Jak łowić ryby - techniki , Sztuka łowienia drapieżników dryfie - zdjęcie, fotografia
  • Łowienie z dryfu to idealny sposób na obłowienie „dużej” wody
  • Dziobowy silnik elektryczny w połączeniu z echosondą dają nieograniczone możliwości łowienia z dryfu
  • Gumy o szerokiej i wyraźnej akcji to moja podstawowa broń na szczupaki
  • Fotka nr 3 z 4
Wiadomości Wędkarskie 17/10/2019 05:02

Dryf to obok trollingu najszybszy sposób namierzenia drapieżników w jeziorze – zwłaszcza dużym. Nie przepadam za „dorożką” i choć nie można odmówić jej olbrzymiej skuteczności, to niezbyt często ciągnę przynęty w kilwaterze. Jakoś tego nie czuję, więc jeśli nie zmuszają mnie do trollingowania warunki panujące nad wodą (lub w wodzie), łowię wyłącznie z rzutu.

Nasze polskie przyzwyczajenie jest takie, że spinninguje się, stojąc na kotwicy w konkretnym miejscu. Ma to swoje plusy – im więcej rzutów oddamy w danej miejscówce, tym lepiej ją obłowimy i dokładniej poznamy ukształtowanie dna. Mamy też szanse na skuszenie niechętnych do brania drapieżników, które przyklejone do dna ani myślą kłapnąć paszczą. Ale są też minusy – dość często tracimy sporo czasu  na jałowej wodzie, gdzie albo nie stacjonuje żaden drapieżca, albo – cokolwiek byśmy wyczyniali na pokładzie łodzi
– i tak nie skusimy go do brania. Dlatego warto poszukać ryb żerujących, nad którymi nie trzeba „pracować” aż do bólu przedramienia.
Duże jeziora czy np. szwedzkie szkiery – zwłaszcza gdy nie znam wody, charakterystyki łowiska i zwyczajów miejscowych ryb, najszybciej rozpracowuję, puszczając łódkę w kontrolowany dryf. To naprawdę doskonały sposób na namierzenie ryb, choć – łowiąc w dryfie – przeważnie „zdejmuję” ryby aktywne, żerujące. Takim drapieżnikom często wystarczy podrzucić pod gębę jakąś gumę czy wobler i po chwili już holujemy. Co prawda niechętne do współpracy szczupaki czy okonie raczej nie poczują bólu w dziąśle, ale za to obławiam naprawdę olbrzymi obszar wody, więc szanse na spotkanie z „chcącym” drapieżcą są duże.
Dryfować można na wiele sposobów, w zależności od wiatru czy sprzętu pływającego, którym dysponujemy.

Mototrolling
Idealnym „narzędziem” do dryfu jest elektryczny silnik dziobowy, czyli tzw. mototrolling. Wieloma modelami sterujemy za pomocą stopy (dzięki czemu ręce mamy wolne i bezproblemowo łowimy), co przy odrobinie wprawy wcale nie jest trudne, możemy również sterować za pomocą pilota. Ciekawostką jest echosonda Lowrance HDS trzeciej generacji, na której możemy zaplanować sobie trasę (i prędkość) dryfu, a następnie skupić się na łowieniu – łódka będzie płynęła po wyznaczonej trasie, np. wzdłuż pasa trzcin czy dookoła wyspy, bez potrzeby naszej ingerencji. Ot, mechanizacja! Dla niektórych może teraz polecieć „kometa” – łowiąc z silnikiem dziobowym, dryfujemy… pod wiatr. Gdybyśmy próbowali płynąć z wiatrem, mielibyśmy problem ze sterownością. Gdy elektryk na dziobie ciągnie (a nie pcha) jednostkę pod falę, mamy całkowitą kontrolę nad łódką, nawet podczas silnego wiatru.

Dryfkotwa
Fajne i proste rozwiązanie zwłaszcza dla tych, którzy nie dysponują łódką z silnikiem elektrycznym na dziobie. Dryfkotwa idealnie sprawdza się na łowiskach, gdzie nie można używać mototrollingu – np. na Rugii. W wielkim skrócie jest to niewielki „spadochron”, który wypuszczony na krótkiej lince za burtę do wody (tak, ten „spadochron” działa tylko pod powierzchnią wody) znacznie hamuje dryf łodzi.
Używając dryfkotwy, nasza łódka będzie poruszała się z wiatrem. Linkę dowiązujemy do burty łodzi i pozwalamy się nieść falom i wiatrowi. Bardzo ważne jest zatem początkowe ustawienie naszej jednostki i przewidzenie, którędy poniesie nas wiatr. Przy odrobinie wprawy nie jest to trudne.
Dryfkotwy są w różnych rozmiarach, a nasz wybór musi uwzględniać długość naszej jednostki pływającej. Im większa i cięższa łódź, tym większa dryfkotwa.

Dryf na silniku
Niewielkie łódki czy pontony, które na pawęży mają silnik elektryczny, są bardzo wygodne do dryfowania. Wystarczy ustawić naszą jednostkę w odpowiednim miejscu i pozwolić nieść się wiatrowi, co jakiś czas jedynie kontrolować manetką elektryka dryf łódeczki. Gorzej, jeśli dysponujemy silnikiem spalinowym. Ja nie lubię łowić w smrodzie spalin, więc staram się wyłączać silnik, jednak każda niezbędna korekta dryfu oznacza przerwanie ciszy warkotem odpalanego silnika – masakra… Większe łodzie zaopatrzone są w duże silniki, które mają cichszą pracę od mniejszych – tu można pokusić się o dryfowanie z włączonym silnikiem, jednak nie jest to proste. Mistrzem dryfowania na silniku spalinowym jest Tomek Krysiak. To, co zobaczyłem na jednym z wyjazdów na szwedzkie szkiery, niesamowicie mnie zaskoczyło – Tomek w ustawieniu łodzi pomagał sobie nie tylko manetką i kierownicą, ale również… odpowiednim try­mowaniem silnika w taki sposób, że jego łódź dryfowała powoli wzdłuż pasa trzcin, będąc cały czas na wstecznym biegu. Najwyższy stopień wtajemniczenia!

Na wiosłach
Tu nie ma żadnej filozofii i jest to najprostszy i „najtańszy” sposób na kontrolowanie dryfu. Nie potrzebujemy ani silników, ani paliwa, ani dryfkotwy. Przy okazji po łowisku poruszamy się cichutko, choć są i minusy – podczas silnego wiatru więcej czasu niż na łowienie poświęcimy na wiosłowanie.
Uwielbiam dryfować nad rozległymi, podwodnymi łąkami. To idealne miejsca do łowienia szczupaków, ponieważ duża powierzchnia zielska zapewnia drapieżnikom nie tylko schronienie, ale również pożywienie. W takich miejscach czasem trafiają się naprawdę duże szczupaki, które – w chwilach gdy nie są aktywne – zajmują stanowiska na głębokiej wodzie, jednak gdy zgłodnieją, wpływają na płytsze łąki podwodne. To są ryby żerujące, które
– o ile uda się przeciąć przynętą ich „pole rażenia” – bardzo łatwo skusić do brania. Po prostu są głodne, a wilczy głód u szczupala nie pozwala mu na długie zastanawianie się przed atakiem. Po prostu wali z całym impetem.
Nie trzeba się skupiać na jak najdłuższych rzutach, wystarczy rzucać „bez spinki” i lepiej skoncentrować się na prowadzeniu przynęty tak, aby nie zaczepiała o zielsko i aby mieć z nią cały czas kontakt.
Innym ciekawym łowiskiem, które lubię sobie przedryfować, są rozległe grążeliska. Tu jednak nie używam silników czy dryfkotwy i polegam na wiosełkach – żeby nie niszczyć roślin, a jednocześnie nie wyplątywać łodyg ze śruby silnika czy linek dryfkotwy. Łowiąc wśród grążeli, rzucam blisko – dosłownie kilka metrów. Dalekie rzuty w takich zarośniętych miejscach nie mają sensu, ponieważ nie uda się idealnie poprowadzić przynęty, omijając wszystkie rośliny. Lepiej oddać trzy krótkie rzuty niż jeden długi. Na „krótkim dyszlu” łatwiej też zapanować nad walczącą rybą.
Bardzo lubię też łowić z dryfu w pobliżu pasa trzcin, jednak tu – jeśli możemy polegać na wietrze lub wiosłach – nie zawsze da się tak łowić. Kierunek wiatru musi nam umożliwić dryfowanie wzdłuż trzcin i nie spychać nas w zielsko lub nie odciągać nas od niego. Ale tu też można liczyć na udane połowy i wiele brań. Jeśli przy roślinności wynurzonej znajduje się głębsza woda lub stromy kant, to mamy szanse na spotkanie z dużym szczupakiem.
Wiatr jest niezwykle ważnym elementem łowienia w dryfie. Wcale nie dlatego, że często jest „napędem” naszej jednostki pływającej (choć to też), ale dlatego, że falowanie wody sprzyja dobremu żerowaniu szczupaków. Zawsze lepiej łowić zębulce na fali niż na flaucie – pamiętajcie o tym, zwłaszcza gdy macie do wyboru nawietrzny brzeg z rozbujaną powierzchnią wody i spokojne zatoczki. Zdecydowanie wybieram łowienie na fali – to uaktywnia drapieżniki do żerowania!

Na koniec wspomnę o przynętach do łowienia szczupaków w dryfie. Tak naprawdę można rzucać chyba wszystkim – od gum, poprzez wiróweczki, wahadłówki, aż po woblery i muchy szczupakowe. W moich pudełkach przeważają właśnie gumy, najczęściej pracujące szeroko rippery w wielkościach 10–20 cm. Zbroję je lekkimi główkami (czasem nawet 3-gramowymi), choć jeśli wieje silny wiatr lub mam pod sobą nieco głębszą wodę, sięgam nawet po główki 20-gramowe. Zawsze mam też ze sobą kilka sporych obrotówek (które wytwarzają bardzo mocną falę hydroakustyczną), jedną lub dwie wahadłówki oraz kilka woblerów – przeważnie pływających. Nie ma co bawić się w dłubaninę i łowić małymi przynętami, chyba że nastawiamy się na okonie. Lepiej sięgnąć po przynęty większe, które szybciej przyniosą nam brania większych drapieżników. Kilkoro moich znajomych naprawdę się nie cacka i nie zakłada przynęt mniejszych niż 25 cm
– i łowią! Ja idę odrobinkę skromniej i zaczynam od 10 cm, choć przeważnie używam przynęt długości około 15 cm. Nawet niewielki szczupak wciąga gumę w tym rozmiarze jak przysłowiowy makaron.

Najwdzięczniejszą rybą do łowienia w dryfie jest szczupak, choć przyłowem może stać się każdy inny drapieżnik. Najczęściej trafiały się okonie, ale złowiłem też pstrągi, sandacze i bolenie – tu nie ma chyba rzeczy niemożliwych. Skupmy się jednak na zębaczach, a pozostałe gatunki potraktujmy jako miły przyłów.
W rozległych akwenach drapieżniki bardzo często występują „miejscowo”, czyli w jednej zatoce są, a w innej ich nie ma. Co dziwne – woda w obu miejscach jest taka sama. Nie różni się temperaturą, zasobnością w drobnicę czy zielsko, łowisko ma podobną głębokość i ukształtowanie dna. Nie mam pojęcia, czym kierują się drapieżniki, pchając się do jednej zatoki, jednocześnie omijając szerokim łukiem drugą, dla mnie bliźniaczo podobną. Nie będę więc tworzył bajek – po prostu nie wiem.

 

Tekst i zdjęcia Kamil „Łysy Wąż” Walicki

 

Reklama

Sztuka łowienia drapieżników w dryfie komentarze opinie

Dodajesz jako: |
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez wiadomosciwedkarskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Polski Związek Wędkarski Redakcja Wiadomości Wędkarskie z siedzibą w Warszawa 00-831, Twarda 42,

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"