WW 4/2019

Pora zapolować na płoć

Na ten moment czeka się cały rok. Gdy na jeziorze puszczają lody, a okoliczne rzeki zaczynają podtapiać łąki, szykuję lekkie wędki spławikowe i czekam na odpowiednią chwilę, żeby zapolować na płoć.   

Choć nie ma chyba bardziej wszędobylskiej ryby, bo płoć można złowić od morza do Tatr, nie dorasta też do gigantycznych rozmiarów, ale jest w niej coś takiego, że kojarzy się z esencją wędkarstwa. Być może chodzi o to, że nie jest wcale tak łatwa do złowienia? Że swoimi kaprysami zmusza łowcę do wzniesienia się na najwyższy poziom kunsztu wędkarskiego? Że obok kilkunastocentymetrowych niedorostków można trafić na kilogramową „mamusię” i o tej przygodzie będzie się pamiętać do końca życia? Pewnie wszystko to razem i jeszcze wiele więcej, bo o płoci można opowiadać długo i namiętnie.

Przed tarłem
Teraz jest na nie najlepszy czas. Zbierają siły przed tarłem, korzystają z każdej możliwości, by napełnić żołądek. W jeziorach okolice trzcinowisk (a w zasadzie ich krawędź) i stok opadający w głąb jeziora są teraz najlepszym łowiskiem i ostatnim miejscem, w którym płocie gromadzą się przed tarłem. Niezwykle interesujące są także rzeki, nawet te najmniejsze. Wiosną płocie znajdują tu swoje ulubione o tej porze roku żerowiska, czyli odcinki ze spowolnionym nurtem, dołki, zastoiska za podwodnymi przeszkodami. Znajdziemy je wszędzie tam, gdzie stado może w spokoju wybierać z dna larwy i pędraki. Jeszcze ciekawiej robi się, gdy rzeka podniesie swój poziom, rozleje się, podtopi łąki. Dla ryb to nowy porządek rzeczy, prawdziwa rewolucja, bo oznacza dostęp do nowych żerowisk.  

Wiosenna płoć

 

W wyrwach brzegowych i zatokach można zastosować metodę feeder lub lekką przystawk

 

O wiosennym łowieniu płoci czytaj w nr 4/2019 „WW”.

 

Komentarze

Jeszcze nikt nie dodał komentarzy do tego wpisu.

Dodaj nowy komentarz

Chcesz dodać komentarz? Zaloguj się