Wyprawy wędkarskie - Polska, przedwiośniu - zdjęcie, fotografia
Wiadomości Wędkarskie 19/03/2019 03:19

Nieczęsto odkładam spinningi sięgam po inne metody wędkowania, jednak wczesna wiosna jest jednym z tych okresów, w którym wyciągam z szafy drgające szczytówki oraz wiadro do zanęty. Dla mnie to niepowtarzalna okazja, aby nacieszyć się widokiem najpiękniejszej moim zdaniem ryby, zamieszkującej nasze wody, czyli... „zielonym rosiaczkiem” – linem.

 

Z niecierpliwością wyczekuję momentu, gdy z niewielkich jeziorek, glinianek i starorzeczy zejdzie lód. Od tego momentu wstrzymuję się jeszcze dwa tygodnie i jeśli mrozy nie wracają, planuję pierwszy tegoroczny wypad z krzesełkiem i drgającą szczytówką. Jeśli w ciągu dnia temperatura wynosi 5–8 stopni, to nawet niewielki nocny przymrozek mnie nie zatrzyma. Tym bardziej, gdy śliczna pani pogodynka podpowiada, że dzień będzie słoneczny.

Szukam płytkich zatok
Wybór odpowiedniego łowiska jest sprawą kluczową w tym okresie. Gdy zima puści z lodowego uścisku małe jeziorka, glinianki czy niewielkie starorzecza, na olbrzymich jeziorach mazurskich w dalszym ciągu utrzymuje się gruba tafla lodu i miłośnicy podlodowego wędkowania wciąż łowią w przeręblach. Wiosna zdecydowanie szybciej potrafi się rozgościć wokół mniejszych, kameralnych łowisk i tam właśnie szukam linów.
Niektórzy moi koledzy czekają, aż na powierzchni wody pokażą się pierwsze liście grążeli, ale ja zaczynam dużo wcześniej. Liny żerują przez cały rok, co potwierdzają sygnały linowych przyłowów z lodu. A skoro żerują w środku zimy, to muszą też żerować bardzo wczesną wiosną. Trzeba je tylko namierzyć.
W tym okresie stawiam na niewielkie zbiorniki ze stojącą wodą lub niegłębokie, rzeczne rozlewiska. Szukam płytkich zatok z miękkim dnem, które w pełni sezonu są całkowicie zarośnięte i całą ich powierzchnię pokrywają liście grążeli. Teraz woda jest jeszcze wolna od zielonych zaczepów, ale za dwa miesiące nie da się tu łowić.
Nie każda zatoka jest dobra i warto pamiętać, że często jedna będzie lepsza od drugiej. Wczesną wiosną niezwykle ważne jest nasłonecznienie naszego łowiska, dlatego zawsze stawiam na fragmenty wody, na które najdłużej padają promienie słońca, ale jednocześnie są osłonięte od wiatru, który miesza warstwy wody. Moim zdaniem, idealnym łowiskiem jest rozległa zatoka z brzegami zarośniętymi drzewami lub krzakami (najlepiej, aby rośliny nie rzucały zbyt dużo cienia na wodę, jednak osłaniały ją od wiatru), której środkowa część jest płytkim, miękkim blatem o głębokości około metra. Tyle w zupełności wystarczy, aby pływały tam naprawdę duże ryby.
Celowo użyłem zwrotu „środkowa część” zatoki. Zauważyłem, że niedługo po zejściu lodu z powierzchni starorzecza czy jeziorka liny chętniej żerują dalej od brzegu, a dopiero w późniejszych miesiącach częściej podchodzą na żer pod brzegi. Nie wiem, czemu tak jest, ale takie nieśmiałe wnioski wyciągam z moich obserwacji. Dla mnie to bardzo dobry układ, bo nie spłoszę żerujących pod moimi nogami ryb, a bez problemu sięgnę zestawem do ich stołówki. Czas, gdy więcej brań będziemy mieli w pobliżu brzegu, przy trzcinach, nadejdzie dopiero za kilka tygodni – teraz lepiej łowić dalej od brzegów.

Dlaczego delikatny sprzęt?
Do łowienia używam dwóch delikatnych pickerów, których ciężar wyrzutu sięga 30 g. Wybieram najdelikatniejsze szczytówki znajdujące się w komplecie, dzięki którym zauważę każde trącenie przynęty. Moje wędki mają długość 3 i 3,3 m, więc mogę oddawać celne rzuty i sprawnie holować zacięte ryby. Przed kołowrotkami stoi tylko jedno, ale bardzo ważne zadanie – muszą sprawnie oddawać żyłkę, czyli mieć płynnie działający hamulec. Stosuję kręciołki z przednim hamulcem, jednak jest to kwestią przyzwyczajenia i osobistych upodobań. Te z hamulcem z tyłu również się sprawdzą. Hamulec walki w moim przypadku się nie przydaje, ale też w niczym nie przeszkadza.
Na szpulkę kołowrotków nawijam żyłkę o średnicy 0,18 mm, natomiast przypon wiążę z szesnastki. Zawsze też jest on dość długi (przeważnie około 50 cm) i nie zdarza mi się wiązać krótszych niż 40 cm. Na jego końcu znajduje się czarny haczyk nr 8–10, koniecznie kuty. Wiele razy wędkarze pytali mnie, czemu łowię tak delikatnym sprzętem. W takich warunkach, gdy w wodzie nie ma jeszcze żadnej roślinności, a jedynie przy brzegu sterczą suche trzciny, zacięty lin nie ma gdzie się schować. Może odjeżdżać na hamulcu nawet po kilka metrów i jedynie przed samym lądowaniem może narozrabiać. Ale jeśli mamy ze sobą przygotowany (a nie schowany w bagażniku samochodu) podbierak z długą rączką, to dobrze zacięta ryba prędzej czy później i tak doń wjedzie.

 

Sposobów na zamontowaniekoszyczka zanętowego jest kilka. Przez wiele lat łowiłem tradycyjnie, z rurką antysplątaniową, jednak od pewnego czasu koszyczek umieszczam na bocznym troku lub na tzw. pętli. Takie rozwiązanie przekłada się na czułość zestawu podczas brania ryby.

Do zestawu dołączam koszyczki zanętowe bez żadnego obciążenia. Dociąży je jedynie zanęta, dzięki czemu nie zapadną się tak łatwo w miękkim dnie. Nie jestem specjalistą od zanęt, więc idę na łatwiznę. Mieszam ze sobą dwa rodzaje: czarną płociową (wybieram drogie zanęty zawodnicze) oraz jakąś ciemną linowo-karasiową (tania zanęta bazowa). O tej porze roku woda jest jeszcze przejrzysta, więc staram się, aby kolor mojej mieszanki zlewał się z dnem. Żółta czy czerwona zanęta na czarnym dnie może wzbudzać podejrzenia u ostrożnych ryb. Całość linowego menu dopełnia pół puszki kukurydzy konserwowej (część porcji lekko rozgniatam, aby do wody nie trafiły jedynie całe ziarna) oraz odrobina białych robaków. Nie dorzucam pinki ani tym bardziej jokersa, które moim zdaniem tylko będą ściągać w łowisko drobnicę.
Na haczyku ląduje 8–10 białych robaków lub jedno ziarenko kukurydzy w tandemie z kilkoma białymi robakami. Nie interesuje mnie ciąganie co kilka minut małych płoteczek, więc moje przynęty są selektywne. Jeśli jednak w łowisku pojawia się drobnica, która uporczywie szarpie białe robale, zakładam dwa ziarna kukurydzy – i mam spokój.
Swojego łowiska nie nęcę ani w trakcie łowienia, ani przed planowaną zasiadką. O tej porze roku ryby mają zwolniony metabolizm i wystarcza im to, co wysypie się z koszyczków zanętowych podczas łowienia. Nie obawiam się o to, że ryby nie znajdą zanęconego miejsca – nie muszą go szukać, one tam już pływają. Nie ściągam ich w zanęcone miejsce. Łowię tam, gdzie szukają pożywienia. Prędzej czy później na pewno przypłyną.

 

Moim zdaniem, wszystkim złowionym linom trzeba zwracać wolność – w wodzie wyglądają najpiękniej

 

Ustawienie wędzisk
Ważną sprawą jest ustawienie wędzisk. Bardzo często widuję, jak wędkarze łowiący na drgającą szczytówkę, po zarzuceniu wędki, zbyt mocno naprężają zestaw w taki sposób, że szczytówka jest bardzo wygięta. To błąd! W dniach bezwietrznych lub z bardzo słabym wiatrem ustawiam wędki tak, aby kąt pomiędzy blankiem pickera a żyłką był kątem rozwartym. Szczytówka jest uniesiona 1–1,5 m nad powierzchnię wody i skierowana w stronę zarzuconego zestawu. Nie naprężam jednak żyłki zbyt mocno, a nawet pozwalam, aby tworzyła lekki łuk. Biorąca ryba nie wyczuje najmniejszego oporu, a delikatna szczytówka pokaże każdy etap brania.
Gdy łowię w dzień wietrzny, wędki ustawiam tak, aby szczytówki były możliwie blisko powierzchni wody, a same wędziska skierowane w bok. W takim przypadku również staram się naprężać zestaw jak najmniej, chociaż boczny wiatr wymusza takie ustawienie wędzisk, aby szczytówka była wygięta. Bez względu na to, w jaki sposób ustawimy wędki, należy pamiętać o jednym: ich dolniki muszą być w zasięgu naszych rąk, abyśmy mogli błyskawicznie zaciąć, nie wstając z krzesełka. Cała organizacja stanowiska musi być przemyślana – wiadro z zanętą blisko nas, rozłożony podbierak pod ręką, podobnie przynęty.

 

 

Wytrwać do wieczora
Pojawiam się na łowisku przed świtem, aby przygotować sobie stanowisko i gdy rozjaśni się na tyle, że będzie widać szczytówki, od razu zarzucić. Mam trochę roboty, bo oprócz rozłożenia wędek (zestawy mam już zmontowane, robię to wcześniej w domu) i podpórek muszę wymieszać zanętę i rozłożyć resztę wędkarskiego majdanu. Jeśli to możliwe, staram się nie zapalać latarki (chociaż jest ona moim zdaniem obowiązkowym wyposażeniem każdej wyprawy), a już na pewno nie wolno świecić na wodę. Zestawy kładę na płyciźnie, więc każde skierowanie światła na wodę płoszy ostrożne ryby. Co prawda większość brań następuje w późnych godzinach porannych, ale… lepiej ryb nie straszyć.
Najwięcej linowych brań miałem zawsze między godziną 7 a 10, a potem pod wieczór, dwie godziny przed zachodem słońca. Zdarzają się jednak brania również w środku dnia, więc jeśli nie mam akurat pilnych obowiązków, staram się wytrwać nad wodą aż do wieczora. Odpowiednia pogoda również może sprzyjać linowym łowom. Moim zdaniem, słoneczny i bezwietrzny (lub z lekkim wiaterkiem) dzień bardzo często zwiastuje dobre brania, podczas gdy chłodne dni z dużą ilością chmur przeważnie nie zapowiadają sukcesów. Silny wiatr zdecydowanie nie wpływa sprzyjająco na żerowanie linów.


Tekst i zdjęcia Kamil „Łysy Wąż” Walicki

 

Tekst archiwum "WW" 3/2015

Reklama

Liny na przedwiośniu komentarze opinie

Dodajesz jako: |
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez wiadomosciwedkarskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Polski Związek Wędkarski Redakcja Wiadomości Wędkarskie z siedzibą w Warszawa 00-831, Twarda 42,

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"