Porady wędkarskie » Podlodowe

Gdzie szukać dużych garbusów?

Gdzie szukać dużych garbusów?

Okoń (Perca fluviatilis) to jedna z najpopularniejszych polskich ryb, zwłaszcza kiedy mówimy o wędkowaniu lodowym. Wielu fanatyków „pasiaka” przez cały rok czeka na moment, kiedy na zbiornikach pojawi się pierwsza, bezpieczna tafla. To rzeczywiście znakomity okres, dający szanse na połowienie przepięknych okazów. Aby tak się stało, należy jednak łowić z głową – analizować potencjalne trasy wędrówek ryb w danym akwenie, uwzględniać porę dnia i warunki atmosferyczne.

 

Okoń osiąga w polskich wodach masę ponad 2 kilogramów przy długości około 50 cm. Takie sztuki zacina się, rzecz jasna, bardzo rzadko, zwłaszcza przy obecnej presji wędkarskiej i coraz nowocześniejszych metodach połowu. Dodajmy do tego wolne tempo wzrostu okonia – magiczną dla wielu długość 25 centymetrów osiąga średnio po 8 latach. Oczywiście wiele zależy tu od charakteru konkretnej wody, przede wszystkim jej żyzności. Dla wędkarza nie są to jednak sprawy najistotniejsze – każdy chciałby się zmierzyć z jak największym garbusem, zwłaszcza kiedy istnieją na to naprawdę duże szanse. Tylko gdzie szukać dużych okoni w różnych wodach?

Zacznijmy od klasycznych łowisk wczesnozimowych, które najszybciej zamarzają i można na nich bezpiecznie wędkować. Są to płytkie jeziora eutroficzne i starorzecza. Te drugie dają duże szanse na zacięcie okazu, o ile są połączone z rzeką (im większą, tym lepiej). Ryby szukają na czas zimy spokojniejszej wody, gdzie stracą mniej energii, mając przy tym do dyspozycji całkiem sporo pokarmu. Pod wieloma względami starorzecza przypominają płytkie, niewielkie jeziora, więc oba typy zbiorników można potraktować łącznie. Tuż po ustaleniu się pokrywy lodowej okonie przebywają przede wszystkim na płyciznach, wśród obumierającej roślinności podwodnej – w strefie zwanej litoralem. Nawet duże sztuki można złowić na głębokości nieprzekraczającej metra, zwłaszcza wcześnie rano, przed zmierzchem i przez całe pochmurne dnie. Jeśli świeci ostre słońce, wraz z jego podnoszeniem się drapieżniki przesuwają się ku środkowi akwenu, gdzie zazwyczaj jest najgłębiej. Nie zaprzestają żerowania, po prostu zamiast zbierać spomiędzy makrofitów ślimaki, kiełże czy pijawki, zaczynają uganiać się za drobnicą, żerując w różnych warstwach wody. Ich namierzenie wymaga wtedy częstej zmiany głębokości łowienia – nierzadko brania następują w pół wody lub wręcz pod powierzchnią. Przed zmierzchem okonie powracają do strefy litoralu, zapewniającej łatwiejszy dostęp do pokarmu.

 

 

 

W głębszych jeziorach mezotroficznych, często praktycznie pozbawionych szuwaru i z bardzo ubogą strefą litoralną, okonie zachowują się całkiem inaczej. Przez cały rok – a więc także pod pierwszą pokrywą lodową – przebywają w sąsiedztwie struktur, dających im bezpieczne schronienie. Mogą to być większe głazy lub skupiska kamieni, zatopione drzewa, wreszcie rynny lub nawet śladowe zagłębienia. W takich miejscach biorą zazwyczaj przez cały dzień, ale wymaga to od wędkarza trafienia „w punkt”, co jest związane z doskonałą znajomością akwenu. Nasze szanse rosną w porach nasilającej się aktywności okoni, kiedy zaczynają one penetrować coraz szerszy promień wokół ostoi. Problem w tym, że okresy takiej aktywności są dosyć trudne do precyzyjnego przewidzenia. Zazwyczaj jest to świt (a nawet przedświt) i zmrok, ale bywa, że ryby pobudzają się nawet przy niewielkiej zmianie warunków atmosferycznych (oczywiście najbardziej wpływają na to wskazania barometru). Dla wędkarza to jasna wskazówka, by nasilił poszukiwania ryb w momentach pogodowych przesileń, związanych zazwyczaj ze zmianami ciśnienia. Niestety, bywa że okonie, zamiast się uaktywnić, zaprzestaną wtedy żerowania, ale takie sytuacje będą typowe raczej dla środka zimy – na pierwszym lodzie zdarzają się bardzo rzadko.

 

 

Poszukiwanie dużych okoni w zbiornikach zaporowych to znów całkiem inna bajka. Jeśli dno akwenu pokryte jest strukturami typu zatopionych budynków (lub ich fragmentów), karczów itp., duże pasiaki zajmują stanowiska w bezpośrednim sąsiedztwie takich struktur i oddalają się od nich w porach największej aktywności żerowej, znów trudnych do precyzyjnego przewidzenia. O ile zbiornik jest „normalny”, tzn. na jego dnie nie ma pozostałości po wsiach czy lasach, funkcję ostoi dla dużych okoni pełni – podobnie jak w przypadku innych drapieżników – dawne koryto rzeki. Jeśli w jego sąsiedztwie znajdują się rozległe blaty z niewielką warstwą mułu, okonie – fakt, iż głównie średniaki, ale okaz zawsze może się trafić – chętnie pobierają tam pokarm przez cały dzień.

Im bliżej środka zimy, tym okonie stają się mniej aktywne. Żerują intensywnie w krótkich okresach doby, większość czasu spędzając pogrążone w swoistym letargu. Okres ten – z oczywistych powodów nielubiany przez wędkarzy – następuje tym później, im dłużej w danym akwenie utrzymują się korzystne dla ryb warunki, czyli odpowiednie natlenienie oraz obfitość bezkręgowców i drobnicy.

 

Tekst i zdjęcie Paweł Oglęcki
Rys. K. Gozdera


Tekst z archiwum "WW" 1/2014

Dodane przez: Redakcja WW

Powrót do wszystkich

Komentarze

Jeszcze nikt nie dodał komentarzy do tego wpisu.

Dodaj nowy komentarz

Chcesz dodać komentarz? Zaloguj się