Jak łowić ryby - techniki , Okoniowy rynek - zdjęcie, fotografia
Wiadomości Wędkarskie 10/09/2018 01:27

Zaryzykuję twierdzenie, że okoń jest najczęściej łowionym na wędkę spinningową drapieżnikiem w Polsce. Chyba wszyscy się z tym zgodzimy. A skoro tak, to większość sztucznych przynęt dostępnych na rynku przeznaczona jest właśnie dla niego. Warto zatem prześledzić, jak przez lata zmieniały się preferencje wędkarzy w doborze najskuteczniejszych wabików na okonie i jak producenci dbają o wędkarskie sukcesy.

 

 

 

Jak wiadomo, sama przynęta ryb nie łowi. Trzeba ją odpowiednio rybie zaprezentować, przeciągnąć przez łowisko w zachęcający sposób, a do tego potrzebne są również inne akcesoria, np. odpowiednio długie i sprężyste wędzisko, niezawodny kołowrotek, specjalistyczna linka, a bywa, że i wyszukana technika wędkowania. Co więcej, sposoby prowokowania okoni i dobór przynęt determinuje rodzaj i specyfika akwenu. Nie bez znaczenia będzie też intensywność nasłonecznienia wody, jej przejrzystość, a także pora roku, a nawet dnia, gdyż nasz pasiasty bohater często zmienia rewiry. Ze względu na obszerność tematu pominę niektóre z wymienionych aspektów i zajmę się głównie omówieniem fenomenu okoniowych przynęt, które podbiły serca polskich wędkarzy.


Era błystki i woblera
Kilkadziesiąt lat temu w pudełkach spinningistów dominowały wahadłówki, mniej liczne, ze względu na niewielką podaż, były obrotówki oraz woblery. Bardziej doświadczeni wędkarze pamiętają niezawodność
w okoniowych łowach dalekosiężnych „Alg” nr 1 i „Gnomów” nr 1 i 2. W tamtym okresie, począwszy od lat 50., kiedy to odradzało się po wojnie polskie wędkarstwo, aż do połowy lat 70. stanowiły one podstawowy oręż spinningisty. Rajcowały przede wszystkim szczupaki i podrośnięte garbusy, ale te ostatnie nie zawsze miały ochotę uganiać się za błyszczącym i kolebiącym na boki spłaszczonym kawałkiem metalu.
Dużo lepsze wyniki przynosiły błystki obrotowe. Szybko wirujące skrzydełko zaopatrzone w kolorowe kropki i karbowany korpus dostarczały okoniom o wiele więcej bodźców zachęcających do ataku. Kto miał w tych czasach obrotówki, ten regularnie łowił okonie. Nie było to jednak zadanie łatwe, gdyż popyt na wirówki znacznie przekraczał możliwości importerów i producentów. Za najcenniejsze precjoza uważano francuskie Meppsy, niezawodnie startujące tuż po oderwaniu od dna. Słono się za nie płaciło, ale warto było mieć choćby jedną sztukę, aby urlop spędzany nad jeziorem zapamiętać na długie lata.
Wśród krajowych wyrobów uznaniem cieszyły się blaszki warszawskiej firmy „Sum”, założonej przez rodzinę Radwańskich jeszcze w okresie międzywojnia. Takie obrotówki jak: „Sumex”, „Superwir” i „Amur” to okoniowa klasyka, która jeszcze dziś ma swoje grono miłośników. Zapotrzebowanie na wyroby „Suma” okresowo bywało tak duże, że pracownicy nie nadążali z ich montowaniem. Sprzedawano wtedy korpusy, strzemiączka i paletki na sztuki, do samodzielnego składania. Dość powiedzieć, że przyjeżdżali po te błystki na ul. KRN 42 (dzisiaj Twarda) wędkarze z całej Polski...

 

Technika prowokowania okoni na błystkę z „dopalaczem” popularna w latach 70. i 80.
Umożliwia dalekie posyłanie przynęty i szybkie prowadzenie jej tuż nad dnem.

 

Dziś już wiemy, że błystki obrotowe na stałe zagościły w wędkarskich pudełkach i należą do tych przynęt, które okonie polubiły najbardziej. Producenci już dawno to dostrzegli i od lat prześcigają się w projektowaniu nowych egzemplarzy. Mamy dzięki temu błystki z podwójnym skrzydełkiem, tandemy składające się z blaszki i gumowej rybki, modele z muchą i innymi kolorowymi chwostami albo wzory z wymiennymi skrzydełkami, przeciążonymi korpusami itd. Oferta jest tak bogata, że w oczach się mieni.
Zupełnie inaczej było z woblerami. Mimo że pierwsze zapiski o ich stosowaniu pochodzą sprzed wieku,
a w USA pojawiły się w seryjnej produkcji ponad 60 lat temu, w Polsce przez długi czas były mało znane i raczej niedostępne. Dopiero w latach 80. szybko zdobywały polski rynek. Pojawiały się w sklepach modele drewniane wyrabiane głównie przez drobnych rzemieślników, ale też z importu (Rapala). Zaczęli dołączać do tej grupy również krajowi producenci. Powstało wiele firm specjalizujących się przede wszystkim w pstrągowych i okoniowych woblerach. Łowcy okoni wyławiali z tej oferty najbardziej przydatne wabiki. Wzięcie miały, między innymi, parocentymetrowej długości imitacje małych okonków i pstrągów, ale też wzory o bokach stalowych i ciemnozielonym lub czarnym grzbiecie. Nurkowały na 2–3 metry, agresywnie kolebiąc się na boki
i to wystarczało, aby okonie z chęcią je atakowały.
Jeden z największych w Polsce producentów woblerów – firma „Salmo”, ma w swojej ofercie mnóstwo modeli adresowanych właśnie do łowców okoni, w tym wiele modeli powierzchniowych. Świadczy to o dużym zapotrzebowaniu na te wabiki, które – podobnie jak błystki obrotowe i małe wahadłówki – wytrzymały konkurencję z wszechobecnymi dzisiaj w sklepach gumowymi przynętami.


Czas gum i minigumek
Pierwsze miękkie przynęty, nazywane twisterami, przybyły do Polski zza oceanu, z prężnie rozwijającego się amerykańskiego rynku wędkarskiego pod koniec lat 80. Trzeba przyznać, że początkowo wędkarze testowali je bez entuzjazmu. Ołowiana główka z pojedynczym haczykiem i nanizanym miękkim tworzywem, przypominającym dużego białego robaka z ogonem kijanki, nie wzbudzała zaufania. Znaleźli się jednak fachowcy, którzy za pomocą tych dziwnych przynęt holowali rybę za rybą. Sposób był prosty. Wystarczyło przerywane ściąganie przynęty nad twardym lub pofałdowanym dnem i na zmianę podrywanie i pukanie w podłoże albo szuranie.
Rewolucja nastąpiła kilka lat później, na przełomie lat 90., kiedy pojawiły się rippery (gumowe imitacje niewielkich rybek) i małe twistery. W tym czasie produkcję główek prowadzili już polscy rzemieślnicy. Przynęty oferowano w różnych kolorach, popularny był biały, perłowy i żółty, ale nowych wzorów wciąż przybywało. Przybywało też entuzjastów nowych przynęt.
Wędkarze byli oszołomieni łownością ripperów. Miały rybi korpus zakończony podgiętym i spłaszczonym ogonkiem, który w wodzie mniej lub bardziej wywijał na boki. Modele długości 3 i 5 cm sprzedawały się jak świeże bułeczki, a sprzedawcy zapewniali o dobrych połowach we wszystkich łowiskach.
Rippery miały jednak pewną wadę, ale łatwo można było ją usunąć. Ogonek mniejszych przynęt nie chciał w czasie wolnego prowadzenia zamaszyście pracować. Pomysłowi wędkarze nacinali nasadę ogonka albo ją podgrzewali i rozciągali. To zwykle pomagało, przynęta lepiej działała na drapieżniki.

 

Łowienie metodą bocznego troku z minitwisterem na haczyku. Ciężarek wleczony po dnie wzbija obłoczki mułu, co jeszcze bardziej wabi okonie.

 

Gumy od razu pokazały swoją łowność. Chętnie atakowały je zarówno małe, jak i duże sztuki.

 


I znów producenci przyszli spinningistom z błyskawiczną odsieczą. W sklepach pokazała się nowa jakość w dziedzinie miękkich przynęt – kopyto. Karbowany ogonek zakończony płetwą w kształcie szewskiego kopyta zamiatał wodę na lewo i prawo ze zdwojoną siłą. Wprowadziła je na rynek rodzima firma „Relax” z Bielawy, a przynęta w krótkim czasie zawojowała również inne kraje Europy.
Stosunkowo szybko ugruntowały się nowe techniki prowokowania okoni, sprawdzające się także w połowie sandaczy, mianowicie prowadzenie niewielkiego kopyta skokami po dnie i w tzw. opadzie (łukiem na naprężonej żyłce przy zastopowanym kołowrotku). Brania były wyborne jak nigdy dotąd. Krótko mówiąc, okonie oszalały!
Wydawało się, że łowienia garbusów na kopyto nic nie jest w stanie zastąpić. Jednak po kilku latach wędkarze jeszcze raz sięgnęli po małe twistery. Tym razem zaprzęgli je do metody starej jak świat – do bocznego troku. Zestaw wiązany na żyłce o średnicy 0,16 lub 0,18 mm składał się z haczyka nr 6 (bez główki) i zawieszonego na troku ciężarka
(6–12 g) z wtopionym krętlikiem. Przeciągany po pofałdowanym i skąpym w roślinność dnie tak rajcował okonie, że szybko zaskarbił sobie serca większości spinningistów. Okonie znowu szalały.


Moda czy konieczność
Przez lata testowaliśmy różnorodne okoniowe przynęty. Raz była moda na wirówki, innym razem na woblery albo na gumy. Pojawiały się też inne wabiki, jak np. cykady czy minipilkery, ale niedługo gościły w podstawowym arsenale spinningujących wędkarzy. Na placu boju w pełnej krasie pozostały najłowniejsze wzory, najbardziej przykuwające uwagę okoni, choć nowych pomysłów producentom nie brakowało i nie brakuje.
Można się zastanawiać, kto tak naprawdę dyktuje wędkarską modę na przynęty, wędki i pozostałe akcesoria. Czy zasługa to wędkarzy testujących w znoju wszystkie rynkowe nowości, czy producentów pragnących mnożyć zyski? Odpowiedź chyba nie może być jednoznaczna, gdyż zarówno jedni, jak i drudzy mają w tym względzie znaczący przyczynek – podobnie jak prasa wędkarska na bieżąco komentująca i pokazująca, np. w „Rekordach na plan”, najskuteczniejsze sposoby łowienia i przynęty.
Trzeba przyznać, że determinacja krajowych producentów i importerów w serwowaniu na polski rynek przynęt popularnych w innych krajach w wielu przypadkach przyniosła oczekiwany rezultat. Wprawdzie nie wszystkie zdobyły uznanie, ale te, które przetrwały, inspirowały do kolejnych pomysłów. Najlepszym tego przykładem są powszechnie stosowane miękkie przynęty.
Nie ulega wątpliwości, że motorem napędzającym branżę są wędkarze, a wśród nich zawodnicy uczestniczący w zawodach wędkarskich rangi okręgowej, ogólnopolskiej i międzynarodowej. To przede wszystkim oni, utytułowani zawodnicy, będący niejednokrotnie „twarzami” producentów i importerów sprzętu wędkarskiego, ale też członkami klubów przez nich zakładanych, narzucają trendy w sporcie wyczynowym i rekreacyjnym. Zapewne mają też wpływ na decyzje o wdrażaniu takich czy innych przynęt albo wędzisk do produkcji. Bo niby dlaczego producenci mieliby z ich doświadczenia nie korzystać? Wędkarzy nie da się oszukać. Producent może zapewniać o nadzwyczajnej łowności swojego wabika, a i tak szybko zweryfikuje to życie.
Wbrew utartym opiniom, mechanizm wymiany informacji między wędkarzami, np. o najlepszych przynętach, nie jest tak skomplikowany, jak mogłoby się wydawać. Oto przykład. W czasie spinningowych mistrzostw Polski w szranki staje ponad setka najlepszych zawodników reprezentujących okręgi i kluby ze wszystkich regionów kraju. Wędkują z łodzi, gdzie nie da się ukryć przed rywalem swojej tajnej przynęty. Gdy to właśnie ona przynosi sukcesy, wieść z szybkością błyskawicy roznosi się po całym zgrupowaniu. To wystarczy, aby w krótkim czasie wiedzę tę posiedli również uczestnicy zawodów organizowanych w okręgach i kołach, a to już dziesiątki tysięcy wędkarzy. Do tego wywiady prasowe z mistrzami, komentarze – i biznes wędkarski się kręci.
W taki właśnie sposób sukces na polskim rynku odniosło „Kopyto” rodem z Bielawy, „Slider” firmy Salmo i zestaw z bocznym trokiem, który zrewolucjonizował technikę prowokowania okoni. Ale o tym zadecydowali już wszyscy wędkarze, stając przed sklepową ladą.

 

Tekst ukazał się w WW 09/2008

 

Tekst i zdjęcia

Andrzej Zieliński

 

 

 

Reklama

Okoniowy rynek komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie

Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez wiadomosciwedkarskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Polski Związek Wędkarski Redakcja Wiadomości Wędkarskie z siedzibą w Warszawa 00-831, Twarda 42,

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"