Konkursy

Za pstrągiem w nieznane…

Za pstrągiem w nieznane…

Szczęśliwy, kto ma blisko domu dobre pstrągowe łowisko. Niewielu pstrągarzy ma taki komfort. Większość z nas musi kawałek, a czasem nawet kawał drogi przejechać, żeby mieć szansę na spotkanie z potokowcem. Skoro już trzeba jechać daleko, to warto znaleźć sobie najlepsze łowisko. Taka sytuacja wymusza aktywność pstrągarzy w poszukiwaniu nowych łowisk. Przedstawię kilka rad dla tych, którzy chcieliby wyruszyć na poszukiwanie swojego eldorado.

Ponieważ jadąc w nieznane, trzeba się liczyć z dużą niepewnością wyników wyprawy, początkujący na jednodniową wyprawę rozpoznawczą na pstrągi powinni wybierać łowiska leżące blisko domu. W odległości nie większej niż 30–50 km. Dalej mogą wybierać się bardziej zaprawieni poszukiwacze, dla których spędzenie kilku godzin w samochodzie i „zaliczenie zera” nie będzie frustrujące.  Taka odporność na porażki przychodzi z czasem. Spełnienie marzenia o znalezieniu „zapomnianego” strumienia lub rzeki, gdzie pstrągów będzie bez liku, i na tyle mało znanego, że niewielu tam łowi, warte jest wielu poświęceń.
Istnieje obiegowa opinia, że w dobie Internetu nie ma już tajnych rzeczek pstrągowych. Wszystko, co było do odkrycia, zostało już odkryte i skończył się czas odkrywców. Uważam, że to nieprawda. O wielu dobrych pstrągowych łowiskach nie znajdzie się w necie nawet wzmianki. Powiem więcej! Nawet jeśli nazwy jakichś rzek pojawiają się tam czasem, nie znaczy, że są to już puste, wyrybione wody. Dlatego każdy, kto tylko zechce, ma szansę znaleźć swoją wymarzoną rzekę, w której będą ryby i nad którą nie spotka wielu wędkarzy. Do wyszukania potencjalnego łowiska w swojej okolicy, oprócz Internetu, można użyć Informatora „Wody Krainy Pstrąga i Lipienia” wydawanego co trzy lata przez Zarząd Główny PZW. Niektóre z rzek wymienionych w Informatorze to łowiska mało popularne i przez to warte odwiedzenia. Mają one zwykle jakąś populację łososiowatych. W takim przypadku trzeba tylko sprawdzić jaką. Większym wyzwaniem jest sprawdzanie rzek, które w Informatorze nie występują, czyli podejrzanych o występowanie pstrągów.

 

Po takie ryby jeździ się w nieznane. Pstrąg złowiony na wahadłówkę.

Pozory mylą
Jeszcze przed wyjazdem trzeba wyznaczyć sobie cele do realizacji. Ponieważ nie da się poznać nowego łowiska w jeden dzień, celem numer jeden niech będzie zebranie w kilka godzin jak najwięcej informacji o rzece. Już pierwszy rzut oka na jej brzegi sporo powie o łowisku. Wydeptane ścieżki będą świadczyć o tym, że łowisko niestety nie jest zapomniane i ma swoich amatorów. A wbite w brzeg widełki nad głębszymi dołkami nad rzeką z Informatora to dowód na to, że kłusownicy w tej okolicy czują się bezpiecznie. Ale nie ma się co jeszcze zrażać. Na jednej z moich pierwszych wypraw w nieznane zdarzyła mi się taka przygoda. Szedłem wzdłuż rzeki chyba z godzinę, rzucając we wszystkich obiecujących miejscach. Bez efektu! Zaczynałem się martwić, że źle wybrałem rzekę do łowienia pstrągów. Aż tu wyszedłem na małą łąkę nad zakolem. Nad brzegiem rzeki siedziała babcia. Tak na oko osiemdziesięcioletnia. Siedziała nieruchomo, patrzyła w wodę i… pasła dwie krowy. Kiedy podszedłem bliżej, zobaczyłem, że babcia urozmaica sobie nudę pasienia wędkowaniem. Na brzegu leżały dwie leszczynowe wędy o szczytówkach grubości małego palca, uzbrojone w ruskie kołowroty, a na wodzie bujały się dwa czerwone spławiki. Oniemiałem na kilka chwil. Kiedy odzyskałem język w gębie, grzecznie się przywitałem i pytam: „A jakie ryby się tu łowi?”. A babcia na to: „Pstrungi panie! Pstrungi!”. No, teraz to zatkało mnie całkowicie! Rzeka, o której w Informatorze ani słowa, a jednak pstrągi tu są! Miałem nosa! Tamtego dnia sukcesów nie odniosłem, ale miałem jedno branie i widziałem, jak do mojego woblera podniósł się czterdziestak. Wracałem potem tam wielokrotnie. Z każdą wyprawą coraz lepiej poznając wodę i w końcu łowiąc piękne ryby. Gdyby nie melioranci, pewnie bywałbym tam do dziś...

Idealna woda
Szukając swojego wymarzonego, pstrągowego łowiska, nie trzeba przywiązywać nadmiernej wagi do wielkości rzeki. Pstrąg potokowy to gatunek niezwykły. Jego specyfiką jest to, że nawet w małych rzekach i strumieniach może dorastać do pokaźnych rozmiarów. W poszukiwaniu ryb warto więc zajrzeć nawet nad najmniejsze ciurki. Złowienie ryby wielkości 40–50 cm z wody o szerokości 2 m zostanie w pamięci na zawsze. Ważne jest to, czy w rzece (strumieniu) są głębsze dołki (wystarczy 50 –70 cm) i kryjówki (np. podmyte korzenie drzew). No i zimna woda. Nie każda rzeka nadaje się dla pstrągów. Latem, podczas niżówek, woda w rzece nie może nagrzewać się nadmiernie. Sprzyjające pstrągom będą rzeki zacienione, z dużą ilością nadbrzeżnych drzew. Gorsze, bo niosące cieplejszą wodę, będą odkryte odcinki łąkowe. Znaleźliśmy kiedyś mały strumyk. Płynął zaraz za wsią, tuż za stodołami, w głębokim zakrzaczonym jarze. Słońce rzadko tam zaglądało. Woda miała idealną termikę. Chociaż szerokość strumienia wahała się zaledwie od 1 do 3 m, pstrągi czuły się tam świetnie. Choć łatwe do złowienia nie były. Atutem tej wody było to, że nawet miejscowi nie wiedzieli nic o pstrągach. Kiedyś, wczesnym popołudniem, pojawiliśmy się pod sklepem, który położony był w samym środku wsi. Chcieliśmy po kilku godzinach buszowania po krzakach zwilżyć gardła i trochę odpocząć. Dwóch pstrągarzy w pełnym rynsztunku: wędki, wodery, kamizelki, czapki z daszkiem i ciemne polaroidy. Nie zdążyłem otworzyć butelki, a już wiedziałem, co o nas myślą miejscowi: „Kosmity przyjechały…”. Przestaliśmy bywać w tym sklepie. Ale na pstrągi wciąż tam jeździmy.
Żeby w jeden dzień zebrać jak najwięcej informacji, trzeba zobaczyć jak największy odcinek rzeki. Trzeba więc łowić szybko, zmieniając często miejscówki i raczej odpuszczając trudne miejsca. Na obłowienie trudnych miejsc trzeba poświęcić więcej czasu. Jeśli łowisko okaże się obiecujące, ich pora przyjdzie podczas następnych wypraw. Pisząc „szybko”, nie mam wcale na myśli „niedbale”. Pstrągi nie wybaczają błędów. Należy więc uważnie wykonywać wszystkie czynności. Dokładnie w takiej kolejności. Najpierw wytypowanie z daleka miejscówki, czyli potencjalnego stanowiska pstrąga. Potem chwila zastanowienia, jak do niej podejść, czyli z jakiego miejsca i czym najlepiej ją obłowić (jakiej użyć przynęty i jak ją poprowadzić). Następnie bardzo ostrożne podejście. Podanie przynęty, czyli zwykle rzut „w punkt”.  I w końcu prezentacja, czyli sposób prowadzenia.

 

Duży pstrąg łatwo się nie poddaje

 

Szybki rekonesans
Co nam daje szybkie obławianie? Otóż realizację celu numer dwa, czyli szybkiego stwierdzenia, czy w rzece rzeczywiście są pstrągi. Do szybkiego obławiania idealnie nadają się łatwe miejscówki, do których należą głębsze rynny przy brzegowych burtach i podmycia korzeni drzew. To zawsze dobre stanowiska dla pstrągów. Złowienie pierwszej ryby będzie sygnałem, że pstrągi są w łowisku, a złowienie kolejnych powie nam o tym, w jakiej kondycji jest rzeka. Pstrąg jest terytorialistą. Duży pstrąg zawsze zajmuje najlepsze miejscówki. Jeśli z „grubej” wody łowimy raz za razem drobne pstrążki, to oznacza, że dobrą kryjówkę zajmują małe ryby, czyli dużych raczej spodziewać się tam nie należy. Jeśli natomiast „gruba” woda nie dała nam ryby, a w leżącej po sąsiedzku słabszej miejscówce łowimy pstrążka, to jest nad czym pomyśleć. Może być tak, że stanowisko, w którym nie było brania, jest zamieszkane przez jakiegoś ładnego kropkowańca. Takie miejsce zawsze warto jeszcze raz uważnie obłowić w drodze powrotnej. Mówi się, że pstrąg jest rybą pierwszego rzutu i sporo w tym racji. Jeśli w pierwszym rzucie nie było brania, daję sobie jeszcze szansę, wykonując dwa, czasem trzy dodatkowe rzuty i idę dalej. We wlewach i podmyciach prowokuję ryby woblerem. W głębszych dołkach lubię zagrać wahadłówką. Natomiast na otwartej wodzie w rynnach wolę jigi (pod prąd) i wirówki (z prądem).
Wirówki to tak naprawdę najszybsze przynęty do obławiania pstrągowych łowisk. Wracaliśmy kiedyś do domu z dalszej wyprawy. Nadłożyliśmy trochę drogi, żeby po raz pierwszy obejrzeć rzeczkę, którą wynaleźliśmy w atlasie samochodowym. Wyjechaliśmy z lasu na betonowy mostek. Rzeka była brzydka. W górę i w dół prosty, uregulowany odcinek. Nie podobało się nam. Bardzo! Skąd miałyby być pstrągi w tak brzydkiej wodzie? Brzegi zarośnięte, trawa po szyję, nad brzegiem nawet śladu żywego ducha. Bardziej z obowiązku, niż z chęci, umówiliśmy się, że zrobimy po trzy rzuty i jedziemy. Żeby szybko odrobić pańszczyznę, założyłem wirówkę. Złotą aglię nr 1. Rzuciłem daleko pod prąd. Zdążyłem zrobić dwa obroty korbką, a potem było mocne targnięcie, wygięta wędka, skok ryby (35 może 40 cm) i luz na żyłce. Chwila konsternacji. Co to było? Za moment Maciek łowi trzydziestaka. Rybka ma piękne, czerwone kropki. Teraz nie mamy wątpliwości. Jesteśmy we właściwym miejscu. Przypadkowo znaleźliśmy swoje eldorado. Potem bywaliśmy tam bardzo często i łowiliśmy piękne ryby. Bardzo pilnowaliśmy, żeby nikt nie dowiedział się, że mamy takie dobre łowisko. Było tak, że chłop kosił siano, a tu akurat traf chciał, że na wędce uwiesił się gruby kaban i mocno walczył, chlapiąc ogonem! Trzeba było holować ze szczytówką w wodzie, żeby tajemnica się nie wydała. Dziś tajemnicy już nie ma, bo rzeka jest w Informatorze, ale miło wspominam tamte czasy.     

 

Zwracajmy pstrągom wolność

 

W drogę
Nie chcecie brać udziału w gonitwach i spacerach nad oblężonymi wodami? To namawiam do wypraw po przygodę
w nieznane! Kwiecień to właściwie pierwszy miesiąc, który sprzyja takim wyprawom. Ruszajcie w drogę odnaleźć wymarzoną wodę i łamcie tam kije! A nie zapomnijcie wypuszczać złowionych ryb! O wymarzoną wodę trzeba dbać.

Sprawdzone przynęty
Jakie przynęty warto stosować na wyprawie w nieznane? Wyłącznie sprawdzone. Takie, do których mamy przekonanie, że są skuteczne. I najlepiej takie, na które złowiliśmy już ryby. Rozpoznanie nowej rzeki to nie czas na przynętowe eksperymenty.
W moim ulubionym zestawie sprawdzonych przynęt mam: wirówki o skrzydełkach typu aglia nr 1 złote i srebrne, woblery
4–6 cm (grzbiet zielony i brązowy, boki srebrzyste i złote, brzuchy białe), wahadłówki 3–4 cm (złote, mosiężne i miedziane), jigi z sarniej sierści oraz z czarnego i brązowego marabuta z pomarańczowymi i różowymi akcentami na główkach od
1,5 do 5 g, kopytka brązowe, motoroil i fioletowe 3 i 5 cm (główki też od 1,5 do 5 g). Wiosną dodatkowo łowię na gumowe żaby (w różnych rozmiarach).  Z takim zestawem przynęt jestem gotów na wszystkie niespodzianki i mogę spokojnie wędrować wzdłuż rzeki, obławiając kolejne pstrągowe kryjówki.   

 

Pstrągowa wahadłówka

 


Tekst i zdjęcia Ryszard Kuna

 


Tekst archiwum "WW" 4/2014

 

Dodane przez: Redakcja WW

Powrót do wszystkich

Komentarze

Jeszcze nikt nie dodał komentarzy do tego wpisu.

Dodaj nowy komentarz

Chcesz dodać komentarz? Zaloguj się