Porady wędkarskie » Trollingowe

Trzy odsłony trollingu

Trzy odsłony trollingu

Maj to dla mnie prawdziwe rozpoczęcie sezonu. Po paru miesiącach przerwy od łowienia szczupaków jestem stęskniony i spragniony nowych doznań. Dlatego co roku planuję co najmniej tygodniowy wyjazd w poszukiwaniu moich ulubionych, zębatych drapieżników. Ponieważ nie lubię monotonii, zawsze wybieram nowe miejsce w nadziei na odnalezienie upragnionego eldorado.

 

W rozpracowywaniu nowych miejscówek najlepiej sprawdza się trolling. W zależności od miejsca, w jakim się znajduję, stosuję 3 różne warianty tej metody.


Płytkie zatoki i starorzecza do głębokości 2 m
Świetnie nadają się do trollingu z tego względu, że zazwyczaj wiosną roślinność podwodna nie jest jeszcze mocno rozwinięta, co umożliwia łowienie w miejscach niedostępnych w pozostałych porach roku. Takie miejsca na początku sezonu są najczęściej wybierane przez wędkarzy. Potrafią darzyć dużą ilością ryb, a spotkanie z wymarzoną metrówką jest tu jak najbardziej realne.
Trollingowanie po płytkiej wodzie nie jest jednak tak łatwe, na jakie pozornie wygląda. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że wabiące szczupaki właściwości silnika spalinowego – jeśli na wodzie powyżej 3 m spełniają swoją rolę – tu dają zupełnie odwrotny skutek. Na płytkiej wodzie wszelkie hałasy dochodzące z łódki skutecznie płoszą cel naszych poszukiwań. Samo używanie silnika elektrycznego nie wystarczy, gdyż ryby, nad których głowami będziemy pływać, i tak będą się płoszyć. Najprostszą techniką, która sprawdza mi się w takich miejscach, jest wypuszczanie przynęty daleko za łódkę (50 m wystarczy) i pływanie slalomem tak, by woblery poruszały się jak najdalej od toru, po jakim płynąłem. Lepiej jest jednak zastosować planery. Dzięki nim jestem w stanie odciągnąć zestawy na 30 m od toru ruchu łódki, co w takich miejscach w zupełności wystarcza.
W maju nie ma co przesadzać z rozmiarami przynęt. Rzadko stosuję wabiki większe niż 16 cm. Na płytkiej wodzie najlepiej sprawdzają mi się woblery pływające, schodzące do głębokości 0,5–0,7 m oraz bezsterowe swimbaity. Raczej nie stosuję przynęt tonących, gdyż wiąże się to z częstymi zaczepami i zwijaniem zestawów.

 

W miejscach gdzie występuje duża ilość brań małych esoksów, wobler imitujący narybek szczupaka jest najlepszą receptą na zwiększenie rozmiaru łowionych ryb

 

 

Podwodne łąki na głębokości 3–4 m
W takich miejscach szczupaki zazwyczaj przebywają w okolicach dna. Zdarzają się jednak sytuacje, że ryby podnoszą się i żerują w toni. Zaczynając trolling, na pierwszym zestawie montuję wobler, który będzie szedł w pół wody, a kolega na drugą wędkę zakłada gumę z obciążeniem około 50 g. Silikonowym wabikiem cały czas utrzymujemy kontakt z dnem. Na napiętej plecionce cofamy wędzisko do momentu, aż poczujemy uderzenie główki jigowej o dno, po czym powolnym ruchem przesuwamy kij do pozycji wyjściowej. Jeśli czujemy, że zrobiło się głębiej i główka po cofnięciu kija nie uderza o dno, wypuszczamy więcej plecionki z kołowrotka. Natomiast jeśli po powrocie do pozycji wyjściowej główka znowu leży na dnie, znaczy to, że się wypłyciło i trzeba zwinąć nadmiar plecionki. Po kilku braniach jesteśmy w stanie zweryfikować, na jaki sposób w danym dniu szczupaki reagują lepiej.
Jeśli mam więcej brań na wobler prowadzony w toni i mam taką możliwość (jestem z kilkoma kolegami na łódce) bądź przepisy na to pozwalają, to jeden wobler prowadzę w kilwaterze zaraz za łódką, a dwa kolejne zakładam na planery i odciągam je na co najmniej 15 m z lewej i prawej strony łodzi. W sytuacji kiedy więcej brań jest na gumę, płyniemy slalomem, a każdy ma założoną gumę z innym obciążeniem (np. 35 i 50 g). Dzięki temu przynęty będą penetrowały różne miejsca, co przekłada się na zwiększenie brań.
W obu powyższych miejscówkach bardzo ważnym elementem wyposażenia jest GPS i zapisywanie wszystkich kontaktów z rybami w postaci kolejnych waypointów. Każdy nowo powstały punkt napływam wiele razy, z różnych stron i o różnych porach dnia. Często zdarza się, że obok miejsca, gdzie mieliśmy kontakt z rybą, znajdują się kolejne sztuki. Po paru dniach pływania z powstałych waypointów zazwyczaj udaje się wytypować najlepszy obszar, który później metr po metrze możemy obłowić z zakotwiczonej łódki.

 

Marek z ponadmetrowym okazem złowionym w trollingu na wobler imitujący małego szczupaka

 

 

Wielka woda – wielkie ryby: toniowy trolling na dużych głębokościach
Najciekawszym i najmniej popularnym miejscem do majowego trollingu jest toń głębokich jezior bądź zaporówek. Mało kto zdaje sobie sprawę, że część szczupaków, a szczególnie te duże, już w maju przebywa w toni, pływając za ławicami drobnicy.
O tej porze roku nie prowadzę przynęty głębiej niż 5 m, nawet jeśli dno jest na głębokości 15 m. Przeszukując toń, warto wypuścić jak najwięcej zestawów, warto więc mieć na łodzi współtowarzyszy. W kilwaterze prowadzę dwa woblery, jeden na głębokości 5 m, a drugi – mniej więcej 3 m. Na planerach po obu stronach łódki montujemy gumy dociążone 50- bądź 75-gramową główką. Woblery z dużym sterem nie nadają się do planerów, gdyż mają za agresywną pracę i wyczepiają się z klipsów. Dobre miejsca, czyli takie, w których na ekranie echosondy zaobserwuję ławice drobnicy bądź zawieszone w toni duże łuki, którymi mogą być szczupaki, napływam po kilka razy.
Z kilkoma zestawami w wodzie nawroty robię na 3 etapy. Najpierw długim łukiem robię skręt o 90 stopni, po czym płynę prosto do momentu, kiedy wszystkie zestawy znowu znajdą się na swoich miejscach. Wtedy wykonuję kolejny skręt o 90 stopni. Po braniu ryby, jeśli ta swoim zachowaniem nie pretenduje do miana okazu, po jaki przyjechałem, nie zwijam pozostałych zestawów. Zmniejszam prędkość łódki do takiej, która umożliwi utrzymywanie pozostałych zestawów na swoich miejscach. Osoba holująca rybę w takiej sytuacji sama musi poradzić sobie z podebraniem zdobyczy, gdyż najmniejszy błąd sternika spowoduje splątanie przynęt i niepotrzebną stratę czasu. W sytuacji kiedy czuję, że po drugiej stronie linki mam godnego przeciwnika, proszę kolegów z łódki, żeby zwinęli swoje zestawy i po wrzuceniu luzu na silniku zaczynam hol.
Zachęcam Was do eksperymentowania. Szczególnie wtedy, gdy żadna z powyższych metod nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Brań w takich miejscach nie będzie dużo, ale za to często są to „ryby wyjazdu”, które cieszą podwójnie. Zwłaszcza jeśli wypracujemy je z miejscówki, za którą większość wędkarzy nie dałaby złamanego grosza.

 

Planery trollingowe sprawdzają się na każdym łowisku

 

 

Warto eksperymentować
Jak to w życiu bywa – od każdej reguły są wyjątki. Tak samo jest w wędkarstwie. Dlatego w okresie bez brań staram się przeprowadzać przynętę przez miejsca, które wybrałby co najwyżej laik niemający żadnego doświadczenia wędkarskiego. Prowadzę przynętę przy dnie na głębokości 9–10 m. Wpływam woblerami w płytkie rzeczne burty, w których woda pędzi jak na górskiej rzece bądź na głębokiej wodzie, takiej powyżej 6 m, gdzie nie występuje żadna roślinność, prowadzę przynętę pół metra pod powierzchnią. Takie niestandardowe zachowania, nawet na miejscówkach poddanych silnej presji, co roku dają mi duże ryby.

 

 

Tekst i zdjęcia Majki Pecyna

 

Dodane przez: Admin2

Powrót do wszystkich

Komentarze

Jeszcze nikt nie dodał komentarzy do tego wpisu.

Dodaj nowy komentarz

Chcesz dodać komentarz? Zaloguj się