulki o neutralnej wyporności, czyli waftersy. Tym razem skupimy się na tych ostatnich. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy …”

Na stronie 14 WW 10/24 Kasia Kozłowska zabiera Was na nowe karpiowe łowisko.

Podobne wiadomości