Wiadomości Wędkarskie 01/01/2008 00:00

Takie słowa co roku padały jako pierwsze w poświątecznej rozmowie z moim przyjacielem. I słowa te były zawsze w formie twierdzącej. Przez wiele lat nie wyobrażałem sobie innego rozpoczęcia roku, jak z wędką w dłoni nad ukochaną Parsętą. W tym roku te magiczne słowa padły w formie pytającej. Powody tej niepewności pewnie już znacie z wędkarskiej prasy. Listopadowe i grudniowe rozmowy z kolegami z Pomorza nieco uspokajały i dawały cień nadziei. Jak do tego dodać, iż wszyscy moi rozmówcy zgodnie twierdzili, że ciąg tarłowy jest większy niż zwykle, to w sercu budziła się nadzieja.

Takie słowa co roku padały jako pierwsze w poświątecznej rozmowie z moim przyjacielem. I słowa te były zawsze w formie twierdzącej. Przez wiele lat nie wyobrażałem sobie innego rozpoczęcia roku, jak z wędką w dłoni nad ukochaną Parsętą. W tym roku te magiczne słowa padły w formie pytającej. Powody tej niepewności pewnie już znacie z wędkarskiej prasy.

Listopadowe i grudniowe rozmowy z kolegami z Pomorza nieco uspokajały i dawały cień nadziei. Jak do tego dodać, iż wszyscy moi rozmówcy zgodnie twierdzili, że ciąg tarłowy jest większy niż zwykle, to w sercu budziła się nadzieja. Może nie wszystkie padły? Może choroba się zatrzyma? Może przyroda upora się z nią sama? Bo na człowieka nie ma co liczyć – co mógł, to zniszczył. Obok wątłego płomyka nadziei złośliwy rozsądek jednak szydził, podszeptując, że jak pochodzę tydzień po pewnych miejscówkach, to usłyszę z wody głos: „Dzień dobry, tu kierownik lodowiska...”.  Może jestem naiwny, ale wolę, jak nadzieja wygrywa z chłodną kalkulacją. Was również zachęcam do odwiedzenia pomorskich rzek, nawet jakby miało mi się oberwać za budzenie nadziei bez pokrycia. Nawiasem mówiąc, kiedy przypatrywaliśmy się z kolegą twarzom wędkarzy biorących udział w zakończeniu ubiegłego sezonu trociowego, to z jednej strony widać było siłę i oddanie wieloletniej pasji, a z drugiej uzewnętrzniała się inna prawda: wciąż te same twarze i tak mało młodych wędkarzy wśród tej grupy twardzieli. A przecież wiem z Waszych listów, że zależy Wam na prawdziwej, męskiej przygodzie.

Trochę logistyki
Jeśli zechcecie pojechać, warto zabrać wszystko co potrzebne i ani jednej zbędnej rzeczy. Na pewno trzeba wziąć ze sobą nieprzemakalną kurtkę, spodnie i czapkę, gdyż zima na Pomorzu nie zawsze jest śnieżna, ale zawsze jest wilgotna. Kolejną niezbędną rzeczą są wodery. Nie żadne kaloszki czy nawet najlepsze buty, tylko zwykłe wodery. No, chyba że chcecie nadrabiać kilometry, obchodząc wpadający do rzeki rowek czy niezamarznięte bagienko. Jeśli dorzucimy do tego parę ciepłych skarpet, kalesonów i polarów oraz termos na herbatkę – to powinno wystarczyć. Rękawiczki nie zawsze są potrzebne, ale jeśli już, to tak zwane palczatki (z odkrytymi palcami). Powodem tak radykalnego podejścia jest oczywiście podróż, która najczęściej odbywa się pociągiem, jeśli odległość od rzeki jest znaczna. Wybór tego środka lokomocji ma wiele zalet. Jeśli pozwala na to rozkład jazdy, to można podróż zaplanować nocą i w ten sposób nie tracić dnia łowienia. Ma też niestety wadę, polegającą na tym, że kiedy zaśniemy zmęczeni, możemy zostać odchudzeni z bagażu przez złodziei grasujących w pociągach. Osobiście wybieram ten środek lokomocji, gdy zima pokazuje swoje surowe oblicze i jazda przez prawie 700 km wydłuża się do 12 godzin (jeśli nic nie wydarzy się po drodze). Może zmienię zdanie, jak powstaną autostrady, ale na razie... Jeśli jedziemy pociągiem lub autobusem, warto wybrać kwaterę nad rzeką, bo nie będziemy musieli tracić czasu i sił na codzienne dojazdy do łowiska.

Sprzęt
O kijach trociowych pisałem w grudniowych „WW” (2006 r.) i tu się nic nie zmieniło, ale warto się przyjrzeć pozostałym istotnym elementom zestawu. Zaraz po kiju, najważniejszy w trociowym zestawie jest kołowrotek, który przede wszystkim musi być niezawodny i mocny. Brzmi fajnie, ale co to znaczy? Niezawodność jest związana z dwoma aspektami. Pierwszy z nich to mocny i precyzyjny mechanizm nawijania, najlepiej wykonany z dwóch materiałów: fosforobrązu i stali. Nie jest to jednak konieczność. Istnieje na rynku wiele prostszych i tańszych rozwiązań sprawdzających się w praktyce. W końcu nikt nie powiedział, że kołowrotek ma być dożywotni. Precyzja wykonania mechanizmu posuwu szpuli bez względu na użyty materiał ma bezpośredni wpływ na równomierne układanie się linki. Jeśli kołowrotek nierówno układa linkę na szpuli, to nawet nie bierzmy go pod uwagę. Nie chodzi tu o względy estetyczne, ale o plątanie się tego, co nawinęliśmy. Z żyłką jeszcze będzie jako tako, ale gdy będziemy łowić plecionką, to ogarnie nas pełna rozpacz. Nierówno układane kolejne zwoje linki powodują, że są miejsca, w których jest jej wyraźnie więcej niż w innych. Toteż będzie ona przy wyrzucie spadać ze zmienną prędkością. Zmienność ta bierze się stąd, że szybciej spadają zwoje, które są nawinięte luźniej i wyrywają te ściśnięte gęstym nawojem, obniżając gwałtownie prędkość linki. Nie będę już opisywał, co się dzieje, bo to dość niecenzuralny opis. Poza tym wiecie dobrze, jak smakuje rozplątywanie plecionki na mrozie. Drugim warunkiem jest płynnie działający mechanizm hamulca, który nie musi mieć bardzo drobnego skoku, lecz musi być dobrze zestopniowany. Żeby to sprawdzić, należy wykonać prosty test. W trakcie dokręcania hamulca linka musi się wysuwać z rosnącym oporem, jednak bez przerw i skoków. Początkujący trociarze zazwyczaj w doborze kołowrotka popełniają dwa skrajne błędy. Kupują kołowrotki zbyt małe albo zbyt duże. Cały kłopot w tym, że optimum jest mało precyzyjne i mieści się gdzieś pomiędzy rozmiarem 4000 a 5000 wg numeracji Shimano oraz 3500 a 4000 w Daiwie. Celowo podaję te dwa typy numeracji, gdyż posługiwanie się pojemnością szpul już dawno przestało przekładać się na rozmiar kołowrotka. Pojemność szpuli trociowego kręciołka jednak jest bardzo ważna i powinna oscylować w okolicy 150 m żyłki 0,40 mm. Dylemat: czy stosować żyłkę, czy plecionkę rozwiąże za Was temperatura. Gdy mamy plusową temperaturę, lepsza jest plecionka (mniej się rwie przynęt), a gdy zacznie nam przymarzać, należy zmienić na żyłkę. Co do grubości: w przypadku plecionki 0,23 w zupełności wystarczy, a żyłki używam 0,35. Zarówno jedna, jak i druga pozwalają wyprostować grot kotwiczki na zaczepie. A ryby? Ech, żebyśmy tylko takie łowili... Najmniejszym z ważnych detali są agrafki. Wybierzcie te o ustalonej renomie. Dobrze, jak ich część wyposażona jest w krętliki, gdyż obrotówki i mocno przetłoczone wahadłówki dość silnie skręcają linkę.

Przynęty trociowe
Doświadczeni trociarze próbują rozmaitych nowości: a to gumek, a to systemików, a to przynęt muchopodobnych, ale wszyscy mają w swoich pudełkach standardy, które nie zmieniły się od lat i na które zostaje złowiona większość ryb. Gros tych przynęt to wyroby miejscowych mistrzów blachy i drewna, najczęściej wyśmienitych wędkarzy. Wszystkie przynęty trociowe łączy jedna cecha – ich wyrazista i mocna praca. Ze spokojem sumienia mogę polecić woblery: Leszka Dylewskiego, Józka Sendala, Janka Mejera oraz firmy HRT, którymi łowię od lat. Pragnę Was też zachęcić do testowania wyrobów lokalnych, często nieznanych szerzej twórców, które w tym okresie z pewnością znajdziecie w sklepach wędkarskich. Jeśli zaś chodzi o blachy, to moimi ulubionymi są obrotówki Stefana Przychoćki i Marka Aszychmina. A wahadłówki... i tu mam problem, bo zajrzałem do pudełka i przynajmniej połowy ich wytwórców nie potrafię wymienić z nazwiska!

Reklama

Jedziemy na trocie? komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie

Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez wiadomosciwedkarskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Polski Związek Wędkarski Redakcja Wiadomości Wędkarskich z siedzibą w Warszawa 00-831, Twarda 42,

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"