Łowiska » Jezioro

Kownatki – jezioro legenda

Kownatki – jezioro legenda

Kownatki… Ta nazwa po dziś dzień wyzwala dreszczyk emocji u wielu wędkarzy lodowych, zwłaszcza nieco starszych, pamiętających lata świetności jeziora i wspaniałe okonie łowione niemalże na zawołanie. To, niestety, już przeszłość, a na forach internetowych pojawiają się teksty o bezrybnej wodzie, zniszczonej wskutek rabunkowej gospodarki PGRyb. Szwaderki. Skoro tak, czemu zachęcam Państwa do odwiedzenia wędkarskiej pustyni? Z dwóch powodów – po pierwsze naprawdę warto poznać to urokliwe jezioro, po drugie – wcale nie jest takie bezrybne, można tam wciąż zaciąć rybę, jeśli nie życia, to chociaż zimy. Sam tylko czekam na kolejną wizytę na Kownatkach, żeby poczuć ten napływ adrenaliny w momencie postawienia stopy na zamarzniętej tafli…


Zacznijmy od informacji ogólnych. Kownatki (znane również jako Jezioro Kownackie) to akwen typu sielawowego, o powierzchni 217 hektarów i maksymalnej głębokości 31 metrów. Dno ma urozmaiconą strukturę – namierzymy na nim górki, przegłębienia, plosa – nieraz na odcinku kilkunastu metrów głębokość zmienia się kilkakrotnie w dość znacznym stopniu, a to doskonała wskazówka, że ryb trzeba szukać. Spece mają oczywiście swoje typy. Chyba najpewniejszym łowiskiem jest grzbiet ciągnący się od półwyspu Lemiesze. Żelaznych reguł jednak (jak to w wędkarstwie) nie ma – średnie okonie i płocie przemieszczają się po blatach o głębokości 3–5 metrów i spokojnie można w takim miejscu łowić cały dzień, wiercąc dziurę przy dziurze. W ostatnich latach akwen nie przeżywa wędkarskich najazdów, w związku z czym nie ma co liczyć na „podpowiedź” w postaci zgromadzeń na tafli, niemniej nagromadzenie starych dziur w jakimś miejscu powinno nas skłonić do spróbowania tam szczęścia.

 

Warto zacząć o świcie – przed nami cały dzień…


Największe okonie zawsze przebywały w miejscach głębszych, nawet na kilkunastu metrach i chyba jest tak nadal, chociaż przyznam, że od dłuższego czasu nie zaciąłem tam pasiaka wywołującego szybsze bicie serca. Niemniej takich po 25–30 centymetrów wciąż można nałowić – zarówno na błystkę, jak i na mormyszkę, żuczka (ostatnio wyjątkowo skuteczne!) czy poziomkę. Z moich doświadczeń wynika, że błystki sprawdzają się przede wszystkim na pierwszym i ostatnim lodzie, ale jak zwykle wszystko zależy od uporu wędkarza, jego umiejętności i wiary w przynętę. Z uwagi na dość znaczne głębokości warto wybierać cięższe modele mormyszek czy żuczków, ale stosować kiwaki pokazujące nawet najdelikatniejsze brania. Jest to czasami trudne do pogodzenia, ale trzeba próbować, gdyż największe ryby potrafią brać wyjątkowo mało agresywnie, co objawia się tylko leciutkim drgnięciem kiwaka, na co należy zareagować błyskawicznym zacięciem. Inna, cenna moim zdaniem uwaga dla okoniowych łowców – największe garbusy mogą żerować nie przy dnie, lecz w toni, nawet kilka metrów od podłoża – warto więc penetrować przynętą cały słup wody. Zwiększamy wtedy swe szanse także na zacięcie siei – jezioro jest nimi regularnie zarybiane, a wędkarze coraz częściej łowią okazy nawet kilkukilogramowe (zresztą nie tylko zimą, ale także z łodzi na muchę lub delikatny paternoster). Wiem, że część odwiedzających Kownatki podlodowców nastawia się wyłącznie na ten gatunek i wybiera strategię cierpliwego obławiania (tak błystką, jak i mormyszką lub nawet lekką nimfą) siejowych toni na różnych głębokościach – sam nie mam w tej materii doświadczenia, ale obiecuję sobie spróbować.

 

Mała błystka może się okazać bardzo skuteczną przynętą

 

Autor z okonkiem i uśmiechem szczęścia


Płocie mają standardowo po 15–20 centymetrów, choć oczywiście trafiają się większe (i mniejsze…). Z leszczem szału nie ma – zazwyczaj łowi się „chlapaki” po 25–35 centymetrów. Na pewno w jeziorze pływają wielkie, złote patelnie, ale ich skuteczne łowienie z lodu wymagałoby przede wszystkim trafienia na dobre miejsce, zanęcenia i cierpliwego łowienia na leniucha – tzn. z mormyszką lub haczykiem opartym o dno, od czasu do czasu podnoszoną o centymetr – dwa i wzbudzającą chmurkę mułu z dna. Kiedy ktoś – tak jak ja – przyjeżdża na jeden dzień z Warszawy, szkoda mu tracić czas na takie łowienie i wybiera raczej aktywne poszukiwanie okoni. Niemniej co kto lubi. Szanse na wielkie łopaty z pewnością są, co potwierdzają wyniki rybaków (niestety…).
Nie obiecuję rewelacji, ale coś można złowić. A przede wszystkim – jak napisałem na początku – warto odwiedzić legendę. To także element naszej wędkarskiej pasji… Połamania, tak przy okazji!

 

INFORMACJE:

Na Kownatki dojeżdżamy trasą S7, na węźle Rączki odbijamy na Szkotowo, następnie w prawo do wsi Kownatki, na początku zabudowań skręcamy w nieutwardzoną drogę w prawo (trzeba uważać przy wyższym śniegu, ale da się spokojnie przejechać) i parkujemy na którymś z dwóch dobrze widocznych zjazdów nad samo jezioro.
Na jeziorze gospodarkę prowadzi PGRyb. Szwaderki. W roku 2018 ceny zezwoleń na połów z lodu na Kownatkach wynosiły: 1 dzień – 20 PLN, 3 dni – 40 PLN, 8 dni – 60 PLN, 3 miesiące – 140 PLN, cały rok (oczywiście także z brzegu)
– 210 PLN. Zezwolenia można wykupywać w systemie elektronicznym e-zezwolenia, obowiązuje wtedy 5% rabat.
Turystycznymi atrakcjami okolicy są: pole bitwy grunwaldzkiej, oddalone zaledwie o 12 kilometrów, oraz muzeum tej bitwy w Stębarku; kościół w Ruszkowie z elementami (m.in. ołtarzem) najstarszej w Prusach Wschodnich świątyni drewnianej końca XVII wieku oraz ważący 464 tony bunkier w Witramowie (przy stacji Shell).

 


Tekst i zdjęcia Paweł Oglęcki

 

Dodane przez: Redakcja WW

Powrót do wszystkich

Komentarze

Jeszcze nikt nie dodał komentarzy do tego wpisu.

Dodaj nowy komentarz

Chcesz dodać komentarz? Zaloguj się