„Swoją przygodę z wędkarstwem rozpocząłem dwa lata temu, w okresie wakacyjnym. Pierwsze doświadczenia zdobywałem nad lokalnym stawem, tam uczyłem się podstaw wędkarstwa. Największą rybą, jaką udało mi się wtedy złowić, był karaś o długości 40 cm. Ten połów zakończył mój pierwszy rok przygody i jednocześnie zmotywował do dalsze-go rozwoju. W rozwoju wędkarskiej pasji ogromną rolę odegrał mój dziadek, który pomógł mi wyrobić kartę wędkarską oraz zdobyć nie-zbędne zezwolenia. Od wczesnej jesieni zabierał mnie nad Wisłę i pokazywał swoje ulubione miejscówki. To właśnie dzięki niemu zacząłem zdobywać doświadczenia w bardziej wymagających warunkach. Te wspólne wyprawy były dla mnie niezwykle ekscytujące. Szybko prze-konałem się, że Wisła to niezwykle ciekawe i rybne łowisko.
Na kolejną wyprawę nad Wisłę w okolicach Płocka wybrałem się z dziadkiem oraz kolegą o ksywce „Sztanga” w piątek, 4 sierpnia ub. r. Wędkowanie rozpoczęliśmy w samo południe, ja z kolegą rozłożyliśmy stanowiska blisko siebie, dziadek nieco dalej. Łowiłem na dwie wędki, na zestawy feederowe. Pierwszy z nich uzbrojony był w kanapkę złożoną z larw pinki, białego i czerwonego robaka, natomiast drugi w same białe robaki. Pierwszy zestaw zarzuciłem na odległość około 12–14 m od brzegu, a drugi nieco dalej, jakieś 30 m od brzegu. Pozostali również łowili w podobnych odległościach. Na pierwsze branie musiałem nieco poczekać, około 13.40 na białe robaki skusił się ładny, mierzący 52 cm leszcz. Kolejnego złowił kolega „Sztanga”, niedługo później ja dołowiłem certę 31 cm, a dziadek krąpia o długości 20 cm. Atmosfera nad wodą stawała się coraz bardziej emocjonująca. Czuliśmy, że każde zarzucenie zestawu może w efekcie przynieść kolejne ryby. Po około 30 mi-nutach od poprzednich brań nastąpiło bardzo mocne branie na moją wędkę ustawioną na 12 metrze, uzbrojoną w białe robaki na haczyku numer 12. Po zacięciu dosłownie zdębiałem. Wędka wygięła się do gra-nic możliwości, a to „coś” na jej końcu ani drgnęło. Na początku myślałem, że to zaczep, jednak szybko okazało się, że „zaczep” to jednak ryba i rozpoczęła się zacięta walka. Kolega był już przy mnie z podbierakiem, a dziadek podpowiadał, jak zdobycz prowadzić. Opór, jaki stawiała walcząca ryba był tak duży, że dłuższy czas nie mogliśmy odgadnąć, z jakim przeciwnikiem mam do czynienia. Po około 5–6 minutach zagadka się rozwiązała. Pod powierzchnią pojawił się leszcz, ale byliśmy dosłownie zszokowani jego rozmiarami. Leszcz był ogromny! Ko-lega sprawnie podebrał walczącą rybę, a potem, już na macie, zmierzyliśmy ją – mierzyła 73 cm! W tym momencie uświadomiłem sobie, jak wyjątkowy jest to okaz. Ten leszcz to największa ryba w mojej dotychczasowej przygodzie z wędkarstwem. Trudno opisać emocje, jakie przeżywałem w tym momencie. Była to mieszanka radości, niedowierzania i ogromnej satysfakcji. Ta chwila zostanie ze mną na długo w pamięci. Już teraz z niecierpliwością czekam na kolejne wyprawy i nowe wyzwania. Kto wie, może następna ryba będzie jeszcze większa?”
Decyzją Komisji Rekordowych Połowów Szymon Chęcki otrzymuje nagrody ufundowane przez firmę Konger: kołowrotek Konger Carbo-maxx Method Feeder Long Cast 140FD oraz żyłkę Konger Steelon FC Basic 0,25/100
Galerie łowców znajdziecie na stronie 6 WW 5/26.
Czekamy na twoje rekordy!
https://wiadomosciwedkarskie.com.pl/rekordy-na-plan/zglos-okaz