Jak łowić ryby - techniki , Bolenie jesienią gdzie łowić - zdjęcie, fotografia
  • Takie bolenie można trafić jesienią. To wiadomy powód
  •  dlaczego łowię plecionką
  •  a nie żyłką
  • Zdemolowany przez rybę Sebile Puncher. Złowił dużo ryb
Wiadomości Wędkarskie 02/11/2019 05:00

Jesienna rzeka ma w sobie coś magicznego, bajkowego. Majestatyczność sunącej w swoim bezszelestnym rytmie wody, spokój, który aż razi w oczy, jest nie do opisania. Nie każdy też umie tę majestatyczność dostrzec. I nie chodzi tu o jej zobaczenie, a właśnie w całym tego słowa znaczeniu o dostrzeżenie.

Rapa w jesiennej scenerii

Świat z każdym dniem traci barwy i do niedawna kolorowe drzewa nabierają coraz więcej odcieni szarości, stają się suche, wydaje się jakby umierały. Przybrzeżne trawy nie są już zielone. One również zmieniają kolory i w ich źdźbła wkrada się coraz więcej szarości. I ta cisza… To ona przykuwa największą uwagę. Nurt rzeki bezszelestnie pełza po kamiennych opaskach, pozbawione liści drzewa nie wydają najcichszego dźwięku, nawet wiatr świszcze jakby ciszej, a ptaki nie mają ochoty na świergolenie. Świat zamiera w jesiennym letargu, a razem z nim tajemnicze nurty ołowianej rzeki…
Uwielbiam takie dni. Cisza wkradająca się nawet do ludzkiej duszy aż boli. Nad wodą panuje spokój, a samotnego wędkarza otacza pustka. Wielka, niekończąca się pustka. Zostaje sam na sam z myślami…

Bolenie jesienią - gdzie i na co łowić
Sceneria iście sandaczowa, prawda? Jednym z moich ulubionych obrazków w takich okolicznościach przyrody jest wpadająca z niewielkim chlupotem do wody gumowa przynęta oraz widok wściekłych, mętnych oczu rzecznego sandacza. Ale jest jeszcze inna ryba, której widok cieszy mnie podobnie – to jesienny boleń.
Im bliżej zimy, tym bardziej cieszy mnie złowienie bolenia. Wcale nie jest tak, że jesienią rapy gorzej żerują czy trudniej je przechytrzyć. Po prostu trudniej je znaleźć, ponieważ – po pierwsze – coraz mniej na powierzchni widać ich widowiskowych ataków (czyli nie widać oznak żerowania tych drapieżników, tak jak w cieplejszych porach roku), a po drugie – jesienne bolenie zbijają się w mniej lub bardziej liczne stada i zajmują trudne do namierzenia stanowiska. Dlaczego trudne? A dlatego, że podobnych miejsc w nurtach jesiennej, wielkiej rzeki jest sporo, ale rapy znajdziemy w nielicznych.

Jakich miejsc szukać?
Jesienne drapieżniki – i to nie tylko bolenie – szukają miejsc spokojnych, jednak blisko głównego nurtu rzeki. Woda powinna płynąć powoli, niespiesznie. Na „mojej” rzece, czyli Wiśle, głębokość 2,5–3 m wystarczy w zupełności. Najwięcej ryb łowiłem zawsze w miejscach, powyżej których znajdowała się jakaś przeszkoda pod wodą, która rozbijała nurt, a jednocześnie znajdowało się tam przegłębienie, które powodowało spowolnienie wody.
Idealnym przykładem takiej miejscówki są śródrzeczne przykosy, których na mazowieckim odcinku Wisły jest bardzo dużo. Nie każda taka przykosa jest jednak rybodajna i jeśli mam być szczery, znalezienie takiej, poniżej której zebrały się jesienne bolki, zawsze jest dla mnie nieco kłopotliwe. Z sandaczami jest łatwiej (teoretycznie, bowiem mętnookie na mazowieckim odcinku rzeki zostały wyżarte niemal doszczętnie…), bo wiadomo – poniżej przykosy musi być twardo, najlepiej jak są pojedyncze zaczepy (konary drzew), a atrakcyjność sandaczowej mety rośnie wprost proporcjonalnie do ilości kamieni na dnie. Przykosa nie może też „sypać” piachem. Tyle w wielkim skrócie. Z boleniami jest inaczej i aby nie tworzyć bajek, napiszę wprost – nie mam pojęcia, czym kierują się bolenie, wybierając tę, a nie inną przykosę na jesienną czatownię. Temperatura wody taka sama, siła nurtu również, dno podobne, głębokość identyczna, dostępność pokarmu również podobna, a jednak poniżej jednej przykosy rapy się zbierają, a poniżej innych nie. Stosuję najskuteczniejszą, choć czasochłonną metodę poszukiwania rapodajnych przykos – pływając pontonem, obławiam wszystkie po kolei aż do momentu, gdy trafię na taką, poniżej której są bolenie. Pocieszające jest to, że dopóki zmieniający się poziom wody w rzece nie „zepsuje” miejscówki, dopóty bolki powinny się tu kręcić. Raz namierzona meta z jesiennymi boleniami potrafi darzyć nawet przez kilka tygodni.
Podobnie jest z innymi jesiennymi miejscówkami – z ostrogami. Dołki ze spokojnie kręcącym nurtem lub wstecznymi prądami poniżej główek również mogą stanowić ostoję dla boleni o tej porze roku, choć ich „żywotność” jest przeważnie krótsza niż przykos. Co prawda taka miejscówka nie jest aż tak podatna na niewielkie skoki poziomu wody (miejscówkę osłaniają kamienie lub betonowe płyty, odbijające nurt w stronę środka rzeki) jak przykosy, jednak istnieje inne niebezpieczeństwo – nasza wędkarska „konkurencja”. Do wielu ostróg prowadzą ścieżki czy nawet dróżki, przez co nie zawsze możemy liczyć na samotność. Gdy spotkany przypadkiem spinningista zobaczy, jak holujecie rybę, to z wielkim prawdopodobieństwem można zgadnąć, że przy następnej okazji znów się spotkacie na tej samej ostrodze. Nie ma się co wkurzać, tak to po prostu działa. Pół biedy, kiedy owa „konkurencja” również ceni sobie samotność i nie gustuje w boleniowym mięsku...
Dołki poniżej główek najpierw trzeba dokładnie obadać cięższą gumą, a dopiero potem sięgnąć po przynętę dedykowaną boleniom. Musimy wiedzieć, gdzie zaczyna się wypłycenie, gdzie pod wodą znajduje się koniec ostrogi itp. Podczas takich manewrów czasem udaje się zaliczyć sandaczowe „pstryknięcie” – a to już sygnał, że w tym miejscu możemy się cieszyć nie tylko holem bolenia.
Jeszcze ciekawsze od główek są… zniszczone główki! Na Wiśle jest jeszcze trochę takich miejsc i przeważnie znajdują się one w zapomnianych fragmentach brzegu, do których trzeba się przedzierać przez chaszcze. To ważne, bo niektórym po prostu się nie chce, a inni tych miejscówek nie znają. Takie rozmyte i nadgryzione wysoką wodą, krą lodową oraz zębem czasu główki bywają trudne do obłowienia z brzegu, ale jednocześnie mogą się stać łowiskiem idealnym. Wszystko jednak zależy od poziomu wody. Jeśli są tam wolniaczki, jeśli znajdziemy tam wsteczne prądy i jeśli będzie tam drobnica – jest szansa, że będą też drapieżniki. Jeden warunek – woda musi płynąć. Wolno, niespiesznie, jednak płynąć musi.

Z jakim sprzętem?
Sprzęt do łowienia jesiennych boleni nie różni się od tego, z którym uganiam się za rapami w pełni sezonu. Kij długi (obecnie używam Veritasa długości 311 cm), o płynnej, lecz nie „lejącej się” akcji, kołowrotek w rozmiarze 2500–3000 (w zależności od firmy, bowiem w wielu przypadkach rozmiarówka kręciołków na opisie znacznie się różni, a wielkościowo są identyczne), z solidnymi „bebechami” i dobrze układający linkę na szpuli. O płynnie działającym hamulcu nie ma co nawet pisać, bo jest to bezsporne nie tylko w przypadku łowienia rap. Jesienią łowię wyłącznie na plecionki i sięgam po linki nie cieńsze niż 0,12 mm i nie grubsze niż 0,15 mm w stonowanych (czyt. niewidocznych pod wodą) kolorach. Różnica polega nawet nie tyle na stosowanych przynętach, co sposobie ich prezentacji (choć też nie zawsze!).
Jeśli jesienne dni są słoneczne, ciepłe i bezwietrzne, zdarza się, że zobaczymy na powierzchni wody atak bolenia. To bardzo dobry sygnał, bo po pierwsze wiemy, że wybraliśmy dobre miejsce do łowienia (bo są tu ryby), a po drugie – rapy żerują. Nasze szanse na branie znacznie rosną.
W takich chwilach sięgam po tradycyjne, boleniowe przynęty: woblery w pierwszej kolejności, a w drugiej – gumy. Darujcie, ale pominę opis boleniowych przynęt, ponieważ robiłem to już wiele razy. Robili to też inni i nic nowego nie jestem w stanie dodać. Każdy wie, jak wygląda i czym charakteryzuje się boleniowy wobler. Różnica jest tylko taka, że teraz – jesienią – prowadzę te przynęty zdecydowanie wolniej niż latem. Zdarzało mi się, że branie następowało podczas opadania woblera (!) na napiętej plecionce. Lusterkująca podczas opadu przynęta doskonale kusi drapieżniki. Najwięcej brań miałem przy jednostajnym ściąganiu woblera, jednak średnim tempem. Rapy reagowały dobrze również na woblery ze sterem, poruszające się wolno i około metra pod powierzchnią wody. Tempo prowadzenia zwiększam jedynie wtedy, gdy ataków na powierzchni jest dużo, ale takie dni o tej porze roku nie zdarzają się często.
Drugą, doskonałą przynętą na jesienne bolki są moim zdaniem gumy. Jednak nie wszystkie. Ja stosuję rippery wyglądem zbliżone do uklejek, uzbrojone w główki jigowe o masie 5–10 g. Taka gumowa przynęta powinna poruszać się w połowie wody, jednak niezbyt szybko. Co ciekawe – tu również większość brań następowała w momencie jednostajnego ściągania. Brań z opadu było mniej, ale też się zdarzały. Lubię przynęty, których ogonek pracuje drobno, bez głębszych wychyleń. Jeśli nie mamy tak pracujących ripperów, w ruch powinien pójść scyzoryk. Zmniejszamy powierzchnię ogonka, obcinając silikon z każdej strony i gotowe! W taki właśnie sposób powstają czasem prawdziwe killery. Gumy stosuję wtedy, gdy dzień jest chłodny i pochmurny, a na powierzchni wody nie widać ani żerujących drapieżników, ani spławiającej się drobnicy. Nie zniechęcajcie się brakiem widowiskowych ataków – ryby być może tu są, jednak w głębszych partiach wody. Trzeba to po prostu sprawdzić kilkoma różnymi wabikami.
Jednostajne prowadzenie przynęt, zwłaszcza gumowych, jest monotonne i nudne, jednak potrafi przynieść niespodziewane efekty. Spróbujcie koniecznie!
Wielu doświadczonych łowców boleni sięga po smukłe, srebrne wahadłówki, twierdząc, że jest to przynęta nr 1 na jesienne rapy. Zanotowałem na te przynęty niewiele brań, ale obstawiam, że jest to wynikiem zwykłej statystyki – częściej łowię woblerami i gumami, więc absolutnie nie skreślam wahadełek. Po prostu jakoś ich nie czuję, co nie znaczy, że nie są łowne.

Kilka słów o zwracaniu rybom wolności, bo w wypadku boleni – moim zdaniem – jest tylko jedna możliwość. Jestem w stanie zrozumieć powód, dla którego sandacze czy okonie mają przerąbane u smakoszy. Nie rozumiem krótkowzroczności niektórych kolegów, ale rozumiem, czym się kierują. Natomiast nigdy nie zrozumiem kogoś, kto zabija złowione bolenie. Jedynym wytłumaczeniem może być sytuacja, gdy jest to pierwszy boleń w życiu. Wstyd się przyznać, ale pierwszego w życiu bolenia wiozłem autobusem w reklamówce przez pół Warszawy. Było to wiele lat temu. Spróbowałem raz i nigdy więcej tego wyczynu nie powtórzyłem. Ta ryba powinna być zaliczana do gatunków niejadalnych i sorry, ale nie przekona mnie nikt, że jest inaczej. Argumenty w rodzaju, że „jak się dobrze przyprawi” albo że „po zmieleniu z boczkiem” czy maczaniu w mleku, po prostu do mnie nie trafiają. Zjeść da się wszystko, ale czy naprawdę chodzi o to, żeby „jakoś się dało…?”. Boleń jest piękną, sportową rybą – i niech tak zostanie.


Tekst i zdjęcia Kamil „Łysy Wąż” Walicki

 

Reklama

Bolenie jesienią - gdzie i na co łowić komentarze opinie

Dodajesz jako: |
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez wiadomosciwedkarskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Polski Związek Wędkarski Redakcja Wiadomości Wędkarskie z siedzibą w Warszawa 00-831, Twarda 42,

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"