Jak łowić ryby - techniki , bolenie - zdjęcie, fotografia
Wiadomości Wędkarskie 20/09/2018 10:04

Uwielbiam je łowić. Te wspaniałe drapieżniki pasjonują mnie od wielu lat. Zastanawiam się czasem, czy nadejdzie taki dzień, że przestanę się cieszyć na widok nawet niewielkiej rapki. Oby nie! To byłby koniec mojego wędkarstwa. Na razie serce mocniej bije, gdy na wodzie pojawi się fontanna, spowodowana atakiem szybkiego bolenia.

 

 

 

Nie uważam siebie za wytrawnego boleniarza, choć tych ryb złowiłem dużo i były wśród nich torpedy ponad 80 cm. Ale cieszy mnie każda rapka, nawet taka 40-centymetrowa, zwłaszcza wczesną wiosną, u progu sezonu. Mam to we krwi. Jestem chory, jak ktoś ładnie napisał, na „boleniozę” i nie chcę się wyleczyć.

 

Wiślane torpedy
Tegoroczny sezon jak zwykle rozpocząłem na Wiśle, oczywiście usiłując złowić bolenia. Nie było łatwo, gdyż maj był kapryśny, a bolenie dobrze brały w kwietniu. Zaraz po tarle ryby te dają się łowić dosłownie na wszystko i wielu tak zwanych spinningistów z tego faktu korzysta. Nie mam nic przeciwko, bo sam lubię łowić, lecz szlag mnie trafia, jak wychudzone, matowe jeszcze bolenie wędrują do toreb i plecaków. Co prawda dużo osób wypuszcza te ryby, lecz – niestety – pewna część wędkarzy jest niereformowalna. Od lat pisuję o potrzebie uwalniania złowionych drapieżników, zwłaszcza boleni, i znudziło mi się już to zajęcie, aczkolwiek widzę nad wodą nieśmiałe tego owoce.
Jak już wspomniałem, początek maja nie był dla mnie hojny w boleniowe zdarzenia. Mimo to złowiłem sporo niewielkich boleni w granicach kilograma. Przełom nastąpił na początku czerwca. Wybrałem się ze znajomymi do Kępy Polskiej, miejscowości nad Wisłą, gdzie parę lat temu łowiłem sumki. Nie liczyłem na sukcesy, gdyż woda jest tu mocno eksploatowana sieciami. Nikt jej nie oszczędza – ani rybak, ani kłusownik. Ryb co roku jest mniej. Woda w rzece była dosyć wysoka, a w przybrzeżnych trawach tarła się ukleja. Nie wiadomo skąd zgromadziła się także rapa. Złowiliśmy sporo sztuk nawet czterokilogramowych. Były dni jak za najlepszych lat nad Wisłą, że padało nawet kilkanaście boleni na dwa spinningi. Z reguły łowię w towarzystwie, co przy połowie, a właściwie podchodzeniu bolenia jest błędem, lecz bardziej zależy mi na dobrym zdjęciu niż na kolejnym zaliczonym drapieżniku. Tu akurat ryby były mniej czujne i w amoku żerowym dawały się podchodzić na długość kija. Powodowała to obfitość uklei. Tak jak nagle się zaczęło, tak też szybko się skończyło. Tarło tych małych rybek nie trwa wiecznie, aczkolwiek rozciąga się w czasie, a na Wiśle ukleje wycierają się partiami w kilku podejściach. To sprawia, że my, wędkarze, możemy trafić w ten okres wielkich łowów.

 

Na początku maja złowiłem sporo kilogramowych boleni


Lipiec i sierpień w moim wędkarskim kalendarzu to czas suma. Lecz nie rezygnuję z boleni. Ścigam je po przykosach, gdy jest niska woda, a na letnich przyborach szukam boleni głównie na przelanych tamach. Od paru sezonów latem oddaję się trudnej wbrew pozorom sztuce rzecznego trollingu. I to właśnie ta metoda dała mi w ostatnich latach największe bolenie. Brań nie ma wielu, ale ryby są wyjątkowo dorodne. W zeszłym roku trafiały się sztuki nawet do pięciu kilogramów! Brały przy samym dnie (pięć metrów głębokości) w sumowych miejscach. Sądzę, że duże bolenie mają zupełnie inne obyczaje. Nie objadają się ukleją i rzadko wychodzą do powierzchni. Właśnie w takim miejscu miałem latem swoją życiową rapę. Wzięła na sumową wędkę z grubą plecionką i dość dużym, głębinowym woblerem o jaskrawozielonej kolorystyce. Myślałem, że holuję kolejnego niedużego sumka. Przy burcie zamarłem. Na tym topornym zestawie szalała mniej więcej metrowa bardzo szeroka rapa (narwiańska). Zamiast szybkiego podebrania poszła seria zdjęć ryby przy łódce. Przy kolejnym szarpnięciu bolenisko wyrwało sobie z pyska wobler. W taki sposób złowiłem i nie złowiłem swojego życiowego bolenia.

 

Na tropie wąsacza
Wakacje to dla mnie czas suma. Tak jest od wielu sezonów. Początek lipca był kapryśny pogodowo, co nie sprzyja połowom tych największych ryb. Zmienna aura, zimne noce – tego sumy nie lubią. Pomimo to udało się złowić na początku lipca właśnie kilka ładnych sztuk. Ba, nawet mój kolega złowił swojego życiowego suma, ponaddwumetrowego potwora, którego skrzętnie obfotografowałem nim go z powrotem uwolniliśmy. Ja miałem mniej szczęścia i poprzestałem na kilkukilogramowych, choć było kilka solidnych brań. Lipcowe noce mają niepowtarzalny klimat i są jeszcze dość krótkie, co pozwala połowić sobie w dość dobrej kondycji. Po kilku lub kilkunastu takich wypadach jestem zmęczony nocnym sumowaniem i w sierpniu próbuję łowić sumy za dnia. Poza tym nocnych zdjęć sumów mam bardzo dużo i tak naprawdę wszystkie są do siebie podobne. Ostry, wręcz prześwietlony pierwszy plan i czarne tło. A tak jak przy połowie boleni, tak i sumów najbardziej zależy mi na fajnych zdjęciach. Jakoś nie mogę zabić tego największego drapieżnika i boli mnie serce jak słyszę, ile wspaniałych olbrzymich sumów jest dalej mordowanych. Ja już nie piszę o wypuszczaniu sumów, bo to wołanie na puszczy. Ja żądam radykalnych przepisów pozwalających zabrać jednego suma i to małego. Przykładowo od 90 do 120 centymetrów. Tak jak to jest w całym cywilizowanym świecie. O ile wędkarze są w stanie uwolnić niesmaczną rapę, to z sumem jest dużo, dużo gorzej. No cóż, smaczna to ryba, lecz – na wszystkie świętości – wędkarstwo to nie zdobywanie mięsa. Jest przecież XXI wiek. Dajmy spokój z tym wybijaniem co cenniejszych gatunków. Ryby to nie podgrzybki w lesie podczas wysypu. Tego się nie zbiera do wiaderka, aczkolwiek to częsty widok nad wodami, gdy „idzie ryba”. Jeszcze pięć, siedem lat temu, gdy sumów było więcej, lipcową nocą w dobrym miejscu biło kilka, nawet kilkanaście tych największych ryb. Teraz często jest tak, że przez całą noc wyjdzie jeden sum, uderzy kilka razy bądź raz i się schowa. Szanse złowienia takiej ryby w nocy na wobler są niewielkie. Dlatego po części takie łowienie przestaje mnie bawić. Jedynie początek lipca dobrze rokuje, gdyż w okresie potarłowym sum jest szalenie agresywny i potrafi kilka razy uderzać w tę samą przynętę. Z każdym tygodniem ryby te stają się spokojniejsze, choć zdarzają się okresy dobrych brań w sierpniu, wrześniu, a nawet październiku, lecz na rzece trudno trafić w te okresy. Jeśli w lipcu nie połowimy, to później będzie trudniej.

 

Duże sumy powinno się wypuszczać

 


Rzeczny trolling daje takie szanse, gdyż w ten sposób „czesze się” masę wody oraz sięga agresywną zwykle przynętą do sumowych ostoi. W sierpniu miałem takie wypłynięcie, że trafiały się nawet trzy brania dziennie, co w sumowej statystyce jest doskonałym wynikiem. Jedyną wadą rzecznego trollingu jest mała liczba brań i ciągły szum silnika. Trzeba to lubić i poczuć tego kopa na wędce, a wtedy można cały upalny dzień pływać w oczekiwaniu kolejnego brania. Największego swojego wąsala złowiłem w połowie sierpnia i nie miał on więcej niż 25 kg. Dał mi on nieźle popalić, gdyż wziął spod zatopionego drzewa i tam uciekł po braniu. Jako że używam mocnego, wręcz morskiego sprzętu, wytargałem go stamtąd. Takiej metody „trollowania sumów” nauczyłem się od białoruskich wędkarzy łowiących sumy w Prypeci. Jest to głęboka rzeka o wartkim nurcie z wielką ilością powalonych drzew, gdzie tylko stosowanie mocnego zestawu pozwala wyjąć nawet niewielkiego suma.

 

Tekst z WW 09/2008

 

Tekst i zdjęcia Maciej Jagiełło

 

Reklama

Moje bolenie i sumy komentarze opinie

Dodajesz jako: |
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez wiadomosciwedkarskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Polski Związek Wędkarski Redakcja Wiadomości Wędkarskie z siedzibą w Warszawa 00-831, Twarda 42,

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"