O tym, jak najszybciej i najtaniej dostać się do wędkarskiego raju

Daniel Wegner: „Moja żona wkurzyła się, bo na wakacjach zawsze ciągnęło mnie do ryb, a ona chciała zwiedzać. Inna sprawa, że mnie takie łowienie nie wszędzie podniecało, bo gdzie na przykład na włoskiej riwierze ryby? Tam nawet meduz już nie ma. W małżeństwie mąż decyduje o tym co najważniejsze, czyli o polityce międzynarodowej. O reszcie decyduje żona. Więc gdy się wkurzyła, to zdecydowała, że będę jeździł raz do roku na wędkarską wyprawę, dokąd chcę, a na wspólnych wakacjach mam nie myśleć o rybach. I tak od 27 lat co roku jeżdżę na ryby za granicę, najczęściej do Skandynawii.

Powiadom znajomego:

Nie lubię szastać kasą, więc staram się wydawać na wyprawy wędkarskie jak najmniej pieniędzy. Oczywiście ceny się zmieniają. 27 lat temu pojechałem z dwoma kumplami do Finlandii. Cztery razy płynęliśmy promem: Gdańsk Nynäshamn, Sztokholm, Helsinki i z powrotem. Dwutygodniowa wyprawa do Karelii kosztowała nas wtedy niecałe 2000 złotych od osoby. Wciąż jeszcze wyprawy do Finlandii należą do najtańszych, bo teraz jedzie się przez Litwę, Łotwę, Estonię, potem niedrogim promem do Helsinek, a do dobrych miejscówek już jest niedaleko. Pieniądze wydaje się tylko na paliwo, prom (80 €) i licencje. Na wszystkie wyprawy jedzenie zabierałem z Polski i jedliśmy dużo ryb. W ten sposób zjeździłem całą Skandynawię. Łowiłem między innymi w Laponii, północnej i środkowej Szwecji, w jeziorze Inari, w Norwegii w morzu i górach…

Niestety z czasem wyprawy stawały się coraz droższe. Paradoksalnie to nie pobyt w Skandynawii zdrożał, bo gdy dopisze pogoda można spać w namiocie, a licencje zwykle są tańsze niż w Polsce. Najbardziej zdrożał prom. Obecnie rejs z Gdańska do Nynäshamn i z powrotem kosztuje wraz z kabiną dla dwóch osób ponad 3000 zł. Masakra! Prom jest stary, jedzenie mało wyszukane, a tak zwane fotele lotnicze niezbyt czyste.

Ponadto, po tylu latach znudziła mi się dwu-, trzydniowa jazda na ryby. W przypadku północnej Skandynawii trzy dni w jedną i trzy dni w drugą stronę to razem 6 dni bez łowienia. A przepustkę od żony dostaję na dwa tygodnie. Dlatego w tym roku postanowiłem inaczej zaplanować podróż.

Kupiłem bilety lotnicze do Oslo

Można je dostać w naprawdę przystępnych cenach, a dopłata za dużą walizkę nie jest wysoka. Przed wyjazdem zarezerwowałem samochód na dwa tygodnie. Wybrałem małego dostawczaka – Volkswagena Caddy. Na wędkarskich wyprawach taki samochód ma same zalety. Najważniejsze, że można w nim wygodnie spać w każdą pogodę. Unika się w ten sposób płacenia za domek na kempingu, kiedy pogoda dokuczy tak, że na samą myśl o spaniu w namiocie dostaje się dreszczy. Było nas dwóch, ale przypuszczam, że gdy jedzie się w większym gronie, można pożyczyć większy samochód. Koszt wynajmu dzieli się wtedy na więcej osób, ale trzeba zabrać namiot. 

Do wyprawy trzeba się dobrze przygotować

Gdy jadę autem do Skandynawii, zabieram mnóstwo sprzętu wędkarskiego, turystycznego i jedzenia. Tym razem mieliśmy razem dwie duże walizki i dwa plecaki, co zmusiło nas do starannej selekcji sprzętu. Przede wszystkim zaopatrzyliśmy się w travele muchowe i spinningowe. Nie było z tym problem. Czteroczęściowa muchówka w niczym nie ustępuje od dwuczęściowej. To samo dotyczy spinningu. Na wszelki wypadek wziąłem…”

Daniel Wegner na stronie 68 WW 11/25 radzi jak najtaniej pojechać na ryby do Skandynawii.