Jak łowić ryby - techniki , Łowienie spław - zdjęcie, fotografia
Wiadomości Wędkarskie 31/08/2019 18:46

Tak nad Wisłą nazywa się powierzchniową przepływankę – technikę nieco zapomnianą przez ogół wędkarzy, a ukochaną przeze mnie. Uwielbiam tak łowić, bo „spław” to absolutne minimum sprzętu i ciągły ruch. Od dziecka „na spław” łowiłem na Wiśle klenie oraz jazie, trafiała się i rapa, łowiłem też tak jelce, a potem, na innych wodach, krasnopiórki, płocie, pstrągi tęczowe, amury i karpie. Ale po kolei...

Pióro albo rurka
Najważniejszym elementem powierzchniowej przepływanki jest spławik. Jest to spławik, który leży płasko na wodzie, bo w takiej postaci nie płoszy ryb na płytkich łowiskach i umożliwia korygowanie położenia czy spływania przynęty poprzez podciąganie. Przez lata rolę spławika pełniła u mnie stosina pióra. Spławik jest zamocowany na żyłce za pomocą dwóch „koszulek” i dzieli go od haka od 50 do 100 cm. Celowo piszę „od haka”, a nie od haczyka, bo łowiąc koronną rybę tej metody, czyli klenia, stosuję duże rozmiary z nr. 1 włącznie. Na żyłce nie ma obciążenia, ale jest ono na spławiku pod postacią ołowianej taśmy (zamocowanej kawałkiem wentyla lub taśmy elektroizolacyjnej). Dociążenie spławika umożliwia wykonywanie dalszych rzutów i w przypadku łowienia na owady jest konieczne, a okazuje się zbędne, gdy na hak zakładamy ciężką czereśnię lub wiśnię.
Obecnie stosuję spławiki z plastykowych, białych rurek, których końce zasklepiam dwuskładnikowym klejem. Rurka ma tę przewagę nad stosiną, że jest prościutka i mniej smuży wodę przy podciąganiu. Biel to według mnie najlepszy kolor spławiorka – jest doskonale widoczna na wodzie wieczorem, a nie płoszy ryb. Obciążenie z taśmy musi być założone na spławik odrobinkę asymetrycznie (bliżej haka), bo wtedy spławik nie robi fikołków w locie i zestaw nie plącze się przy wyrzutach. Przy łowieniu na owady lub na rzeczkach można stosować mniejsze spławiki, ale na łowiskach wielkorzecznych i łowiąc na owoce spławik długości 20 cm nie jest wcale przesadą.

Minimum sprzętu to wielki walor łowienia po wierzchu. Pudełko po zapałkach służy do przetrzymywania polnych koników.

Rzeki i rzeczki
Naszymi łowiskami na większych rzekach są wszelkie napływy, przelewy, kamieniska rozdzielające płytki nurt, opaski, rafki, tak naturalne, jak i te powstałe za sprawą człowieka. Przez lata moim kleniowym „akwarium” był obsypany głazami filar mostu. Leżący spławik bez problemu spływa przez przelewy, a przynęta na nieobciążonej żyłce jest prezentowana rybom tak jak i ta spływająca naturalnie. Na piaszczystych odcinkach rzek klenie można łowić na przykosach i przykoskach lub na płytkich rynnach wysłanych żwirem, a nawet tuż przy plażach, gdzie jest choćby żwirek, bo ten zawsze przyciąga klenie. Na mniejszych rzekach można stosować bardziej wypuszczankę z przytrzymaniami i podciągnięciami niż wachlarzową przepływankę i spławiać zestaw pod nawisami koron drzew czy przy burtkach. Klenie biorą przez cały dzień, ale najlepiej wybierać się na nie w godzinach wieczornych i o zmierzchu, bo wtedy żerują grubsze sztuki. Należy pamiętać, że klenie to ryby bardzo płochliwe i zachowywać odpowiedni dystans od łowiska.

Owady i owoce
Koronnymi przynętami do powierzchniowej przepływanki są owady i owoce. Te pierwsze to: chrabąszcze majowe, małe chrabąszcze „zbożowe”, zwane guniakami czerwczykami, polne koniki (unikam tych gatunków szarańczaków, których odwłok jest zwieńczony kolcem lub kolcami). Łowiłem także klenie na imago stonki ziemniaczanej (żuczek kolorado dzisiaj to już rzadkość) oraz larwy chruścików domkowych, czyli kłódki. Najczęściej łowię na polne koniki i raz na cztery lata (gdy jest obfita rójka) na majowe chrabąszcze. Amatorami koników są nie tylko klenie, ale także jazie, jelce, krasnopiórki, płocie i okonie. Na „konie” złowiłem również kilka rap, w tym też taką, która przez kilkanaście lat była moją życiówką, oraz kilkanaście cert z mazurskiej rzeczki Marózki. Zdarzyło mi się także łowić „na spław” nieduże sumki, które wieczorem połakomiły się na pęczek koników lub na dwa chrabąszcze. Wiosną łowiłem klenie na ubiegłoroczne koniki zasuszone, a następnie zaparzane gorącą wodą. Na taką przynętę złowiłem w kwietniu na warszawskiej Wiśle (przy kamieniach główki) bardzo dużego miętusa.
Na hak zakładam po trzy, cztery owady, bo klenie lepiej reagują na spore porcje przynęty i nie ma co im żałować.
Owocowe przynęty to przede wszystkim czereśnie i wiśnie (z pestkami, bo niewydrylowany owoc doskonale trzyma się na haku). Rzadziej stosuję żółte mirabelki, morwy, owoce jarzębiny i czerwone porzeczki. Nie wiem dlaczego tak jest, ale na podstawie doświadczeń śmiem twierdzić, że porzeczki zupełnie nie sprawdzają się na dużych rzekach, a są doskonałą przynętą na mniejszych rzeczkach i na rzeczułkach. Łowiąc na rzece na owoce, mamy absolutną pewność, że sprawcą każdego brania jest kleń, bo nasz drugi, napływowy owocożerca, czyli amur, unika wartkiej wody. Atutem czereśni i wiśni oraz mirabelek jest to, że nie złowimy na nie ryby raczej mniejszej niż półkilogramowa, więc są to przynęty podwójnie selektywne – wyłącznie kleniowe i antymaluchowe.

Ciężka artyleria na grube klenie, czyli czereśnie i mirabelki

Jako przynętę można również stosować skórkę chleba, ale ma ona ten mankament, że łatwo spada z haka. Skórkę chleba polecam za to do połowów na wodach stojących, bo powierzchniówka to również doskonała technika na amury i karpie. W wypadku amurów warto od czasu do czasu skórkę podciągnąć, bo ryby te, podobnie jak klenie, lubią, gdy przynęta się poruszy. W przypadku karpi jest odwrotnie. Te wolą, gdy pozostawiona w świętym spokoju skórka powoli namięknie i lekko się przytopi. Łowiąc żerujące po wierzchu amury, można również używać jako przynęty konserwowej kukurydzy, stosując podciągankę – opadankę. Amury wcale nie są flegmatykami niereagującymi na ruch. Opadające powoli ziarnko kukurydzy świetnie je prowokuje do brania. Najwdzięczniejszą (i jakże liczną!) rybą stojącej wody do łowienia powierzchniówką jest wzdręga, a strefa litoralu i labirynty pośród trzcin i grążeli to łowisko, gdzie leżący spławik sprawdza się na złoty medal. Krasnopiórki uwielbiają polne koniki, ale nie pogardzą przynętą leniuchów, czyli kukurydzą z puszki. W tym roku, w kwietniu, odkryłem kolejną przynętę, którą można łowić wiosną klenie „na spław”, a jest nią kiełbasa parówkowa, której używam przy kleniowej gruntówce. Na powierzchniówkę łowiłem także w Bałtyku, w kipieli przy głazach portowych główek (od strony otwartego morza). Na garnele lub na kilkanaście białych robaków nanizanych na hak doskonale brały pstrągi tęczowe.

Wędzisko reprezentacyjne
Gdy zaczynałem łowić „na spław”, posługiwałem się trzyskładową „pieprzówką”, czyli czarnym bambusem o pięknej, korkowej rękojeści, do której był przymocowany kołowrotek o obrotowej szpuli z żyłką 0,25 mm. Kij miał około 3,5 m długości i był niesamowicie cięty. „Pieprzówkę” otrzymałem w prezencie od mego taty na ósme urodziny.
Do tej pory wędzisko do powierzchniówki jest moim „reprezentacyjnym” i najlepszym kijem pośród posiadanych spławikówek. Posługuję się wysokowęglową teleskopówką 3,60 m, c.w. do 30 g, zaopatrzoną w pełną szczytówkę, długości transportowej 105 cm, której pierwszy skład jest zwieńczony przelotką wiodącą (bliskość przelotki chroni przed splątaniami żyłki przy wybieraniu luzu!). Polecam kije właśnie o tej długości lub nieco krótsze, bo są poręczne i lekkie. Odradzam kije do odległościówki, bo mają dużo małych przelotek, które sprzyjają splątaniom przy częstych wyrzutach, oraz zbyt długie bolonki. Tym, którzy nie lubią teleskopów, rynek oferuje obecnie tzw. flotówki (float). Trzyczęściowe kije, uzbrojone klasycznie w 10 sporych przelotek, długości 3,60 m i c.w. do 40 g. Miałem takie kije w ręku i uważam je za godne polecenia, tym bardziej że ważą 270 g.
Powyższy opis dotyczy kija na większe rzeki, na maluchach należy stosować wędziska o wiele krótsze, np. 2,40 lub 2,70 m, więc kłaniają się tu nam subtelne teleskopowe spinningi lub spinerki dwuskładowe, te, które lubimy, czujemy i leżą nam w ręku.

Amury też świetnie biorą na powierzchniówkę, a z racji na podobieństwo nazywam je dalekowschodnimi kleniami

Wędzisko do łowienia „na spław” musi być lekkie i dobrze wyważone, bo wykonujemy nim wiele rzutów i trzymamy cały czas w ręku. Stosuję kołowrotek o szpuli stałej w rozmiarze 1000 – mniejszego nie polecam. Obecnie wraca moda na tzw. wypuszczankę, więc posiadacze „obrotków” z powodzeniem mogą się nimi posłużyć, by zażyć uroków holu „z ręki” niczym przy muchówce. Przy dzisiejszej mocy linek w zupełności wystarczy nam żyłka 0,16 mm, ewentualnie, gdy łowimy naprawdę grube klenie pośród kamienisk – 0,18 mm. Żyłkę można zwieńczać przyponem lub nie, zależy to od warunków łowiska. Nie raz, nie dwa, goniłem po kamieniach, by szczytówką kija „podebrać” zerwany spławik, który płynął w rzeczną dal i teraz dla bezpieczeństwa stosuję przypon 0,14 mm. Na małych rzekach używam obowiązkowo przyponu, bo jest tam najczęściej dużo okazji do zaczepów. Haczyki druciaki nie mniejsze niż nr 6 przy łowieniu na owady czy dwie porzeczki, a nr 2 lub 1 (tu mogą być haki podkute) w wypadku czereśni lub wiśni. Nieco mniejsze haczyki można stosować, gdy łowimy jelce lub krasnopiórki, chociaż zauważyłem, że „szóstka” z dwoma konikami wcale nie stanowi dla wzdręg problemu.
Sztuka i urok łowienia „na spław” polega na ciągłej kontroli spływającego zestawu, dokonywanie korekt za pomocą szczytówki wędziska i kołowrotka oraz szybkiego reagowania na branie, bo w wypadku klenia branie to dosłownie „myk” i po zabawie, czyli po rybie.


Tekst i zdjęcia Krzysztof Szymański

 

Reklama

Łowienie na spław komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie

Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez wiadomosciwedkarskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Polski Związek Wędkarski Redakcja Wiadomości Wędkarskie z siedzibą w Warszawa 00-831, Twarda 42,

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"