Felietony wędkarskie, Wielki - zdjęcie, fotografia
Wiadomości Wędkarskie 13/07/2018 00:18

Moją przygodę z sumami zacząłem w latach 90., pod koniec szkoły podstawowej. To były piękne, beztroskie czasy. Miałem dużo wolnego, a moja matka była mi niezwykle przychylna. Rozumiała, że łyżki stołowe nie służą do jedzenia zupy, tylko do łowienia sumów. Rozumiała też, że pięć sumowych nocek z rzędu to nic złego. Przecież były wakacje...

Odrzański smok - tytuł oryginalny

 

W dzień spałem, a wieczorem dalej nad wodę. Moją wędką była wtedy pełna Germina 270 cm, która ważyła chyba z kilogram. Na pierwszy sumowy kołowrotek zarobiłem, sprzedając na deptaku śliwki z dziadkowego ogrodu. Był to DAM Camaro 450. Jaki ja byłem z niego dumny! Tak uzbrojony stawiałem pierwsze kroki w sumowym kunszcie. Parę wahadłówek w kształcie uklei w kieszeń i jazda.

Pierwsze ryby były spełnieniem najskrytszych marzeń młodego chłopca. Latami uczyłem się cierpliwości, jaka była potrzebna do łowienia tych wąsatych smoków. Tę naukę wykorzystuję do dziś.
To była czwarta wyprawa w pogoni za sumem w tym tygodniu. Która w tym sezonie? Nie wiem. Był koniec sierpnia, więc już dawno straciłem rachubę. Setki godzin nad wodą powodowały, że poruszałem się po terenach pewnie, niemalże jak po swoim domu. Brakowało jednak kropki nad i...

 

Decyzja mogła być tylko jedna. Sumisko wraca do swojego królestwa.
Ten  odrzański sum miał „tylko” 140 cm

 

Na szczęśliwą wyprawę umówiłem się z zaprzyjaźnionym karpiarzem, Marcinem. Na łowisko dotarliśmy z małym opóźnieniem, ponieważ mój kompan wieczór wcześniej miał spotkanie „na wysokim szczeblu”. Cokolwiek by to znaczyło, mamy mało czasu. Szybka instalacja w pontonie i jazda na wodę.
Już po godzinie obławiania pięknej rynny Marcin ma branie, jednak ryba spada zaraz po zacięciu. Przez dwie kolejne godziny jest cisza. Zero kontaktu. Po głowie chodzi mi miejsce, w którym dwa tygodnie wcześniej miałem kontakt z wielką rybą. Opowiedziałem Marcinowi tę historię, stwierdzając, że koniecznie musimy tam dzisiaj być. Na koniec dodałem: „Jak mi go skasujesz, to koniec przyjaźni, a do bazy wracasz wpław”.
Szybka, męska decyzja: „Lecimy, tutaj i tak niewiele się dzieje”.
Tak też zrobiliśmy. Po prawie godzinnym płynięciu zaczynamy big game po polsku. Strzał nastąpił w pierwszym napłynięciu. Idealnie wpasowałem wabik tam, gdzie trzeba. Podświadomie czułem, że to ON. Nogi zaczęły mi się telepać jak trzcinka na wietrze. „Oby był dobrze zapięty” – pomyślałem. Robimy przesiadkę i Marcin ląduje za sterami. Kiedy napłynęliśmy nad suma, leżał na dnie. Próbowałem go zmusić do jakiejś reakcji, ale nic z tego. Mocarny kij 50 lb przypomina parabolę, a ryba nie przejawiała chęci do walki. I tak przez kilkanaście minut.

Zwariowałem! Spojrzeliśmy na siebie. Dosłownie byliśmy w szoku.
„Marcin, ja jeszcze czegoś takiego nie miałem, jak długo żyję. Morska pała wygięta jak jaziowo-kleniowa witka, a sum ma mnie gdzieś. Zero reakcji, nawet centymetr do góry. Albo jest u siebie w domu, albo siedzi w jakimś zaczepie” – komentowałem sytuację. To drugie raczej odpadało. Wiedziałem, że teren jest czysty. Wychodziło na to, że ta ryba to jakiś podwodny mastodont.
Pierwsza reakcja nastąpiła po kilkunastu minutach. Zacząłem pukać w kij i grać na plecionce. Działa! Sum powoli przesunął się kilka metrów w prawo, później w lewo. Wszystko jakby w zwolnionym tempie. Przeciąganie liny trwało w nieskończoność. Po ok. 40 minutach byliśmy już kilkaset metrów poniżej miejsca brania. Nieustanna walka z nurtem rzeki oraz masą i siłą suma. A ten wciąż nie dawał za wygraną.
Po kolejnym kwadransie dał się nareszcie oderwać od dna. Wyczułem, że słabnie. Zaczął wypuszczać powietrze, na dużej powierzchni wody pojawiły się bąble. W końcu musiało to nastąpić. Ileż można pływać z pontonem przycumowanym do pyska? Gdy pierwszy raz go zobaczyłem, zbladłem. „Mamy za mały ponton” – wymamrotałem.
A Marcin na to, że 3,60 m to nie taki znowu mały. I że damy radę. Zgodnie stwierdziliśmy, że ryba ma na pewno 2 m długości.
Byliśmy na środku głębokiej rynny. O spłynięciu do brzegu nie było mowy. Trzeba go wpakować do środka. Tylko jak to zrobić? Już samo podciągnięcie tego cielska do burty było megawyzwaniem. „Złapiesz go za żuchwę”? – zapytałem, niepewnie, patrząc na wielki łeb. „Damy radę” – odpowiedział pewnie Marcin, szukając kevlarowych rękawiczek. Niestety, zostały w domu. Świetnie!
Dobra, próbujemy! Sum wynurzył się trzy metry od burty. Silny nurt napierał na jego potężne cielsko, znosząc je w dół rzeki. Delikatna korekta silnikiem i stoimy w miejscu. Kilka podciągnięć kijem, podczas których naprężenia zestawu sięgają zenitu. Zapięty jest dobrze. Oby nic nie puściło. Wiedziałem, że na krótkim dystansie najłatwiej o błąd, dlatego reguluję siłę hamowania.

 

 

Pierwsze dotknięcie głowy ryby sprawiło, że sum wpadł w szał. W ułamku sekundy zrobił zwrot prawie w powietrzu i wielkim ogonem uderzył Marcina w twarz, a na mnie poleciało dobre wiadro wody. Jednak nic nie czułem. To był jak jakiś trans! Kij pięknie zamortyzował atak, a dobrze wyregulowany hamulec oddał plecionkę. Sum tymczasem leżał już na dnie. Znowu zaczęło się przeciąganie liny, podczas którego spłynęliśmy z rybą kolejne kilkadziesiąt metrów w dół rzeki. Cóż, powtarzamy akcję. Sum po raz drugi jest przy burcie. Marcin rzuca się na niego bez chwili wahania i chwyta go za szczękę. Znowu to samo. Ryba ponownie się wyrywa i jednym susem, w panicznej ucieczce, wywala mi ok. 50 metrów linki, pędząc jak pociąg na środek rzeki. W tym momencie jest nie do zatrzymania. W tym czasie Marcin melduje mi, że sum ma tak grubą żuchwę, że jego palce nie mają od dołu punktu podparcia, dlatego chwyt jest niepewny. Super! Doganiamy suma na silniku. Jest wyraźnie osłabiony ostatnią ucieczką. Moc zestawu robi swoje...
Podejście nr 3. Pompowanie na granicy wytrzymałości moich mięśni i sprzętu. Sumisko znowu jest przy burcie. Marcin chwyta go obiema rękoma za żuchwę i wielki łeb opiera o balon pontonu. Widząc, że sam nie dam rady wciągnąć ryby, otwieram kabłąk i rzucam wędkę, aby mieć wolne ręce. Łapię suma i razem wciągamy go do przygotowanego już na tę wizytę pontonu. Wciągnęliśmy głowę i część tułowia, reszta sama wjechała.
„Ty, faktycznie mamy mały ponton” – powiedział Marcin, po czym parsknęliśmy śmiechem.
Udało się! Krzyczeliśmy z radości jak wariaci. Odwracam się, aby zobaczyć, co z wędką. No tak, nie ma jej w pontonie. W amoku wywaliłem ją za burtę wprost do Odry. Łapię za linkę i wyciągam zestaw z wody. 150 metrów plecionki leży mi na kolanach. Ale jest dobrze, bardzo dobrze! Sumisko jest wielkie. Leży spokojnie w pontonie na macie z przykrytą wielką głową. Teraz jazda do brzegu na sesję fotograficzną. Zaparkowaliśmy na zapiaszczonej mieliźnie. Jest problem, żeby wyciągnąć rybę w ogóle z pontonu, jednak we dwóch dajemy radę. Trzykrotny pomiar centymetrem budowlanym do 5 m daje wynik 227 cm. Masakra! Adrenalina wali mi w łeb. Nie mogę w to uwierzyć. Jestem mokry, brudny i zatyrany, jednak bardzo szczęśliwy.


Ryba jest potężna i bardzo umięśniona. Szybko uświadamiam sobie, że podczas sesji będę mógł sobie tylko przy nim kucnąć. Marcin przeszedł szybki kurs obsługi lustrzanki cyfrowej. Gdy skończyliśmy, skierowałem suma na otwartą wodę, po czym powoli i dostojnie odpłynął do swojego wodnego królestwa. Piękny i niezapomniany widok.
Gdy ogarnęliśmy cały bałagan, próbujemy łowić dalej, jednak nic już nie wychodzi. Powoli wracamy do rzeczywistości. Uśmiech nie schodzi z twarzy. Sezon można uznać za udany. Ciśnienie odpuściło. W końcu czułem się spełniony. Udało się mimo zatartego silnika, awarii auta, kłótni w domu, kłopotów w pracy i Bóg wie czego tam jeszcze. Wracałem na moją Odrę z uporem maniaka. Myślałem tylko o jednym i miałem jeden cel. Teraz wypada podziękować Marcinowi za nieocenioną pomoc. Warto walczyć do końca i spełniać swoje marzenia.

To była moja ostatnia wyprawa na suma w 2013 r. Z wędkarskim pozdrowieniem!              

 

Tekst i zdjęcia Jacek Karczmarczyk

 

Reklama

Wielki sum z Odry komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie

Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez wiadomosciwedkarskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Polski Związek Wędkarski Redakcja Wiadomości Wędkarskie z siedzibą w Warszawa 00-831, Twarda 42,

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"