, Graniczny - zdjęcie, fotografia
Wiadomości Wędkarskie 01/09/2012 00:00

Na ryby Trackerem na graniczny Bug? Pomijam już fakt, że jestem absolutnym fanem Trackerów, Alumacraftów i Nitro, czyli amerykańskich łodzi wędkarskich, praktycznych i doskonałych do granic możliwości. A tu jeszcze ten graniczny Bug! Popłynąłbym nań nawet nadbużańską pychówką…


Na ryby Trackerem na graniczny Bug? Pomijam już fakt, że jestem absolutnym fanem Trackerów, Alumacraftów i Nitro, czyli amerykańskich łodzi wędkarskich, praktycznych i doskonałych do granic możliwości. A tu jeszcze ten graniczny Bug! Popłynąłbym nań nawet nadbużańską pychówką…

Nie musiał mnie długo przekonywać Sebastian Pitak, właściciel sklepu wędkarskiego w Białej Podlaskiej. To właśnie on zaproponował Bug i Trackera, ubarwiając propozycję opowieściami o rybskach zamieszkujących bużański nurt, o spotkaniach z wędkarzami oraz polskimi i białoruskimi pogranicznikami. Decyzja była dla mnie oczywista. Nie minęły dwa tygodnie i już staliśmy nad Bugiem, na skraju łąk przylegających do stadniny koni w Janowie Podlaskim. Tu znajduje się jedno z niewielu miejsc pozwalających zwodować łódź.


Pierwsze wrażenia? Ogromne ilości przeraźliwie wściekłych much i komarów! Wybraliśmy niestety czas upałów, a właściwie „oziębienia” z ponad 30 do 26 st. C.   Ale co tam! Burty łodzi już omiatał tajemniczy, koloru kawy z mlekiem, nurt Bugu…

Dziki, graniczny Bug nie jest Amazonką. Jest rzeką jedyną w swoim rodzaju. Uwierzyłem ludziom, którzy twierdzą, że drugiej takiej rzeki nie ma „po zachodniej stronie Bugu”.

Popłynęliśmy w górę, bo niestety stan wody był zbyt niski, by ryzykować wkopanie się w mieliznę, płynąc z prądem rzeki. Wściekłe owady zniknęły. Płynęliśmy w szpalerze drzew, omijając mielizny i zatopione konary. Gdzieniegdzie, po polskiej stronie rzeki, pojawiały się ukryte wśród krzaków stanowiska wędkarskie. Niektóre urządzone z nadspodziewanym pietyzmem, z niemal zorganizowanym obozowiskiem. Sebastian, niczym przewodnik po pełnej zabytków metropolii, opowiadał o każdym zakręcie, spowolnieniu nurtu, zatoczce w korycie rzeki.



Znał ją doskonale, choć nie do końca. Echosonda pracowała przez cały czas nie bez kozery. Rzeka, zwłaszcza tak dzika jak Bug, zmienia się. Potrafi nawet z dnia na dzień.

Przepłynęliśmy rzeką około 7 km. Dalej raczej nie dałoby rady przy tak niskiej wodzie. Sebastian zakotwiczył łódź na łagodnym zakręcie. Rzeka miała tu około 50 m szerokości, głębokość sięgała 2 m. Poniżej nas był dołek, z którego bolenie wypływały na żer na płyciznę. Przed nami otwierał się przesmyk wiodący do jakiegoś starorzecza. A obok… Na polskim brzegu stała ławeczka, na której akurat siedziało dwoje (jedna kobieta) naszych pograniczników. Przywitaliśmy się grzecznie i spinningi poszły w ruch…

Trochę było mi żal Sebastiana. Twierdził, że akurat ta miejscówka pełna jest szczupaków. Może nie rekordowych, ale takich, które dostarczą odrobiny adrenaliny.



Tymczasem, w panujących okolicznościach meteorologii, szczupaki postanowiły zapaść w drzemkę. Ty swoje, ryby swoje – normalka. Ja boleni łowić raczej nie potrafię (nawet na pewno), ale mój przewodnik błyskawicznie zrozumiał aktualną specyfikę łowiska. Zmiana przynęty i techniki zaowocowała potężnym targnięciem na jego spinningu. Boleń. I to niemały. Niestety, trochę za późno zacięty.

Ot, uroki łowienia w upale.

Spływaliśmy, obławiając wszystkie „bankowe” miejsca.

Bez efektu.

Tylko Sebastian – w końcu ta rzeka go kocha tak samo, jak on tę rzekę – zanotował kolejny sygnał na szczytówce spinningu. Po analizie śluzu na przynęcie i plecionce jednogłośnie uznaliśmy, że woblera zaatakował sum (sumik?). Niestety, niezacięty.

A najgorsze było to, że ryby – nasze potencjalne zdobycze – dawały nam sygnały, że są. Że czekają. Nawet żerowanie sumów mieliśmy okazję podziwiać, że nie wspomnę o widowiskowych atakach boleni.


Wracaliśmy. Czy byłem rozczarowany? Ryby nie dały się oczarować, ale mnie oczarował Bug.

Natychmiast zarezerwowałem u Sebastiana jesienne wypłynięcie. Bo zapomniana, graniczna rzeka żyje (tu przepraszam mieszkańców okolic nadbużańskich – Wy o tym wiecie). Żyje niesamowitymi rybami, spływami kajakowymi (jeden przepłynął nam przez łowisko) i wędkarzami.

W wodach tej rzeki można złowić ponadmetrowego szczupaka. Można przechytrzyć sandacza o masie niemal 9 kg. Pływają tu też okonie do 30 cm długości i, co jest przedziwne, karpie o masie 17 kg (taki był złowiony). Jednak, jak sądzę, panem tej wody jest sum.

Jeśli zatnie się rybę tego gatunku o masie do 20 kg, to jest szansa na wyholowanie takiej zdobyczy. Z większymi raczej się przegrywa. Nawet z łódki. Ryby jednak lepiej od wędkarzy znają topografię rzeki. Zwłaszcza takiej, jak Bug.

Nic nie złowiłem, ale bez cienia wątpliwości polecam wędkarzom graniczny Bug. Przede wszystkim tym wędkarzom, którzy chcą zmierzyć się z nieprzewidywalną rzeką i nieprzewidywalnymi rybami. Tym, którym marzy się dzika przyroda.

Ważne!

Każdy, kto chce łowić w wodach granicznego Bugu, musi fakt ten zgłosić straży granicznej. Wystarczy zatelefonować do strażnicy. Numer telefonu do strażnicy w okolicy Janowa Podlaskiego: (83) 341-62-00.




Tekst i zdjęcia

Reklama

Graniczny Bug komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie

Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez wiadomosciwedkarskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Polski Związek Wędkarski Redakcja Wiadomości Wędkarskich z siedzibą w Warszawa 00-831, Twarda 42,

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"