WW 3/2019

Ze spławikiem w przeręblu


Wędkowanie metodą spławikową ma swój niezaprzeczalny urok. Łowiących fascynują wszystkie wyławiane chciwym wzrokiem skubnięcia, pyknięcia, drgnięcia czy przytopienia, a nawet samo hipnotyczne oczekiwanie na jakikolwiek ruch spławika. Dlatego cała rzesza zwolenników jest spławikowi wierna, niezależnie od pory roku.

 

Kiedy, gdzie i co łowimy
Najgorszym wrogiem podlodowego spławikowca jest silny mróz, bardzo utrudniający łowienie. Marznąca powierzchnia wody w przeręblu unieruchamia spławik i zmusza wędkującego do ciągłego operowania czerpakiem i wyławiania drobinek lodu. Dlatego najlepszym okresem do stosowania tej metody jest czas odwilży, przypadający na koniec zimy, kiedy temperatury w dzień oscylują w okolicy zera. Tak zwany ostatni lód, kiedy woda z rozpuszczonego śniegu wlewa się do przerębli, szczelin i pęknięć w lodzie, pobudzając do żerowania ryby.

 

Czasem otwór zrobiony świdrem trzeba powiększyć

 

Jaskrawa końcówka spławika ułatwia jego obserwację

 

Utrzymanie w łowisku stada leszczy wymaga nawet zimą sporo zanęty

 


Ostatni lód to czas obfitości. Rybom przestają przeszkadzać wahania ciśnienia, które ograniczały aktywność żerową miesiąc wcześniej. Chociaż najlepsze wyniki osiągniemy przy stałych, niskich wskazaniach barometru, to na apetyt ryb, na przykład, zupełnie nie mają wpływu nocne przymrozki, ścinające lodem to, co w ciągu poprzedniego dnia się rozpuściło. Porywisty wiatr też bardziej niż rybom przeszkadza łowiącemu.
Na przełomie lutego i marca nie jest łatwo określić optymalną głębokość do łowienia na spławik, ponieważ jest to zależne od specyfiki łowiska i gatunków go zamieszkujących. Leszcze uparcie trzymają się głębokich blatów z miękkim dnem, ale nie są do nich „przyklejone”, jak to miało miejsce w styczniu. W poszukiwaniu cieplejszej wody i pokarmu coraz częściej i aktywniej penetrują warstwy wody bliżej powierzchni. Trzeba o tym pamiętać i eksperymentować z głębokością łowienia (jeśli nie ma brań na przynętę leżącą na dnie). Płoci, i to tych najgrubszych, warto szukać w płytszych miejscach – w okolicach brzegów, wysp, trzcinowisk, przy ujściach kanałków i rzeczek. Łowienie w tych miejscach wymusza zachowanie wyjątkowej ostrożności.
Wisienką na torcie wśród spławikowych podlodowych zdobyczy są liny i karasie. Gatunki kojarzące się z wakacyjnym, letnim łowieniem, na ostatnim lodzie są nierzadką zdobyczą, a ich apetyt wzrasta razem ze stopniowym wzrostem temperatury wody. Szukamy ich tam, gdzie płoci, gdzie na dnie znajduje się kłębowisko kłączy i resztki zeszłorocznych łodyg grążeli i grzybieni. Tam poszukują jadalnych resztek roślinnych, wszelkiego rodzaju larw i zimujących owadów. Przyjemnym zaskoczeniem bywa złowienie okazałej wzdręgi, a niemiłym przypadkiem spotkanie z wybudzonym z zimowej drzemki karpiem, które zazwyczaj kończy się przegraną wędkarza.

 

Więcej o podlodowych spławikach przeczytasz w nr. 3 „WW”

 

Tekst Paweł Ściborowski

 

 

Komentarze

Jeszcze nikt nie dodał komentarzy do tego wpisu.

Dodaj nowy komentarz

Chcesz dodać komentarz? Zaloguj się