Przynęty spiningowe , Wobler sandacz spinning - zdjęcie, fotografia
Wiadomości Wędkarskie 02/08/2018 01:47

Tytuł nieco zabawny, dwuznaczny i pozostawiający sporo miejsca wyobraźni oraz kreatywności. W jakikolwiek sposób będziecie go interpretować, będzie to prawda – guma przydaje się pod osłoną ciemności. Przez wiele lat włóczyłem się nocami po wiślanych opaskach i główkach z wędką i pudełkiem woblerów. Wcale nie dlatego, że fajnie grzechotały w przegródkach. Przecież każdy nocny włóczęga, miłośnik łowienia sandaczy w wielkich rzekach wie, że podstawową i niezawodną przynętą na mętnookie żerujące pod dachem z gwiazd jest właśnie „wobas”.

 

W ciemność z gumą - tytuł oryginalny

 

 

Wobler Ma wiele zalet: jest bardzo uniwersalny, łowi różne gatunki ryb, można zastosować go w wielu miejscówkach i co najważniejsze – można go poprowadzić w określonych warstwach wody. Oznacza to tyle, że nie tylko łowimy tam, gdzie żerują drapieżniki (jeśli dobierzemy wobler schodzący na odpowiednią głębokość), ale też unikamy większości wrednych zaczepów w pobliżu dna. Ma jeszcze jedną olbrzymią zaletę – jest „chwytny”, bowiem dwie ostre kotwiczki pod tym względem są po prostu efektywniejsze od pojedynczego haka główki jigowej. Jedynym minusem woblerów jest ich cena. 

 


Jedyne skuteczne?
Moje przekonanie o słuszności wyboru jedynej, skutecznej przynęty (czyli woblera) na nocne sandacze żyjące w odmętach rzeki zaburzył pewien starszy pan. Regularnie spotykaliśmy się na wiślanych ścieżkach ściśniętych objęciami wysokich pokrzyw, które nocą zdawały się wyłazić na sam środek i tak ledwo widocznych dróżek. Po wymianie kilku tendencyjnych grzeczności, każdy z nas szedł w swoją stronę (czyli na swoje miejscówki). Za każdym razem oczywiście padało magiczne „i jak wyniki?”, przy czym szczerze przyznam, że tajemniczy nocny włóczęga nieco częściej mógł się pochwalić braniami niż ja. Na przelotce zawsze dyndał nieśmiertelny, biały twister… 
Dało mi to sporo do myślenia i w dwóch przegródkach pudełka z woblerami zagościły gumy. Znalazł się tam – a jakże – biały twister, ale też popularne kopyta w sprawdzonych, wiślanych kolorach. Początki nie były łatwe i te kilka gum zostało w zaczepach bardzo szybko. Tak było na kilku kolejnych wyprawach, zanim zacząłem układać sobie w głowie puzzle łowienia gumą po ciemaku.

 

Nie dla leniwych
Podstawą i jednocześnie koniecznością jest znajomość rzeki i konkretnych miejscówek. Mam przykrą wiadomość dla leniwych – swoje trzeba nad rzeką wysiedzieć. Ilość godzin spędzonych nad wodą i ilość wykonanych rzutów przekłada się wprost proporcjonalnie na nasze wyniki. Można śmignąć na skróty, ale do tego potrzebny jest dobry bajer i kolega włóczykij, który zaufa i zdradzi sandaczowe miejscówki. Osobiście uważam, że wydreptanie własnych ścieżek jest drogą najwłaściwszą, choć wymagającą czasu i sporych kosztów (paliwo, setki metrów urwanych plecionek, kilogramy straconych przynęt…). Że o nieprzespanych nocach i krwiożerczych komarach nie wspomnę. Zakładając, że udało nam się namierzyć metę odwiedzaną przez nocne sandacze, trzeba ją jeszcze odpowiednio rozpracować, czyli – mówiąc w skrócie – urwać swoje, tyle że za dnia. Jednak nie każde miejsce nadaje się do obstukania ripperem czy innym twisterem! Jeśli mętnookie wychodzą na płytki blat poniżej główki bądź poniżej przykosy, gdzie woda płynie leniwie, a w niektórych miejscach nawet stoi, to mamy idealną miejscówkę do łowienia gumą. Jeśli jest to jakiś boczny kancik przykosy lub wyraźny kant, za którym nurt usypuje wypłycenie – też idealnie. Gorzej, gdy mętnookie drapieżniki ganiają drobnicę po kamiennej opasce z silnym nurtem blisko kamieni, a tragicznie, gdy jest to opaska nie z kamiennym, a jedynie wiklinowym materacem i równym, mocnym uciągiem. Gumowe przynęty lubią niespieszny nurt oraz dno bez wrednych zaczepów (choć pojedyncze kamienie są mile widziane i zdecydowanie podnoszą atrakcyjność łowiska). 


Z czym nad wodę?
Po gumę sięgam w miejscach spokojnych, z pojedynczymi zaczepami na dnie. Dzięki dokładnemu poznaniu łowiska w ciągu dnia wiem, gdzie rzucić, żeby nie zaczepić, jak ciężką główkę jigową założyć oraz jak i gdzie lekki nurt przesunie przynętę. Wiem też, ile czasu zajmuje opad przynęty, a jest to również ważne, bo po ciemku raczej nie uda się tego dostrzec. Można oczywiście założyć na tyle ciężką pacynę, że moment dojścia do dna poczujemy w nadgarstku, ale ja jestem zwolennikiem łowienia najlżej jak tylko możliwe. Nocą zdecydowanie lepiej działa ripper „fruwający” gdzieś w połowie wody niż turlający się po dnie. Drapieżniki szukają ofiar we wszystkich partiach wody, również tuż pod powierzchnią (co czasem słychać z daleka). Główki jigowe, których używam nocą, mają masę od 3 do 12 g, przy czym przeważnie jest to obciążenie 5–7 g. Zawsze trąbię o tym, że haki muszą być mocne i pod osłoną ciemności jest to tak samo ważne! Sandacze są silnymi rybami (choć szybko „puchną”), pod osłoną nocy ich brania są agresywne (łowimy ryby żerujące, a nie dłubiemy tych leniuchujących), a sandaczowe miejscówki dość często odwiedzają wąsacze. Musi być mocno. Tyczy się to również reszty zestawu – od agrafki, przez plecionkę, po kij i kołowrotek. Używam długich kijów i trzymetrowy badyl o charakterystyce trociowego „średniaka” (c.w. 10–40 g) spisuje się idealnie. Reszta sprzętu też nie musi być wyszukana, choć powinna być odporna na rzeczny poligon, czyli kamienie, błoto czy piasek. Mocny kołowrotek wielkości 3000 i solidna plecionka o średnicy 0,20 mm to uzupełnienie nocnego zestawu. 


Jak to się robi?
Samo prowadzenie gumy nie jest trudne, bowiem wystarczy odrobina wprawy w łowieniu sandaczy za dnia i spokojnie damy radę pomachać również po ciemku. Pod osłoną nocy łowimy tylko wolniej, lżej i płynniej. Długim wędziskiem nie trzeba machać energicznie i wystarczy unieść płynnie szczytówkę wędki o pół metra, robiąc jednocześnie obrót korbką kołowrotka. Resztę zrobi za nas nurt. Jedyną trudnością jest wychwycenie momentu, w którym guma doszła do dna (zwłaszcza gdy łowimy w miejscach z uciągiem) – wymaga to od wędkarza koncentracji. Jeśli noc pozwala dostrzec ostatnią, szczytową przelotkę, to przy odrobinie skupienia powinniśmy dać radę. Jeśli jest zbyt ciemno, aby dostrzec jej ruch w chwili zetknięcia się gumy z dnem, staram się patrzeć na plecionkę pomiędzy rolką w kabłąku kołowrotka a pierwszą przelotką – tu też widać minimalne drgnięcie linki w momencie, gdy przynęta dojdzie do dna. Z kolei nie musimy się obawiać, że nie poczujemy brania – nocny sandacz atakuje z olbrzymią siłą i furią, więc branie prędzej wyrwie nas z kapci, niż je przegapimy. Używanie latarki czołowej podczas łowienia jest – moim zdaniem – równoznaczne z brakiem brań. Łowimy płytko, więc ryby zauważą blask latarki. Używamy jej wyłącznie w sytuacjach beznadziejnych (wybitnie złośliwe splątania lub wbicie haka w ubranie bądź palec) oraz do powrotu przez przybrzeżne krzaki. Staram się nie odpalać latarki nawet wtedy, gdy wiążę agrafkę.

 

* * * * *


Jeśli ktoś z Was ma nadzieję, że podam nazwy cudownych i zawsze działających przynęt, to przeżyje rozczarowanie. Nie podam! I wcale nie dlatego, że to tajemnica – takich przynęt po prostu nie ma. Owszem, są lepsze i gorsze, ale nie ma najlepszych. Zresztą nocne sandacze weryfikują naszą wiedzę i zdobywane przez lata doświadczenia. Pod osłoną ciemności tłuką w większość popularnych i mniej popularnych gum i mam wrażenie, że nie ma dla nich znaczenia, czy to twister, ripper czy inne kopyto. Różnicy nie robi im kolor wabika, a tym bardziej odcień brokatu. Ale tak to już jest z drapieżnikami „na chodzie” – jak żrą, to nie wybrzydzają. Nocą łowimy właśnie takie ryby. 

 


Zaczyna się noc i pierwsze branie zakończone udanym holem

 

Pod osłoną ciemności kolor gumy nie ma dla sandacza żadnego znaczenia

 

Rozpracowanie nocnej miejscówki zawsze powinno odbywać się za dnia. Wody trzeba się nauczyć, poznać ją, wymacać ewentualne zaczepy, uskoki dna czy wsteczne prądy. Po ciemku jest to niezwykle trudne i prędzej ryby spłoszymy, niż je złowimy. Zawsze trzeba też pamiętać, jaki był poziom wody, gdy uczyliśmy się konkretnego łowiska, bowiem przyborek lub spadek wody o 20 centymetrów może wszystko pozmieniać i jednocześnie przetasować ryby w rzece. 

 

 

 

 

Tekst i zdjęcia
Kamil "Łysy Wąż" Walicki

 

 

Reklama

Wobler czy guma - sandacz na spinning komentarze opinie

Dodajesz jako: |
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez wiadomosciwedkarskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Polski Związek Wędkarski Redakcja Wiadomości Wędkarskie z siedzibą w Warszawa 00-831, Twarda 42,

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"