Jak łowić ryby - techniki , Błędy morskiego trociarza - zdjęcie, fotografia
  • Walka z niewielką nawet rybą w takich warunkach gwarantuje olbrzymie emocje – ale ciężko jest wyeliminować wszystkie błędy podczas holu
  • Podbierak z gumowaną siatką ułatwia podebranie walczącej troci. Kołowrotek musi być całkowicie odporny na morską wodę
  •  warto o tym pamiętać
  • Fotka nr 3 z 4
Wiadomości Wędkarskie 06/11/2019 12:16

Gdy zabieram się za pisanie tego tekstu, mój łaciaty, ogoniasty czworonóg wygrzewa się na balkonie w słońcu, obserwując latające wokół motylki. Jest końcówka sierpnia, ale ja coraz częściej myślę o nadchodzącej jesieni. Co prawda zanim zobaczę spadające z drzew liście, a tym bardziej – zanim poczuję pierwsze nocne przymrozki, minie jeszcze trochę czasu, ale nie mogąc doczekać się wypraw nad Bałtyk, skracam sobie czekanie obmacywaniem sprzętu do łowienia w morzu. Blaszki, kołowrotki i kijaszki, których używam do łowienia morskich troci, po raz kolejny przekładam z miejsca na miejsce jak jakiś zboczeniec. Czekam na listopad!

Wielu wędkarzy, którzy zaczynają swoją przygodę z łowieniem troci w morzu, robi masę błędów. Czasem są to drobiazgi, ale zdarzają się takie gafy, przez które sami sobie ograniczają możliwość złowienia ryby w morzu. Jeśli zatem, Drogi Czytelniku, dotarłeś do tego miejsca artykułu, a chciałbyś zacząć poszukiwanie morskiego srebra, to być może ten tekst do czegoś Ci się przyda.
Łowienie wśród morskich fal wymaga dokładnego przygotowania – zaczynając od odpowiedniego ubrania, przez sprzęt, a na właściwej taktyce kończąc. Zacznę więc od błędów popełnianych jeszcze przed wejściem do wody, a nawet przed wyruszeniem na wyprawę.

Po pierwsze – błędy w planowaniu
Przed wyjazdem zawsze musimy znać miejsce, do którego mamy zamiar pojechać. Przede wszystkim musimy mieć pewność, że ktoś już łowił tam trocie. Kilka lat temu panowało przekonanie (ja też tak uważałem), że trotki łowi się wyłącznie w miejscach o tzw. lamparcim dnie – czyli dnie usłanym kamieniami, przeplatanymi niewielkimi połaciami piasku. Im więcej czasu spędzałem w morskiej wodzie, tym bardziej przekonywałem się, że to nieprawda. Trocie łowi się również w miejscach piaszczystych, gdzie na dnie nie ma ani jednego kamienia. Są tylko miejsca lepsze i gorsze – warto zatem pojechać do tych (potencjalnie) lepszych. Tu pomogą bardziej doświadczeni koledzy lub Internet, w którego czeluściach można znaleźć dosłownie wszystko. Olbrzymim błędem jest wyruszenie w nieznane i nierozpoznane.
Ważny jest też „cynk”. Musimy wiedzieć, że ryby są w zasięgu rzutu, że podeszły blisko brzegów. Jeśli pojedziemy totalnie w ciemno, jest bardzo duża szansa, że nie zobaczymy nawet rybiego ogona. Tu niezwykle pomocny okazuje się kolega mieszkający nad morzem (i łowiący ryby!) lub ktoś, kto ma takiego kumpla. Uważny obserwator wirtualnej rzeczywistości również powinien sobie poradzić, wypatrując na monitorze własnego komputera zdjęć złowionych ryb. W skrócie – na trocie trzeba jechać wtedy, gdy są.
Kolejną rzeczą jest pogoda. To, że dziś dało się brodzić w morzu, nie oznacza, że jutro czy pojutrze też się uda. Oczywiście trzeba szybko reagować i jeśli ryby biorą, to należy zapakować się do auta i gnać nad morze, ale nie można zapomnieć sprawdzić pogody! Jeśli wiatr ma uniemożliwiać wędkowanie, to naprawdę lepiej zostać w domu.

Po drugie – błędy sprzętowe
Sprzęt to nie tylko wędka i przynęty, ale – zwłaszcza w wypadku łowienia w morzu – również odpowiednie ciuchy. Musimy mieć ze sobą spodniobuty (najlepiej tzw. śpiochy oddychające, które w morzu sprawują się moim zdaniem o niebo lepiej od neoprenów, a tym bardziej gumomajtów zrobionych z PCV czy innych wynalazków!), które nie ciekną i nie uwierają „od zaplecza”, dobrze dobrane buty do brodzenia (najlepiej wysokie, które usztywniają nam staw skokowy, z filcową podeszwą – jeśli łowimy na kamienistym dnie) i odpowiednią kurtkę (nieprzeciekającą, ze szczelnymi suwakami, neoprenowymi mankietami, ściągaczami na rękawach, kapturem i zapinaną wysoko, aż pod nochal wędkarza). Niezbędna jest też ciepła bielizna termiczna (można założyć schodzone „kalafiksy”, jednak polecam bieliznę termiczną), ciepłe skarpety (warto mieć dwie pary), rękawiczki bez palców oraz czapka. Nie powinniśmy zapomnieć o szerokim pasie (którym ściskamy się na zewnątrz, na kurtce, aby podczas wywrotki lub gdy uderzają w nas fale, woda nie wlała się pod kurtkę) i ewentualnie o kiju do brodzenia. Wierzcie mi, że jeśli nie zadbamy wystarczająco o nasz ubiór, łowienie będzie przypominało koszmar. Mając w głowie jedynie myśl o jak najszybszym powrocie do domu, nie złapiemy troci.
Gdy mamy komplet, możemy pomyśleć o reszcie sprzętu. Wędka, dzięki której poślemy przynęty na duże odległości i która nie zmęczy nam ręki po kilkuset rzutach. Ja stosuję wędziska długości od 3 do 3,2 m i ciężarze wyrzutu do 40 g. Więcej nie trzeba, bowiem rzadko sięgamy po przynęty cięższe niż 30 g, a troć w morzu ma gdzie uciekać, nie ma więc potrzeby siłowego holu (o tym za chwilę). Akcja kijaszka powinna być szybka, ale nie „pałowata” – rybę zacinamy czasem z dużej odległości, ale trocie skaczą, młynkują, wędka musi więc amortyzować takie wariacje. Błędem jest zabieranie mocarnego badyla, którym do tej pory łowiliśmy trocie w rzece.
Kołowrotek pełni funkcję nie tylko magazynu plecionki, ale – po pierwsze – musi być odporny na słoną wodę (przerobiłem wiele kręciołków i większość z nich poszła na śmietnik po dniu, najwyżej kilku dniach łowienia wśród fal), po drugie – idealnie układać linkę na szpuli (co jest koniecznością, jeśli chcemy daleko rzucać – a to konieczność) i po trzecie – co powinno być oczywiste w każdym kołowrotku – musi mieć płynnie działający hamulec. Nie będę wymieniał nazw kręciołków, które „zajechałem” na pierwszej wyprawie, ale napiszę nazwy maszynek, którymi sam łowię. Są to Penn Conflict 3000 oraz Clash 3000. Plecionka (nigdy żyłka!) o średnicy 0,12 mm pozwala na wyholowanie każdej morskiej troci – jeśli nie spadnie podczas szaleństw na ogonie. Stosuję linki zielone lub białe (Invisi Braid), które są mało widoczne pod powierzchnią wody. Grubszych nie stosuję nigdy (skracają rzuty i utrudniają łowienie na bocznym wietrze), a cieńsze moim zdaniem nie są koniecznością i zbyt łatwo uszkadzają się podczas łowienia wśród kamieni. Zauważyłem też, że początkujący morscy zapaleńcy olewają wymianę kotwiczek w przynętach. Wiedzą doskonale, że mają słabe kotwiczki i wiedzą też, że powinni je wymienić, ale wychodzą chyba z założenia, że i tak nic nie złowią. Błąd! Widziałem, jak znajomy pojechał pierwszy raz nad morze i w pierwszym rzucie zaciął troć. W pierwszym rzucie! Oczywiście jej nie wyholował, bo pękła mu plecionka. „Stara była” – tyle usłyszałem. Chłop po prostu się nie przygotował, bo był przekonany, że jedyne, co złapie, to trochę jodu w płuca. Na własne życzenie tak właśnie się stało. I wędkarz, i jego sprzęt musi być przygotowany na branie – po to gnamy tyle kilometrów nad morze.

Po trzecie – błędy podczas łowienia
To chyba błędy, które widuję najczęściej. Wynikają one jednak z braku doświadczenia, ale to wypracować trzeba już samemu, stojąc w wodzie. Na nasze doświadczenie największy wpływ ma ilość wykonanych rzutów i ilość godzin spędzonych wśród fal. Wiedza teoretyczna, którą nabywacie w tej chwili, czytając moje wypociny, też jest ważna, jednak ważniejsza jest praktyka. Nie zapominajcie o tym!
Pierwszym błędem, który dość często widuję, jest chęć wejścia jak najdalej i jak najgłębiej. Z jednej strony to dobrze, bo jeśli ktoś ma obawy przed „wlewką” i nie wejdzie dalej niż po kolana, to będą kłopociki. Ale z drugiej strony, zanim wejdziemy po pachy, warto porzucać bliżej brzegu. Trotki, jeśli nie są płoszone, podpływają czasem bardzo blisko (zwłaszcza z samego rana i wieczorem, a najczęściej w nocy) i znam nawet historię pewnego wędkarza łowiącego trocie w trampkach, z piasku. Zanim więc wgramolicie się na najdalszy kamulec, obrzucajcie okolicę. Wystarczy dosłownie kilka rzutów podczas powolnego wchodzenia do wody.
Olbrzymim błędem jest też źle ustawiony hamulec w kołowrotku. Jeśli dokręcimy go za bardzo, jest spora szansa, że w momencie zacięcia wyrwiemy rybie przynętę z pyska lub sama ją sobie wyszarpie w późniejszej fazie holu. Jeśli z kolei hamulec jest zbyt poluzowany, możemy nie zaciąć ryby z dużej odleg­łości. Ciężko jest mi wytłumaczyć „pisemnie”, jak należy ustawić sprzęgło w kręciołku, więc napiszę prostymi słowami: ja ustawiam je tak, aby podczas zacięcia usłyszeć „terkotkę”, ale dosłownie przez pół sekundy. To podczas flauty. Kotwiczka wbita, ale nie wyrwana. Jeśli wieje wiatr i na plecionce robi się „balon”, hamulec dokręcam zdecydowanie mocniej. Nasze zacięcie musi dojść do ryby, więc kołowrotek nie powinien oddać linki w tym momencie. W późniejszej fazie walki, gdy ryba jest już kilka metrów ode mnie, dodatkowo luzuję hamulec – również podczas flauty.
Wiele osób traci trotkę podczas podbierania. Mnie też się to zdarzało wielokrotnie i nie będę ściemniał – zdarza się i dziś. Trzeba bardzo uważać i spróbować „zgrać” zagarnięcie podbierakiem z ruchami ryby, ale też falowaniem. Fale wcale nie pomagają w podebraniu szalejącej troci i niestety czasem może się zdarzyć, że kotwiczka zaczepi się o siatkę podbieraka. Wtedy już tylko możemy puścić głośną wiąchę w eter – inni wędkarze zrozumieją nasze emocje.
Kolejnym błędem jest brak skupienia. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ciężko się koncentrować na łowieniu, gdy po kilku czy kilkunastu godzinach nie było brania. Sam to przerabiałem. Ale trzeba obserwować wodę! Trocie bardzo często zdradzają swoją obecność delikatnymi spławami (zdarza się, że wyskoczą całe nad wodę lub zrobią tzw. delfinka), wystawiając dosłownie końcówkę płetwy ogonowej lub grzbietowej nad powierzchnię wody. Jeśli zauważymy rybę, od razu inaczej się łowi. Nawet jeśli trotka nie chce współpracować.
Wielu początkujących trociarzy myśli, że w morzu można rzucać gdziekolwiek. Niby można, tylko lepiej rzucać w miejsca, w których jest większa szansa na rybę. Ja staram się prowadzić blaszkę tam, gdzie w wodzie „coś się dzieje”. Staram się rzucać za rewę, poprowadzić wabik nad kamienistą rafą czy kępą podwodnego zielska, przerzucać miejsce, w którym załamują się fale. Pamiętajcie, że nie tylko rzekę można „czytać” – morze również. Trzeba tylko nieco mocniej się poprzyglądać.
Najbardziej emocjonujący jest sam hol, jednak jest to czas, w którym robimy najwięcej błędów i mnie zdarzają się one również. Górę biorą emocje. Kilka błędów jednak można spróbować wyeliminować. Przede wszystkim powinniśmy mieć przyczepiony do pleców podbierak. Oczywiście można rybę podbierać wyślizgiem (czasem to robię), można łapać ją za ogon (dość często to robię przy większych rybach), ale podbierak „ratuje” nam sporo średnich ryb. Po doholowaniu srebrnej „60” możemy próbować łapać ją za karczycho (wierzcie mi, że nie jest łatwo), możemy tarabanić ją do brzegu i podbierać wyślizgiem (im dłużej ryba w wodzie, tym większa szansa, że się wyhaczy), możemy ją próbować ucapić za ogon (co nie jest łatwe – z „80” jest dużo łatwiej) lub szybko wpakować do podbieraka. Wasz wybór, ale moim zdaniem jak srebrna „60” spadnie przy nogach, to nie jest wesoło. Nie ma też co zbytnio przedłużać holu. Jeśli jest okazja do podebrania ryby, to trzeba to zrobić. Z drugiej strony nie powinno się ganiać za rybą z podbierakiem. Ten moment trzeba wyczekać, a każdy hol jest inny.

Pamiętajcie, że morze szybko weryfikuje przydatność Waszego sprzętu. Nie zróbcie dość często spotykanego błędu, że „tym też rzucę”. Rzucisz, ale tylko kilka razy.
Dobre okulary polaryzacyjne w czasie łowienia w morzu to podstawa, również zimą i w dni pochmurne! Przydają się nie tylko podczas słońca. Dobre okulary pomagają zajrzeć pod wodę. Morskie dno pełne jest „rozmaitości” i trzeba je umieć zauważyć. Okulary polaryzacyjne odbijające refleksy świetlne pomagają dostrzec na dnie kamienie, roślinki, a z wysokości (zanim zejdziemy na plażę) – wypłycenia i głęboczki. Czasem też pozwalają dostrzec rybę. Wiele razy, dzięki okularom z polaryzacją, widziałem odprowadzające blachę ryby. Jeśli ktoś z Was łowi na muchę, dobre okulary są wręcz niezbędne. To muszkarze są najbardziej wyczuleni na to, co pod wodą – obserwują maleńkie krewetki, kiełże czy cierniki i na podstawie tego, co zauważyli, kręcą muchy na trocie.
Obserwacja tego, co pod wodą, to również nasze bezpieczeństwo. Zwłaszcza w miejscach z dużą ilością kamieni czy morszczynów na dnie. Na Bornholmie, na którym łowię co roku i który pokochałem niemal tak bardzo jak Wisłę, nie wyobrażam sobie brodzenia i łowienia bez dobrych okularów na nochalu. Tam naprawdę trzeba widzieć, gdzie stawiamy stopę. Po tegorocznej przygodzie, kiedy dostałem w twarz wystrzeloną z zaczepu wahadłówką uzbrojoną w ostrą kotwicę, wiem, że dobre okulary polaryzacyjne spełniają jeszcze jedną funkcję. Oprócz dobrych właściwości optycznych, powinny być wytrzymałe.


Tekst i zdjęcia Kamil „Łysy Wąż” Walicki

Reklama

Błędy morskiego trociarza komentarze opinie

Dodajesz jako: |
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez wiadomosciwedkarskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Polski Związek Wędkarski Redakcja Wiadomości Wędkarskie z siedzibą w Warszawa 00-831, Twarda 42,

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"