Sum 205,0 cm Piotr Kaczmarek

W tym wydaniu „WW” do rubryki „Rekordy na plan” wpłynęło zgłoszenie  kolejnego medalowego suma złowionego w Odrze. Mierzącego ponad 2 m kolosa złowił Piotr Kaczmarek:

Powiadom znajomego:

„To była sobota, 19 lipca ub. r. Rano zerknąłem na prognozę pogody i zobaczyłem, że po południu wiatr miał się uspokoić i zapowiadały się niemal idealne warunki do wędkowania. Przygotowania zacząłem od przekonania żony, żeby dała przepustkę choć na trzy godzinki. Ryby miałem już namierzone, teraz potrzebna była odpowiednia pora i trochę szczęścia. Zanim wypłynąłem na miejscówkę musiałem jeszcze złowić żywca. Chwilę zajęło mi, nim wydłubałem z wody kilka nadających się na przynętę okoni. W końcu wszystko było przygotowane i mogłem rozpocząć wędkowanie. Pogoda była wręcz idealna na wertykalne łowienie. Zero wiatru, na wodzie lustro. Humor psuły tnące niemiłosiernie komary. Tym razem na łowisku znalazłem się trochę wcześniej, niż zwykle, zakładając, że nieaktywne ryby, które kilka dni wcześniej próbowałem bezskutecznie złowić, były wtedy już po kolacji. Moje prze-myślenia okazały się trafne, bo już po kilkunastu minutach zobaczyłem ryby stojące w toni i czekające na jakiś smaczny kąsek. Wśród nich wypatrzyłem szczególnie okazałą sztukę, którą oceniłem na ponad dwa metry. W takiej chwili każdemu łowcy sumów miękną nogi, a emocje zapierają dech w piersi. Ryba stała jakieś 4 m pod powierzchnią, musiała jednak usłyszeć, jak manewruję łodzią. Odpłynęła, a ja dosłownie jęknąłem z zawodu. Na szczęście sum tylko zmienił miejsce, przystanął nieopodal gotowy do ataku. To była dla mnie druga szansa – idealne napłynięcie, synchronizacja sztycy, łódki, przynęty, ryby i… jest! Branie nie było atomowe, przypominało bardziej sandaczowy pstryk. Od-czekałem z reakcją, żeby tego nie spalić. W pewnym momencie zobaczyłem, jak plecionka zaczęła powoli płynąć pod prąd. Gdy w końcu zaciąłem zaczęło się prawdziwe rodeo. Ryba parła z niepowstrzymaną mocą, to murując do dna, to odjeżdżając. Walka trwała około kwadransa, trochę brakowało drugiej pary rąk, ale udało się. W końcu ryba wylądowała na łodzi, a ja byłem zdyszany niemal jak lekkoatleta po olimpijskim finale na 400 m. Na miarce 205 cm! Piękna ryba, choć przy-znam, że podczas walki myślałem, że to będzie większy okaz. Po szybkiej sesji ryba w dobrej kondycji wróciła do swojego królestwa.” 

 

Galerie łowców znajdziecie na stronie 6 WW 4/26.

Czekamy na twoje rekordy!

https://wiadomosciwedkarskie.com.pl/rekordy-na-plan/zglos-okaz