WW 3/2018

Pierwsze ryby wiosny

Właściwie to nie wiosny, a przedwiośnia. Na drzewach i krzewach próżno jeszcze szukać choćby śladów zieleni. Kry na przybierającej mazowieckiej Wiśle spłynęły dopiero kilkanaście dni temu. Na brzegach ciągle widać ich resztki. W częściowo zacienionych miejscach zobaczymy pozostałości śniegu, przez które dopiero prześwituje czarna ziemia. W zaroślach na brzegu ciągle słychać głównie popiskiwanie sikorek.

 

Tak wygląda nad Wisłą przedwiośnie, czyli koniec marca, a jeśli zima była sroga, to pierwsze dni kwietnia.
Przybór wody powoduje poruszenie wśród rzecznych mieszkańców. Jeszcze ciągle trzymają się w zimowych stadach, ale szukają miejsc z choćby trochę cieplejszą wodą, podgrzaną o kilka stopni coraz dłużej pozostającym nad horyzontem słońcem – miejsc spokojniejszych, zacisznych, z dala od głównego nurtu. Wraz z przybierającą rzeką ryby wpływają coraz głębiej w brzegi, między zalane krzewy i trawy oraz w kanały, porty, starorzecza, zakola ze stojącą wodą.
W takich miejscach, oprócz ciepła, ryby szukają również (a może przede wszystkim) pożywienia. W leżących na ziemi zwałach zeszłorocznej trawy, zbutwiałych liści zimowało przecież wszelkie robactwo, owady i ich larwy. Teraz te miejsca zalewa woda, oferując rybom bogatą stołówkę. I ryby skwapliwie z niej korzystają. Z początku są jeszcze wybredne, pobierają pokarm półgębkiem, niemalże wstydliwie. Po kilku dniach, kiedy oswoją się z nową sytuacją i rozgrzeją przemarznięte brzuszki, dostają żerowego amoku, który może przerwać jedynie gwałtowne ochłodzenie połączone z opadami.

Woda zaczyna się ogrzewać, a apetyt ryb rośnie razem z temperaturą wody

 

 

O sprzęcie i metodach przeczytacie w „WW” 3/2018

 

Tekst i zdjęcia Paweł Ściborowski

Komentarze

Jeszcze nikt nie dodał komentarzy do tego wpisu.

Dodaj nowy komentarz

Chcesz dodać komentarz? Zaloguj się