Jak łowić ryby - techniki , Czekając - zdjęcie, fotografia
Wiadomości Wędkarskie 10/11/2017 00:00

Na ten moment czekają wszyscy miłośnicy wędkarstwa podlodowego. Kiedy przez kilka kolejnych nocy temperatura spada poniżej minus dziesięciu stopni, na wielu zbiornikach pojawia się solidna tafla, zdolna wytrzymać ciężar wędkarza. Pierwsze wejście na lód w sezonie to zawsze nie lada emocje. Ryby są aktywne, zwykle doskonale żerują, a dodatkowe znaczenie ma świadomość, że wreszcie możemy spenetrować miejsca trudne do namierzenia – dołki, uskoki dna, niewielkie wypłycenia. W takich właśnie miejscach mamy największe szanse na sukces.      Z pierzchnią Zanim jednak z biciem serca po raz pierwszy opuścimy przynętę w toń przerębla, musimy zadbać o bezpieczeństwo. Wydawać by się mogło, że temat ten wałkowany jest do znudzenia, a jednak co roku podlodowa inauguracja zbiera tragiczne żniwo. Warto pamiętać, że choć pierwszy lód jest zazwyczaj bardzo silny, to jego grubość zależy od termiki, wielkości i położenia akwenu. Niekiedy w odległości kilku kilometrów od siebie znajdują się zbiorniki, z których na jednym daje się spokojnie wędkować, a na drugim nie ma jeszcze lodu! Dlatego nigdy nie wchodźmy na taflę o grubości poniżej 8–10 centymetrów! Obowiązkowym elementem wyposażenia wędkarza na początku zimy powinna być pierzchnia. Pozwala ona nie tylko znacznie szybciej wykuwać kolejne otwory (przy grubszym lodzie swoje zalety ujawni świder), ale przede wszystkim opukiwać szlak, po którym idziemy. Jeśli zauważymy cokolwiek niepokojącego, natychmiast się wycofajmy. Żadna ryba nie jest warta ryzykowania życia! Nie polecam także wędkowania na pierwszym lodzie w pojedynkę – w zeszłym roku moi koledzy uratowali takiego desperata na Kownatkach. W chwili, gdy znikł z lodu, na jeziorze było około 20 wędkarzy. Zgadnijcie Państwo, ilu pospieszyło z pomocą… Ale to już całkiem inna historia…       Gdzie te okonie? O bezpieczeństwie można by pisać w nieskończoność, lecz w końcu chodzi nam o ryby. Nie będę oryginalny – dla mnie wędkarstwo podlodowe to okoń i jeszcze raz okoń. Szansa na upolowanie okazowego „pasiaka” każe mi wstawać w środku nocy i przemierzać kilkaset kilometrów na kolejny, tajny akwen. W tych słowach jest nieco ironii. Dobre łowiska okoniowe znikają niemal w oczach. Jeszcze kilka lat temu nie miałbym żadnych wątpliwości przed wskazaniem jezior, z których nie wraca się bez co najmniej kilku półkilowców: Kownatki, Dąbrowa Wielka, Pluszne, praktycznie całe Pojezierze Brodnickie… Teraz wytypowanie wyniku wędkowania przypomina wróżenie z fusów. Dobre dni trafiają się coraz rzadziej. Nic dziwnego – po prostu ubywa ryb. Wędkarze winią za to przede wszystkim rybaków i kłusowników. Sporo w tym racji, ale może by zacząć od siebie? Uderzmy się w piersi. Ile razy przy naszym przeręblu skakały dziesiątki niestarannie dobitych okoni? Nie chcę kogokolwiek obrażać – doskonale wiem, co to wędkarski amok. Ale uwierzcie – ryby naprawdę można wypuszczać, nawet złowiwszy sobie wcześniej kolację.   Błystka czy mormyszka? Dosyć dydaktycznego smrodku – bierzemy się za łowienie. Wśród podlodowych wyjadaczy wciąż nie ma zgody, czy na początku zimy skuteczniejszą metodą na okonie jest błystka czy mormyszka. Od wielu lat prowadzę szczegółowe zapiski z każdej wędkarskiej wyprawy (notując wyniki zarówno swoje, jak i kolegów) i muszę przyznać, że – choć jestem wielkim fanem mormyszki – to akurat na pierwszym lodzie błystka udowadnia swą wyższość. Przede wszystkim jest szybsza, to znaczy umożliwia błyskawiczne zlokalizowanie okoni. Kilka uderzeń pierzchnią, opuszczenie wabika – nawet bez siadania na koszu – i już wiemy, czy przerębel okaże się „rybodajny”. Na początku zimy pasiaki żerują bardzo agresywnie. Nie ma problemów z zauważeniem brań, choć oczywiście wędzisko musi być zaopatrzone w kiwok. Okonie bardzo często podbijają błystkę w opadzie,czego nie jesteśmy w stanie wyczuć na szczytówce. Kiwak zareaguje wyprostowaniem lub delikatnymi drganiami, które kwitujemy błyskawicznym zacięciem. Co do wyboru okoniowej błystki – uważam, że im mniejsza, tym lepsza. Nie musi być szczególnie wymyślna. Ważne, by wysyłała kuszące „lusterka”, choć nie powinna błyszczeć jak choinkowa ozdoba. Najlepiej sprawdzają się modele srebrne, ale lekko „przydymione”. Technika prowadzenia wabika powinna być uzależniona od agresywności ryb. Bywa, że reagują one  wyłącznie na przynętę zawieszoną w toni. Warto zacząć obławianie przerębla od nieco agresywniejszego opadu, by stopniowo spowalniać ruchy i w końcówce łowić jak na mormyszkę, czyli wprawiając błystkę w bardzo delikatne drgania. Zaczynamy od opukania dna, wzbudzając atrakcyjny obłoczek piasku lub mułu (to nieprawda, że okonie nie żerują nad mulistym dnem, jeżeli tylko nie brakuje tam tlenu). Jeśli nie ma brań, podnosimy przynętę wyżej, aż do otworu przerębla. Miałem przypadki, kiedy pasiaki biły nawet nie wpół wody, ale 30 centymetrów pod lodem, nad kilkumetrową tonią!Napisałem wcześniej, że na początku zimy błystka jest skuteczniejsza od mormyszki. Nie znaczy to jednak, by rezygnować z tej drugiej metody. Zdarza się, że będzie ona jedyną skuteczną. Trzeba o tym pamiętać i jeśli „czujemy” rybę w danym otworze, po obłowieniu go błystką przejdźmy na mormyszkę. Najlepiej zaopatrzyć się w dwie wędki. Gabaryty podlodowych kijków nie są imponujące, więc raczej się nie przedźwigamy. Co do stosowanych przynęt – polecam dość duże, jaskrawe modele z akcentami w postaci pasków, „oczu” itp. Jeśli brania są wyjątkowo delikatne (bywa!), warto przywiązać najmniejszą mormyszkę, jaką mamy w pudełku, i łowić metodą „na leniucha”, czyli położyć wabik na dnie przy napiętym kiwoku. To znakomity sposób na leszcza i płoć, ale bywa bardzo skuteczny także przy łowieniu chimerycznie żerujących okoni.     Nie za cienko Kilka słów o dodatkowym wyposażeniu. Kołowrotek do wędkowania podlodowego musi charakteryzować się przede wszystkim niezawodnością hamulca. To, jakiego modelu użyjemy, zależy od indywidualnych preferencji. Ja łowię na „750”. Stosuję żyłkę 0,16 mm do błystki i 0,12 mm do mormyszki (łowiłem już na 0,14 mm bez widocznego pogorszenia efektów, a na łowisku z dużymi rybami ryzyko się nie opłaca). W wyjątkowych sytuacjach (bardzo delikatne brania) przechodzę odpowiednio na 0,12 mm i 0,10 mm. Na cieńsze żyłki nikt mnie nie namówi. Hol zaciętego okonia (zresztą jak przedstawiciela każdego innego gatunku) powinien być bardzo ostrożny, ale pewny. Zbyt częste „odpuszczanie” rybie powoduje poszerzenie otworu w wardze i zwiększa prawdopodobieństwo odhaczenia zdobyczy. W razie potrzeby będzie nam stosunkowo łatwo rozkuć przerębel pierzchnią. Nie polecam stosowania miniosęki do lądowania ryb, ale w sytuacji, kiedy żyłka zaczepi się o lód, może się to okazać niezbędne, dlatego warto zaopatrzyć się w ten gadżet. Na zakończenie przypomnę, że jeśli chcemy zabrać złowioną rybę, musimy ją zabić natychmiast po wyholowaniu. Widok skaczących wokół przerębli dogorywających okoni (a także powszechnie pogardzanych jazgarzy) jest czymś ohydnym i nie licuje z godnością wędkarza.     Połamania podlodówki!             Tekst i zdjęcia Oskar Walczak

Reklama

Czekając na lód komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie

Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez wiadomosciwedkarskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Polski Związek Wędkarski Redakcja Wiadomości Wędkarskich z siedzibą w Warszawa 00-831, Twarda 42,

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"