Porady wędkarskie » Spinningowe

Przedzimie z okoniami

Przedzimie z okoniami

Po jesiennych, spinningowych żniwach nadszedł czas spowolnienia i wyciszenia. Jezioro opustoszało już prawie zupełnie z wszelkiej maści wędkarzy. No, może poza kilkoma wariatami, takimi jak ja, którym żadna pogoda nie jest straszna – ważne, że na rybach. Ten właśnie okres poświęcam na poszukiwania największych okoni.

 

 

Zimowe łowienie okoni to niesamowita frajda, ale żeby móc swobodnie się z nimi zmierzyć i przełamać wszelkie niedogodności, należy spełnić kilka warunków, które zagwarantują nam komfort podczas wędkowania. Pierwszym z nich jest niewątpliwie porządny ubiór. Ja korzystam z dostępnej na rynku odzieży oddychającej, której uzupełnieniem jest termos z „herbatą”, ciepła czapka, rękawiczki i bez wątpienia coś słodkiego w celu uzupełnienia spalanych kalorii.
Drugim, a jednocześnie fundamentalnym warunkiem, jest sprzęt, na który składa się oczywiście wędka, kołowrotek, linka i wszelkiego rodzaju przynęty. No, ale po kolei.

 

Okoniowe szpady
Na temat okoniowych wędzisk napisano już wiele, ale rynek się rozwija i wciąż pojawiają się nowe możliwości. W ostatnim czasie wiele się słyszy o wędkach robionych na zamówienie i przyznam się szczerze, że i ja sprawiłem sobie taką „okoniową szpadę”.
Trochę z braku czasu, a troszeczkę z lenistwa, ponieważ ciągle nie mam zacięcia do śledzenia wszystkich nowinek technicznych. Udałem się więc do zaprzyjaźnionej pracowni ART–ROD, gdzie podczas rozmowy z Tomkiem
i Michałem powiedziałem, czego szukam. Ma być szybki, czuły, o dużej dynamice i sprężystości blanku. Po dłuższej
i burzliwej rozmowie chłopaki nawet żartobliwie stwierdzili, że to, czego szukam, jest odzwierciedleniem mojego charakteru, który określić można jednym zdaniem: „wędkarski świr z ADHD”. I rzeczywiście – coś w tym jest.
Wybór blanku zostawiłem im. W końcu są ekspertami w tej dziedzinie. Natomiast ja skupiłem się na podwyższeniu komfortu, czyli na ciepłym dolniku i dobrych przelotkach, które nie będą hałasować oraz ścierać mi plecionki, bo na nią głównie łowię. I tak, po kilku tygodniach, stałem się posiadaczem dwumetrowego Excela 782 z oferty Lamiglasa. Pięknej, miedzianordzawej okoniowej różdżki, która natychmiast dostała pseudonim „ruda”.
Alternatywą dla ręcznie robionych wędzisk nadal są kije seryjnie produkowane, oczywiście w bardziej różnorodnych cenach. Choć występuje ich wiele, ja wspomnę tylko o kilku nowościach z ostatnich dwóch lat. I tak Savage Gear ma w swej ofercie aż trzy takie kije, oczywiście różniące się akcją, gramaturą wyrzutu, długością i pracą.

 

Smakosz silikonowej makreli

 

Pierwszym z nich, który idealnie wpisuje się w łowienie zimowych okoni, jest Parabellum UL. Występuje on w dwóch wersjach: do 5 g wyrzutu, długości 190 cm (6’3’’) oraz do 7 g wyrzutu, długości 215 cm (7’1’’). Oba kije są dwuczęściowe, łączone za pomocą spigota. Oba również mają pełne ugięcie uzależnione od wielkości łowionych ryb i dlatego nie sposób z tego kija zgubić ryby. Ten nieco dłuższy towarzyszy mi już od pewnego czasu i był to jeden z wielu trafnych wyborów.
Drugą opcją u tego producenta jest również dwuczęściowy Bushwhacker XLNT długości 228 cm (7’6’’), z gramaturą wyrzutu 3–18, o typowej akcji fast. Połączenie jakości blanku, uzbrojenia oraz ciekawego designu – tak w wielkim skrócie można go scharakteryzować.
Nowością na ten rok, na którą miałem przyjemność już łowić, jest seria wędzisk Finessa. Z kilku opcji, do zimnej, okoniowej zabawy, idealnym wyborem będzie kij długości 192 cm (6’4’’) i gramaturze wyrzutu 3–12. W zależności od preferencji wędkarza jedno- albo dwuczęściowych lub też w wersji castingowej (przy takich samych parametrach). Szybki, czuły i bardzo dynamiczny, o dużym zapasie mocy (szczególnie w monoblanku) – to jego główne zalety. Myślę, że wielu już niebawem się o tym przekona osobiście.

 

Okoniowe kręcioły
Nieduży kręcioł z szeroką szpulą, na którą można nawinąć co najmniej 100–150 m linki, o niewielkiej masie i bardzo precyzyjnym hamulcu – to marzenie każdego spinningisty. A jak jest w rzeczywistości? Z tym, niestety, bywa różnie. Z szerokiej oferty rynkowej, tak jak w przypadku kija, polecić mogę kilka tych tańszych i nieco droższych.

 

Ten okoń wolał cannibala


Pierwszym z nich jest kołowrotek o dziwnie brzmiącej nazwie AIR SPACE firmy Mikado. Używam go od roku właśnie do bardzo lekkiego spinningu i szczerze powiem, że naprawdę jestem mile zaskoczony. Choć obawy były i nadal są, to test trwa nadal.
Drugą opcją są dwa kołowrotki firmy SPRO: Red Arc lub Blue Arc, w najmniejszych wielkościach. Łowię nimi również od dłuższego czasu i choć nie jest to szczyt marzeń wędkarskich, to spisują się niezawodnie.
Nieco droższą opcją jest Abu Revo SX (w wielkości 10 lub 20) albo nieco droższy Shimano Rarenium 2000, którego chyba największym atutem jest masa 180 g. Jednak cena 800 zł jest wysoka i nieco odstraszająca.

 

Żyłka czy plecionka?
To pytanie nurtuje wędkarzy i choć wiele już na ten temat napisano, to sądzę, że i tak nadal wielu ma wątpliwości. Ja od bardzo długiego czasu stosuję głównie plecionki, praktycznie do każdego gatunku łowionych ryb. Do łowienia zimowych okoni stosuję grubości 0,04 do 0,08. Po żyłki sięgam okazjonalnie, w praktyce tylko w przypadku ujemnej temperatury, kiedy zastosowanie innej linki jest po prostu niemożliwe.
Łowienie plecionką daje mi pewność, że nawet najdelikatniejsze branie zostanie idealnie przeniesione na blank wędziska, a ja będę mógł natychmiastowo zareagować zacięciem. Ten rodzaj linki ma jeszcze jedną ważną zaletę, a mianowicie przy grubości np. 0,04 wytrzymałość sięga kilku kilogramów, co w przypadku żyłki jest wręcz niemożliwe do uzyskania. Brak rozciągliwości plecionki nadrabiam delikatnie nastawionym hamulcem oraz odpowiednim doborem wędziska.
I tu właśnie dochodzimy do sedna sprawy: perfekcyjnie dobrane poszczególne elementy zestawu uzupełniają się wzajemnie, funkcjonując ze sobą w metaforycznej symbiozie, i zwiększają skuteczność połowu. Reszta zależy już tylko i wyłącznie od umiejętności wędkarza.

 

Okoniowe smakołyki
Przedzimowe połowy opieram na silikonowych wabikach, które dają nieskończone możliwości kombinacji pracy i doboru kolorystyki. Drobne, smukłe, owalne, o delikatniejszej pracy. Uzbrojone na główkach od 3 do 10 g, w zależności od głębokości łowiska. To zdecydowanie dominujące przynęty podczas okoniowych zmagań w warunkach przedzimia.
Od kilku lat zauważam dużą zmienność przyzwyczajeń ryb, zatem ciągle poszukuję przynęty doskonałej. Avaruna, którą odkryłem w tym roku, zagościła w moich pudłach już na dobre. Oczywiście nie zapominam o sprawdzonych standardach. Cannibale w wielkości 6,8 i 8 cm czy 4play w wielkości  8 oraz 9,5 cm są jednymi z podstawowych.

 

4play 8 cm w kolorze perch – idealny na przedzimowe okonie

 

C&R – w taki sposób też  można dbać o łowiska

 

Od lat też klasyką są sprawdzone już wielokrotnie Lunker City czy Bass Assasiny oraz wiele innych wzorów. Tylko taka różnorodność nie ogranicza naszych możliwości i znacznie zwiększa skuteczność połowów, w szczególności w przełowionych, polskich wodach. Często zdarza się tak, że jednego dnia dominuje tylko jeden kolor na jednej masie uzbrojenia. Jednym słowem – warto zabrać nieco więcej przynęt.
Tempo i głębokość prowadzenia uzależnione są od wielu czynników, jednak dominuje jednostajność z delikatnym graniem szczytówką w toni. Choć czasami zjeżdżam niżej, podnosząc przynętę z dna. Dlatego tak ważny jest dobór wędziska i plecionki.
Okres przedzimia jest jednym z niewielu krótkich i bardzo intensywnych momentów w ciągu roku, kiedy szanse na złowienie dużego garbusa zwiększają się kilkukrotnie. Trzeba tylko ten czas odpowiednio wykorzystać.

 

Okoniowa puenta
Od wielu już lat powtarzam to jak mantrę, praktycznie w każdej okoniowej publikacji. Mając świadomość kulinarnych walorów tych pięknych ryb, stanowczo namawiam do ich wypuszczania w myśl zasady „C&R”. Jest to chyba jedyna ryba, której roczny przyrost jest niewielki, zatem chcąc łowić duże okonie, wypuszczajmy je z powrotem do wody. Tylko w ten sposób zwiększamy szansę na szybkie odnowienie tej, jakże małej, populacji. Szczególnie stad największych ryb.

 

Tekst archiwalny z"WW" 12/2013

 


Tekst i zdjęcia
Paweł „Garbus” Kołodziejczyk

 

 

 

 

Dodane przez: Redakcja WW

Powrót do wszystkich

Komentarze

Jeszcze nikt nie dodał komentarzy do tego wpisu.

Dodaj nowy komentarz

Chcesz dodać komentarz? Zaloguj się