Przynęty spiningowe , Mormyszka - zdjęcie, fotografia
Wiadomości Wędkarskie 30/01/2019 13:14

To metoda nierozerwalnie związana z wędkarstwem lodowym. Zdarzają się co prawda wędkarze, którzy używają mormyszek zamiast haczyków przy łowieniu na spławik (zwłaszcza jesiennych okoni) za pomocą długich wędzisk, ale nie jest to rozwiązanie zbyt popularne, a do tego wywołujące kontrowersje regulaminowe. Skuteczne wędkowanie na mormyszkę wymaga połączenia finezji, opanowania i cierpliwości, jest wspaniałą rozrywką i szkołą, a widok przyginającego się kiwaka przez wielu uznawany jest za jeden z najwspanialszych w życiu…


Sam termin „mormyszka”, a właściwie „mormysz” pochodzi z języka rosyjskiego i oznacza kiełża – drobnego skorupiaka o długości ciała nieprzekraczającej zwykle 2 cm. Co prawda zdarzają się kiełże giganty, ale to wyjątki potwierdzające regułę. Patrząc na dużą część współcześnie stosowanych mormyszek, trudno dopatrzyć się w nich podobieństwa do kiełży, ale chodzi tu raczej o naśladowanie sposobu przemieszczania się tych bezkręgowców w toni wodnej (w dół, w górę, w dół, w górę…). Gwoli sprawiedliwości – znam wędkarzy, którzy traktują mormyszkę wyłącznie jako obciążenie służące do sprowadzenia na odpowiednią głębokość właściwej przynęty – ochotek czy białego robaka. Ale to finezyjna gra mormyszki jest zazwyczaj tym elementem, który decyduje o wędkarskim sukcesie bądź porażce.

 

Wędka i kiwak
Wędzisko jest w tej metodzie krótsze niż używane do łowienia na błystkę. Zazwyczaj ma długość od 30 do 50 cm i tylko jedną – dwie przelotki. Nieodłącznym elementem wędki mormyszkowej jest sygnalizator brań, nazywany kiwakiem. Może być on przedłużeniem wędziska (zaopatrzonym w dodatkową przelotkę) lub tkwić umocowany z boku lub z góry. Oczywiście w obu przypadkach trzeba o niego zaczepić żyłkę. Znakomitym rozwiązaniem są kiwaki wymienne, o różnej elastyczności. Dobieramy model najskuteczniejszy do masy zawiązanej mormyszki, tak aby wskaźnik nie uginał się zbytnio pod samym jej ciężarem, a jednocześnie wskazywał każdy kontakt ryby z przynętą. Kiwaki są wykonywane z różnego rodzaju sprężynek, sierści dzika (przede wszystkim grubszych włosów części grzbietowej), kawałków błon filmowych (w dobie fotografii cyfrowej coraz o nie trudniej) i… wszystkiego, co jest w stanie wymyślić pomysłowy wędkarz, a co autorowi tego tekstu nie przyszłoby nawet do głowy.
Co do samego wędziska – również i tu obserwujemy daleko idące zmiany. Ograniczanie długości to jedna sprawa, chyba jeszcze istotniejszy jest sposób magazynowania żyłki. Coraz częściej rolę klasycznego kołowrotka pełni nawijadełko umieszczone wewnątrz rozszerzonej, dolnej części wędziska. To rozwiązanie, typowe dla wędeczek typu „bałałajka”, pozwala lepiej chronić linkę przed oblodzeniem i zapewnia większą precyzję wędkowania. Część wędkarzy nie lubi „bałałajek” i decyduje się – zwłaszcza przy łowieniu rekreacyjnym, a nie zawodniczym – na klasyczne modele z uchwytem na kołowrotek. Ten jest zazwyczaj bardzo mały, o szpuli stałej lub ruchomej. Powinien być wyposażony w precyzyjny hamulec, którego mechanizm nie będzie szwankował przy niskich temperaturach.

 

Pilna obserwacja kiwaka jest gwarancją udanych zacięć

 

Żyłka i mormyszka
Żyłki używane w metodzie mormyszkowej są zwykle bardzo cienkie – od 0,06 do 0,10 mm. Chodzi głównie o to, by móc łowić na dużych głębokościach, stosując przynęty o niewielkiej masie. Przy większych gabarytach linki, ta nie prostowałaby się jeszcze przed osiągnięciem strefy najlepszych brań. Oczywistym kosztem takiego rozwiązania jest wzrost ryzyka podczas holu większych ryb. Dlatego część wędkarzy, łowiąc w miejscach słynących z okazów i stwarzających dużą szansę ich zacięcia, celowo rezygnuje z zasady „najlżejsza mormyszka z możliwych”. Zakładają ciężkie, wykonane z wolframu modele (użycie tego metalu i tak pozwala na ograniczenie wielkości wabików) i łowią na żyłki 0,14–0,16 mm. To już – we wprawnych rękach – wystarczający oręż w walce z ponadkilogramowym okoniem lub leszczem. Użycie cięższej mormyszki jest wskazane również w sytuacjach, kiedy chcemy się przebić przez warstwę żerującej wyżej drobnicy, która niekiedy nie daje dosięgnąć dna przynęcie przeznaczonej dla pływających niżej większych sztuk.
Skoro jesteśmy przy samych mormyszkach, czyli najważniejszym elemencie zestawu w omawianej metodzie – poszczególne modele różni w obecnej chwili właściwie wszystko: masa, materiał, barwa, kształt, sposób wiązania. W miarę jednolity jest kąt wyprowadzenia haczyka – najczęściej jest on prosty, choć bywa rozwarty (wynosi wtedy zwykle 135 stopni). Mormyszki starego typu mocowało się, przewlekając żyłkę przez otwór w korpusie i wiążąc ją na trzonku haczyka. W tej chwili najczęstszym rozwiązaniem jest uszko zewnętrzne, do którego dowiązujemy linkę jak w przypadku błystek lub – jeśli ktoś woli – much.
Co do barwy mormyszek – w dawnych, dobrych czasach nie było z tym problemu, gdyż jedynym ich kolorem był naturalny odcień metalu. Czasem ktoś zebrał się na odwagę i pacnął na taki wabik kropelkę czerwonego lakieru. W tej chwili obowiązuje kolorystyczna „wolnoamerykanka”, ale przebojem – rzeczywiście skutecznym, zwłaszcza przy wędkowaniu na dużych głębokościach – są mormyszki „fluo”, żółte, czerwone, pomarańczowe, niebieskie… Najrzadziej spotykane są modele białe, ale zapewne i one niedługo pokażą się na rynku jako kolejny przebój. Piszę o tym z lekkim przekąsem, ponieważ – doceniając rangę szczegółów – uważam, iż najważniejsze jest umieszczenie przynęty w strefie żerowania ryb, a dalej to już jakoś pójdzie. Ważne, by kombinować tak długo, aż trafimy w zmienny przecież gust naszych potencjalnych zdobyczy.

 

Okoń to jedna z podstawowych zdobyczy zimowego łowcy

 

Przynęta i zanęta
Wędkowanie na pustą, pozbawioną naturalnej przynęty mormyszkę bywało w dawnych, dobrych (?) czasach smutną koniecznością. Ochotkę czy białe robaki można było kupić tylko na wędkarskich giełdach czy bazarkach i to jedynie wtedy, gdy miało się szczęście. Do dziś pamiętam „konspiracyjny” warszawski adres, pod który kierowali klientów panowie stojący na mrozie pod „Domem Wędkarza”. A tam, w drzwiach, kupowało się porcje tak pożądanej superprzynęty zawinięte w papier toaletowy. Nie te czasy i na gołą mormyszkę jesteśmy skazani tylko wtedy, gdy w porannym pośpiechu zapomnimy ochotek z lodówki.
W takim razie czym ją ozdobić? Rzecz jasna przynętą numer jeden była, jest i zapewne będzie larwa ochotki bądź ich pęczek. Trudno wskazać gatunek ryby, dla którego w okresie zimowym nie jest to atrakcja. Biorą nawet szczupaki i sandacze! Ochotki zakładamy tak, by jak najmniej je uszkodzić. Kłania się tu podstawowy atrybut dobrej mormyszki, czyli bardzo ostry haczyk z cienkim grotem. Co prawda skuteczne mogą się okazać nawet ochotkowe zwłoki, ale trzeba nimi odpowiednio poruszać, by nadać wrażenie żywotności. Tak czy inaczej – lepszy ślad ochotki na haczyku niż jego brak!
Niekiedy równie dobrą, jeśli nie lepszą przynętą naturalną jest biały robak (także barwiony). Zwykle ozdabiamy mormyszkę pojedynczą larwą. Jeśli stosujemy pęczek, to raczej niewielkich pinek. Rybą, która wydaje się lepiej reagować na białego robaka niż na ochotkę, jest tęczak, coraz częściej poławiany z lodu na łowiskach zarybianych tym gatunkiem. Bywa, że również okonie – zwłaszcza na pierwszym lodzie – także wolą bardziej treściwe danie. Tak czy inaczej – warto mieć białe robaki w rezerwie.
Innymi przynętami naturalnymi stosowanymi w wędkarstwie lodowym jako dodatek do mormyszki są larwy mączniaka, bardzo małe czerwone robaki bądź rybie oczy. Ta ostatnia przynęta, lekko makabryczna, bywa naprawdę bardzo skuteczna, więc jeśli nie mamy oporów… W tym miejscu przypomnienie – złowione z lodu sztuki, które chcemy zatrzymać, od razu zabijamy! Potem możemy im wyłupiać oczy czy kroić na fileciki (ponoć świetne na miętusy). Ale ryba musi być martwa. Inaczej przekraczamy granice przyzwoitości i dobrego smaku.
Bardzo ciekawym sposobem łowienia na mormyszkę jest tak zwany leniuch, polegający na umieszczeniu – zwykle bardzo małego – wabika idealnie na dnie, tak aby go ledwo dotykał. Kiwak jest wtedy leciutko przygięty, a podnoszone brania sygnalizowane są jego prostowaniem. Zwłaszcza w środku zimy to znakomity sposób na duże płocie, leszcze i krąpie, choć zdarza się, że tylko na leniucha doczekamy się skubnięć okoni! Dodatkowym smaczkiem jest wyjątkowa wręcz widowiskowość brań. Zdarza się, że nie tylko prostuje się kiwak, ale i żyłka wręcz ucieka z wody.

 


Czy przy łowieniu na mormyszkę należy nęcić? Oczywiście zależy to od wybranej taktyki: czy wiercimy wiele otworów i szybko je zmieniamy (to klasyka pierwszego lodu), czy też łowimy w jednym przeręblu. W pierwszym przypadku możemy co najwyżej przed rozpoczęciem wędkowania zachęcić ryby niewielką porcją ochotki zanętowej (jokersa). W drugim możemy regularnie donęcać jokersem, nawet z dodatkiem wypełniacza w typie posiekanych (zmielonych) płatków czy otrębów. Oczywiście przy wielodniowym nęceniu tych samych otworów wzrasta znaczenie cięższych składników zanętowych. Należy tylko pamiętać o wolniejszej przemianie materii u ryb
i unikać ich przekarmienia bądź zniszczenia łowiska nadmiarem związków pokarmowych.
Gdy kiwak przygina się lub prostuje, zacinamy i rozpoczynamy hol. To już oczywiście rutyna, ale warto pamiętać o pewnym istotnym drobiazgu. Otóż zdarza się, że haczyk mormyszki nie grzęźnie w wardze ryby, lecz ją przebija. W ostatniej fazie holu, o ile pozwolimy zdobyczy trzepnąć się kilka razy o krawędzie przerębla, ostrze może zahaczyć o lód, co najczęściej oznacza pożegnanie z rybą. Dlatego podholowujemy zaciętą sztukę do otworu dopiero po jej wymęczeniu w niższych warstwach wody.


Tekst i zdjęcie Paweł Oglęcki


Tekst z archiwum "WW" 1/2013

 

 

Reklama

Mormyszka komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie

Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez wiadomosciwedkarskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Polski Związek Wędkarski Redakcja Wiadomości Wędkarskich z siedzibą w Warszawa 00-831, Twarda 42,

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"