Jak łowić ryby - techniki , Węgorz baśni grochu - zdjęcie, fotografia
Wiadomości Wędkarskie 23/08/2019 11:32

Nie ma chyba w polskich wodach ryby bardziej fascynującej niż węgorz. Niektórym znany jest tylko z nietypowego wyglądu, innym z wybitnych walorów smakowych, ale nieodmiennie budzi odczucia, które można by określić jako mieszankę pożądania i lęku. Dla wielu kolegów po kiju jest symbolem ryby wyjątkowo trudnej do pokonania, inni traktują go jako zdobycz stosunkowo łatwą. Jak jest naprawdę?

Niewątpliwie regularne łowienie węgorzy, zwłaszcza okazałych, stanowi nobilitację dla wędkarza. Faktem pozostaje jednak także to, że liczebność tej ryby w polskich wodach stale się zmniejsza i coraz trudniej wskazać bankowe miejsca na jej wyholowanie. Niemniej próbować trzeba, a więc do dzieła!

Na początek łowisko
Aby mieć szansę na zacięcie węgorza, trzeba najpierw znaleźć odpowiednie łowisko, czyli takie, w którym te ryby w ogóle będą. Rzecz nie w tym, że mają one jakieś wyjątkowo subtelne wymagania siedliskowe – poza górskimi odcinkami rzek mogą występować praktycznie wszędzie – ale w specyficznej biologii, a konkretnie miejscu odbywania tarła. Węgorze należą do ryb dwuśrodowiskowych, katadromicznych. Rozmnażają się w morzu, a potem wpływają do rzek. Dlatego można się ich spodziewać praktycznie we wszystkich większych ciekach nizinnych, jako że tworzą one połączony układ hydrologiczny. Problem pojawia się natomiast w wodach stojących. O ile nie mają one połączenia z rzeką, węgorze mogły do nich trafić wyłącznie w wyniku zarybień. Trzeba więc się dowiedzieć, czy takowe zostały przeprowadzone i w jakim wymiarze. Przyda się tu informacja od jakiegoś zaprzyjaźnionego, godnego zaufania łowcy.
Samo trafne wytypowanie akwenu to dopiero początek drogi do szczęścia. Trzeba teraz ustalić konkretne łowisko. Zacznijmy od charakteru dna. Węgorze – drapieżcy i padlinożercy, posługujący się podczas polowania przede wszystkim powonieniem i receptorami linii bocznej – zdecydowanie wolą miejsca muliste, najlepiej porośnięte roślinnością lub pokryte jej gnijącymi szczątkami. Dobrze, jeśli w najbliższym sąsiedztwie znajdują się jakieś naturalne przeszkody, takie jak zwalone drzewa, większe kamienie, nawet gałęzie. Jeśli więc rzeka, to wszelkiego rodzaju spowolnienia nurtu, prądy wsteczne, zapływy główek o charakterystycznym, kręcącym układzie prądu, a także głębokie doły przy stromych skarpach, o ile woda nie rwie tam jak oszalała. W akwenach stojących – stok ławicy przybrzeżnej, nawet o twardszym dnie (to najlepszy typ łowiska do metod bezspławikowych), granica wychodzącego w głąb wody szuwaru i wody otwartej, a także sąsiedztwo zbiorowisk tzw. lilii wodnych, czyli grążeli żółtych i grzybieni białych. Węgorze preferują głębokość od dwóch do czterech metrów, aczkolwiek jako ryby wyjątkowo plastyczne ekologicznie mogą żerować w kilkunastometrowych dołach, a także na półmetrowych płyciznach. Niektórzy twierdzą nawet, że regularnie, zwłaszcza w czasie burzowych nocy, wypełzają na brzeg, by spróbować swojego przysmaku – grochu, a także polować na żaby. Co do żab – z pewnością polują na nie na płytkiej wodzie, zaś groch… Byłoby to dziwne w przypadku mięsożercy, ale węgorz jest nieprzewidywalny. Przecież przez tyle lat pomiędzy bajki wkładano relacje o jego lądowych eskapadach, a okazały się one ważnym elementem wędrówek tarłowych. Warto dodać, że jeśli w jeziorze zapanuje przyducha, a ryby zgromadzą się w wyższych warstwach, węgorze potrafią polować na ukleje niczym wodne węże, niemal ślizgając się po powierzchni. Sam widziałem.
Doszedłem do kolejnej, bardzo ważnej dla węgorzowych łowców kwestii – pory wędkowania. Generalnie – i słusznie – węgorz uchodzi za rybę prowadzącą nocny tryb życia, najaktywniejszą mniej więcej godzinę po zmierzchu i tyleż przed świtem. Liczne są jednak przypadki, kiedy atakuje przynętę w dzień, nawet w samo południe. Jest to wręcz regułą, gdy w okolicy przetacza się front burzowy, raptownie zmienia ciśnienie, zaczyna się szybko chmurzyć. Ale uwaga – takie gwałtowne zmiany pogody są niebezpieczne dla wędkujących. Łatwo o ściągnięcie pioruna przez wędzisko, zwłaszcza na otwartym terenie!

Jednak mięsożerca
Dieta węgorzy w naturalny sposób narzuca wybór przynęt do ich łowienia. Wspomniałem, że węgorz jest węchowcem, dlatego założenie na haczyk czegoś o intensywnej, kuszącej woni zdecydowanie podnosi szanse na branie. Najpopularniejszą przynętą na węgorze pozostają rosówki, same w sobie dość intensywnie pachnące (czy raczej wydzielające charakterystyczną woń), zwłaszcza kiedy przebijemy je przez siodełko. Wadą rosówek jest to, że często biorą na nie ryby niewymiarowe, do tego głęboko się zahaczając.
Jeśli zdecydujemy się łowić na żywca (ukleja, płoć), możemy spróbować skropić go jakimś atraktorem. Obecnie można kupić na przykład krewetkowy, krabowy i z dziesięć podobnych. Gdy zamiast żywca wybraliś-
my martwą rybkę, także możemy zastrzyknąć ją krwią czy którymś ze wspomnianych przed chwilą specyfików lub chociażby ponacinać. Bardzo skuteczną przynętą na węgorze są raki – zarówno całe, jak i ich odwłoki. Trzeba jednak pamiętać, że na haczyk możemy założyć jedynie raka amerykańskiego (pręgowanego) lub sygnałowego. Gatunki rodzime – rzeczny i błotny – są pod ochroną. Z tego samego powodu odpadają wszystkie płazy.
Ciekawą przynętą są podroby, na przykład kawałki wątróbki (oczywiście krwistej), jelita, nerki i cała gama podobnych przysmaków. Nie od rzeczy będzie zastosować je także do nęcenia wytypowanego łowiska, zwłaszcza kilkudniowego. Ale na to rzadko możemy sobie pozwolić.
Skoro omówiłem kwestię przynęt, muszę teraz wspomnieć o haczyku, jako że dobieramy go właśnie do przynęty. W przypadku łowienia węgorzy dochodzi kwestia ogromnej siły szczęk tych ryb, dlatego bardzo ważna będzie również wytrzymałość zastosowanego modelu. Obecnie produkuje się nawet specjalne haki do połowu węgorzy, ponoć z wanadu. Nie warto skąpić. Widziałem mocne z pozoru haczyki, które po holach węgorzy były rozgięte „na prosto”. Polecam modele o wąskim łuku kolankowym i długim trzonku, koniecznie z zadziorem (lub dwoma zadziorami). Nie ma szans, by przynęta spadła z nich podczas wyrzutu, a najgorsze to siedzieć pół nocy nad wędką bez przynęty.

 

Sprzęt bez subtelności
Pora wreszcie przejść do zasadniczych kwestii sprzętowych. I tu także nie ma żartów, bowiem węgorz to nie lada przeciwnik, w swojej kategorii wagowej mogący uchodzić za mocarza. Dodatkowo ma wyjątkową zdolność wpływania w zaczepy i klinowania się w nich na amen. Niekiedy trzeba po prostu holować go na siłę. Podczas walki z wędkarzem włącza wsteczny bieg, odbijając na boki. Można to wyczuć na szczytówce wędziska. Dlatego przy wyborze wędziska, kołowrotka i linki nie ma sensu bawić się w subtelności.
Węgorze łowimy dwiema podstawowymi metodami: gruntówką bez spławika oraz spławikówką. Ta pierwsza powinna mieć ciężar wyrzutowy do 80–100 g na wody stojące i do 150–200 g na rzeki. Taki zapas mocy pozwala osiągać duże odległości dzięki pokaźnemu obciążeniu, a także nie przejmować się zbytnio mniej groźnymi, „szuwarowymi” zaczepami, które po prostu zerwiemy. Ma to szczególne znaczenie przy wędkowaniu z brzegu i lokowaniu przynęty w przerwie pomiędzy szuwarem lub poza strefą roślinności zanurzonej. Długość wędziska musi stanowić kompromis pomiędzy wygodą wędkarza a zdolnościami manewrowymi wędki – najczęściej waha się pomiędzy 2,7 a 3,3 m. Na kołowrotek klasy 4000 (najlepiej z wolnym biegiem) nawijamy żyłkę o średnicy 0,40 mm lub plecionkę 0,22 mm. Żyłka zapewnia większą elastyczność w trakcie holu, a więc zwiększa margines błędu wędkarza, z kolei plecionka tnie zielsko jak masło. Powtórzę: tak solidne parametry nie są uzasadnione samą siłą węgorza, ale częstą koniecznością zastosowania holu wybitnie siłowego, czyli przykręcenia hamulca na maksa. Jesteśmy do tego zmuszeni, gdy dno usiane jest zaczepami lub wyjątkowo silna ryba prze w kierunku znanej nam, podwodnej zawady.


Obciążenie może stanowić przelotowy ciężarek lub obustronnie zamykany koszyczek zanętowy. Drugi wariant uważam za lepszy. Wspominałem już o roli „zapachowego” nęcenia przy łowieniu węgorzy, dlatego jeśli dysponujemy np. zmielonymi rybkami, warto zapełnić nimi koszyczek, ewentualnie dociążając go łezką. Jeśli dno jest miękkie (często jest), na przypon wykonany z żyłki 0,35 mm zakładamy korek, aby przynęta nie ugrzęzła w mule na głębokości pół metra. Może się w nim zanurzyć, ale na 5–10 cm. Niezbędnym elementem zestawu jest krętlik, przez który łączymy przypon z linką główną. Zapobiega on ukręceniu zestawu przez węgorza (jest w tym mistrzem). Długość przyponu dobieramy doświadczalnie. Tym dłuższy, im bardziej muliste dno, aby korek mógł spełnić swoje zadanie, a jednocześnie zestaw pozostał jak najczulszy. Nie żeby węgorz brał jakoś delikatnie, ale może się zdarzyć przyłów (zwłaszcza kiedy stosujemy rosówki) np. w postaci dużego leszcza.
Klasycznym sygnalizatorem brań jest dzwoneczek mocowany na szczytówce, choć część wędkarzy przestawiła się już na elektroniczne „brzęczyki” lub diody. Ten ostatni wynalazek najmniej mi się podoba, gdyż wpatrywanie się w świecący punkt przez kilka godzin potwornie męczy wzrok. Poza tym człowiek zaczyna dostrzegać fałszywe brania. Kiedy jesteśmy pewni, że ryba odpływa z przynętą, przełączamy kołowrotek na wolny bieg i przy ponownym odjeździe tniemy.
Wędzisko do metody spławikowej może (a nawet powinno) być dłuższe – nawet do 4 m przy łowieniu z brzegu (z łodzi wystarczy 2,70 m). Spławik o wyporności 8–15 g obciążamy jedną oliwką, zestaw lekko przegruntowujemy i lokujemy w wybranym miejscu, najczęściej za pasem roślinności zanurzonej. Możemy spróbować łowić pomiędzy pędami makrofitów (wówczas oczywiście nie ma sensu przegruntowywanie zestawu). Węgorze wcale nie muszą pobierać pokarmu z dna, a bywa, że buszują pod powierzchnią. Spławiki do połowów nocnych muszą mieć zdejmowaną antenkę do wkładania świetlika. Nie ma chyba milszego widoku, niż branie ryby na spławik w nocy! Świetlik rozpoczyna jazdę po powierzchni, chowa się pod nią, a my wciąż widzimy, jak „zjeżdża” coraz niżej, by się w końcu zatrzymać. Jeśli na haczyk założyliśmy rosówki, możemy śmiało zacinać. Jeśli coś większego – zaczekajmy na kolejny odjazd lub po prostu policzmy do dwudziestu (trzydziestu, czterdziestu… to już kwestia wyboru).

Na nocne zasiadki
Kilka uwag o sprzęcie dodatkowym. Komfortowe wędkowanie nocne jest możliwe tylko wtedy, jeśli dobrze widzimy. Nie ma oczywiście sensu stwarzanie jakiejś iluminacji, ale dobra latarka czołowa plus dodatkowa świetlówka w centrum stanowiska powinny załatwić sprawę. Podpórki na wędziska powinny być absolutnie pewne, to znaczy uniemożliwiające porwanie kija przez biorącą rybę (widywałem takie przypadki). Generalna zasada – wszystko starannie poukładane, abyśmy mogli to znaleźć machinalnie, po omacku. Kontrowersyjną sprawą jest stosowanie podbieraka. Węgorz ma niespotykany dar „przenikania” nawet przez niewielkie oczka siatki, dlatego jeśli już chcemy go podbierać, wymieńmy oryginalną na „pończochę”. Z drugiej strony uchwycenie ryby ręką jest praktycznie niewykonalne – jest wyjątkowo śliska, do tego się wije. Pozostaje wślizg, jednak nie zawsze mamy taką możliwość (zawady przy brzegu). Cóż, trzeba być elastycznym, ale też zawczasu przygotować sobie miejsce do lądowania węgorza. Podobnie wygląda kwestia przechowywania szczęśliwie wyholowanego okazu. Jeśli nie chcemy zabić go od razu (najczęściej nie chcemy z uwagi na utratę świeżości), włóżmy do siatki o jak najcieńszych oczkach i zawiążmy ją na kilka supłów.
Łowienie węgorzy samo w sobie jest wspaniałą przygodą i wielką frajdą. Jeśli więc nie pałamy wielką miłością do jego mięsa, darujmy rybie wolność. Nawet jeżeli głęboko połknęła haczyk, można go odciąć. Węgorz ma ogromną zdolność do regeneracji i nic nie powinno mu się stać. Ale to kwestia indywidualnego wyboru. Gdy zdecydujemy się zabrać naszą zdobycz, uwędźmy ją na ciepło i zjedzmy prosto z wędzarni, ociekającą tłuszczem…     


INFORMACJE

Dobowy limit połowu węgorza wynosi 2 sztuki, wymiar ochronny 60 cm (w wodach PZW), zaś okres ochronny trwa od 15 czerwca do 15 lipca. Wprowadzenie tego ostatniego było przedmiotem krytyki ze strony licznych wędkarzy jako pozbawione podstawy biologicznej (normalnie okres ochronny służy ochronie gatunku w okresie przedtarłowym i tarłowym, tymczasem węgorz nie odbywa godów w naszych wodach, a migrację rozpoczyna tuż po zejściu lodów, by kontynuować ją do października). Ryby płynące z Polski wędrują na tarliska przez około 200 dni, pokonując odległość niemal ośmiu tysięcy kilometrów. Wszystkie węgorze europejskie (Anguilla anguilla) wędrują na tarło do Morza Sargassowego, będącego częścią Oceanu Atlantyckiego. Nazwa „Sargassowe” pochodzi od dużych glonów wielokomórkowych, które licznie występują w tym akwenie. Samo tarło węgorza europejskiego nie zostało dotąd sfilmowane. Zdania naukowców różnią się nawet co do tego, na jakiej głębokości się odbywa. Podawane są liczby od 1000 do 6000 m. Później dorosłe osobniki giną, zaś larwy, zwane leptocefalami (nieprzypominające w niczym węgorzy i brane przez dłuższy czas za odrębny gatunek), przez dwa – trzy lata dryfują wraz z Golfstromem ku wybrzeżom Europy.
Niewiele młodych osobników jest w stanie przepłynąć samodzielnie Bałtyk i dotrzeć do jednej z rzek, stąd od lat Polska sprowadza narybek z krajów Europy Zachodniej i zarybia nim przede wszystkim jeziora. Aby zapobiec wysokiej śmiertelności wypuszczanych larw, hoduje się je przez kilka miesięcy w tak zwanych podchowalniach (w Polsce pierwszy taki ośrodek powstał w Rucianem-Nidzie). Kontrowersyjną kwestię stanowią wędrówki węgorzy po lądzie. Niewątpliwie podczas ciągów tarłowych ryby potrafią pokonać po wilgotnym podłożu nawet kilka kilometrów. Wymianę gazową przeprowadzają wtedy przez skórę, która jest wyjątkowo obficie pokryta śluzem. Niektórzy twierdzą, że węgorze wypełzają na ląd – zwłaszcza na pola grochu – także po to, by na nich żerować. Ichtiologowie nie potwierdzają tego faktu, ale też nie zaprzeczają. Z węgorzem po prostu nigdy nic nie wiadomo…
Barwa ciała węgorza jest wyjątkowo zmienna – od jasnooliwkowej do niemal czarnej – i uzależniona od rodzaju podłoża, po jakim się porusza. Może się szybko zmieniać w trakcie życia ryby. Od charakteru pokarmu zależy kształt pyska. Tak zwane węgorze wąskogłowe żywią się przede wszystkim skorupiakami, mięczakami i niewielkimi rybami, zaś szerokogłowe polują na większe ryby oraz płazy.

 


Tekst Paweł Oglęcki

 

Tekst z Archiwum "WW" 6/2016

 

Reklama

Węgorz, ryba z baśni... i grochu komentarze opinie

  • gość 2019-08-31 15:00:07

    Drogi autorze. Z tego co wiem okres ochronny na węgorza się zmienił i obecnie jest od 1 grudnia do 31 marca. Proszę koniecznie zweryfikować swoje informacje:).

  • Nie opłaca karty bo za 300 PLN - niezalogowany 2019-09-07 07:50:54

    Co do okresu ochronnego., to mógł się pomylić. Dla mnie niech będzie okres ochronny cały rok.
    Ale bardzo fajnie jest poczytać o historycznej rybie. Bo ja jestem ( byłem wędkarze zapalonym)
    Obecnie to łapię rybki i wypuszczam do rzeki. Bo u nas już ryb nie ma.
    RYB JEST. CORAZ. MNIEJ. A WĘGORZA I. PSTRĄGA. TO. ZA DZIECKA. JADŁEM. PSTRĄGA TO NA RZECE ŁAPAŁEM
    NA. KIJA Z LESZCZYNY, ŻYŁKĘ RUSKĄ, I NA ZAGIĘTĄ SZPILKĘ. szpilka przy większych okazach prosta się robiła.
    Sprzęd wędkarski zutylizowałem. A. WĘGORZA. To tylko z internetu znam. Obecnie. NIE MA JUŻ RYB , TO SĄ TYLKO RESZTKI NA. WYGINIĘCIU.

  • norbert stolarczyk 2019-09-13 02:39:00

    Drogi gościu, jakbyś czytał uważnie to doczytałbyś się, że tekst jest z archiwum WW z czerwca 2016 r. Taki duży stempel a nad nim w.w informacje....

Dodajesz jako: |
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez wiadomosciwedkarskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Polski Związek Wędkarski Redakcja Wiadomości Wędkarskie z siedzibą w Warszawa 00-831, Twarda 42,

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"