Porady wędkarskie » Spinningowe

Duża guma i przedłużony opad

Duża guma i przedłużony opad

W okresie, w którym drapieżniki napełniają brzuchy przed zimą, nawet klenie wolą „łyknąć” coś porządnego, niż uganiać się za sieczką. Ta reguła dotyczy również szczupaków i sandaczy, a późną jesienią właśnie te ostatnie najbardziej mnie interesują. Większość moich zdobyczy wraca do wody. Za to z ciekawością słucham opowieści wędkarzy, którzy mają trochę inny pogląd na temat wypuszczania ryb. Odstawiając zagadnienia etyczne na bok, wiedza ta jest bezdyskusyjnie cenna. Okazuje się, że o tej porze roku nawet sandaczyki wielkości 60 cm potrafią spałaszować 20-centymetrowego klenia, pokaźną płoć lub leszczyka.

 

Nowe rozdanie
Kiedy sandacze zaczynają polować na większe rybki? Z moich obserwacji wynika, że do połowy września możemy spokojnie łowić na klasyczne ripperki, kopytka i twisterki. W momencie, w którym czytacie ten tekst, czas zrobić nowe rozdanie w pudełkach z gumami. Nie pozbywajcie się całkiem letniego, gumowego drobiazgu, bo od każdej reguły są odstępstwa, ale jeśli chcecie zapolować na ryby, których rozmiary przekraczają chociaż 75 cm, zaopatrzcie się w większe odpowiedniki gum, które sprawdziły się latem. Dodatkowo przedstawię Wam kilka modeli, które sprawdziły się mi w zeszłym sezonie.

 

Chociaż o tej porze roku staram się łowić większymi gumami, zawsze w pudełku mam garść małych przynęt (do 8 cm), które sprawdziły się mi latem. Najlepiej mieć przy sobie kilka modeli w kolorach stonowanych i jaskrawych. Zazwyczaj stosuję imitacje leszczyka i uklei. Dzięki temu łatwiej trafić w gusta sandaczy. Tę zasadę stosuję również do większych gum.

 

 

Odpowiednia prezentacja
Nie tylko wielkością „gra się” jesienią. Każdy spinningista powinien zdać sobie sprawę, że duży kąsek trzeba również odpowiednio zaprezentować. Sandaczowy drobiazg, który najczęściej pada łupem spinningistów, jest szybki i w szale żerowania walnie w każdą gumę bez względu na to, w jaki sposób ją podamy. Większe sandacze są leniwe i nie chce im się wystartować do byle czego. Jeśli byle co dodatkowo zasuwa w ekspresowym tempie, szanse na atak dużej ryby spadają prawie do zera. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że im większej gumy użyjemy, tym będziemy mieli statystycznie mniej brań. Mój znajomy polujący na bardzo duże sandacze (ryby mniej więcej metrowe) w okolicach Warszawy, używając gum powyżej 20 cm, ma zazwyczaj jedno lub dwa brania w ciągu kilku wypadów na ryby. Obserwując jego wyniki, trzeba jednak przyznać, że ta cierpliwość się opłaca.

 

Wędkarze zawsze zastanawiają się, czy dozbrajać większe gumy (modele prezentowane na zdjęciu mają 17 cm). W przypadku szczupaków dozbrajam prawie wszystkie gumy powyżej 8 cm. Jeśli chodzi o sandacze, to kiedyś zagadnienie stosowania dozbrojek podsumował jeden z moich doświadczonych kolegów, zadając mi bardzo proste pytanie: czy interesuje mnie łowienie sandaczy, które nie poradzą sobie z połknięciem gumy? Coś w tym jest. Niezależnie od rozmiaru, prawie każda guma jest miękka i sandacz, jeśli żeruje, połknie ją całą bez większego problemu, nawet jeśli jest uzbrojona krótkim hakiem (długi hak usztywnia gumę, tłumiąc jej pracę). Pojedynczy hak pewniej trzyma rybę niż kotwiczka, dodatkowo w zestawie jest mniej elementów, które mogą nas zawieść. Małymi sandaczami nie ma co się zajmować, a nawet jeśli urwą ogonek przynęty, to trudno. Przynajmniej nie narobią hałasu niepotrzebnym holem.

 

Przedłużony opad
Wychodząc z założenia, że wybrany odcinek wody obławiamy w poprzek, nawet 3-metrowy dołek lub rynienkę można obłowić gumą na 7-gramowej główce. Odmiennie niż w ciepłych miesiącach kontakt przynęty z dnem zaczyna tracić na znaczeniu. Po podbiciu przynęty szczytówką wędki specjalnie przedłużam opad, podnosząc powoli szczytówkę do góry. Ten zabieg bardzo często stosują latem spinningiści polujący na sumy. Jesienią rewelacyjnie sprawdza się na sandacze. Dzięki niemu przynęta opada dłużej i wolniej, a większy sandacz ma więcej czasu na podjęcie decyzji o ataku. Może tak anemiczne łowienie nie jest tak atrakcyjne, jak szybkie walenie przynętą o dno, ale cierpliwość na pewno zaowocuje potężnym, wyrywającym kij z ręki uderzeniem. Właśnie za te „atomowe” brania sandaczy kocham jesień. Przedłużony opad i rezygnacja z systematycznego kontaktu z dnem bardzo pomaga podczas nocnego obławiania raf i płytkich gruzowisk. Dzięki temu, że sandacze teraz wolą anemicznie poruszające się kąski, można „zabujać” przynętą w toni na płytkiej wodzie, w której dno jest naszpikowane zaczepami. Umiejętne użycie przedłużonego opadu uchroni gumę przed wpakowaniem się w kamienie lub inne ustrojstwo.

 

Gumy do 17 cm są dosyć bezpiecznym rozmiarem dla wędkarzy, którym bez brania zaczyna się szybko nudzić. Na uderzenie ryby w większą przynętę można czekać nawet kilka dni. Jeśli chcecie łowić duże sandacze, na pewno warto jest poczekać.

 

Pamiętajcie, aby jaskółki zbroić króciutkim hakiem. Nic tak nie działa na drapieżniki, jak imitacja wolno opadającej w toni konającej rybki. Długi hak niepotrzebnie usztywni przynętę.

 

 

Na jesiennej płytkiej wodzie
Wyposażeni już w odpowiednie przynęty możecie ruszać nad wodę. Podpowiem jeszcze, że nawet w grudniu można znaleźć sandacze na ich letnich stołówkach lub dosłownie obok. Różnica zazwyczaj jest taka, że ryby np. z szybkiego napływu na rafę przeniosą się na koniec warkocza za rafę, gdzie woda już zwalnia i jest spokojniej.
Moją ulubioną porą jest noc. Wolę szukać ryb na płytkich stołówkach, w których sandacze pojawiają się, aby coś zeżreć, niż łowić ciężko w głębszych rynnach, w których co prawda ryby grupują się o tej porze roku, ale nie zawsze chcą żerować. Zazwyczaj łowię w wodzie do 3 metrów, ale zdarzało się mi mieć brania nawet na wodzie półmetrowej. Sandacze biorą zaraz po zmroku, a potem pojawiają się regularnie co dwie lub trzy godziny. Po świcie zazwyczaj odpuszczam, aby dać szansę „drugiej zmianie”.

 

Łowienie sandaczy wymusza na wędkarzu ciągłe kombinowanie. Zwracajcie uwagę na pracę gum. Raz sprawdzą się te drobno pracujące, a innym razem sandacze będą wolały model z dużym, mocno mieszającym wodę ogonkiem. Widoczne na zdjęciu przynęty (gumy do 13 cm) są niewielkim wycinkiem tego, co mam w pudłach. Gusta sandaczy potrafią się zmieniać co tydzień i nagle okazuje się, że nasz niedawny killer jest obecnie bezwartościowy i trzeba od początku szukać skutecznej przynęty.

 

 


Tekst z "WW" 11/2016

 

Tekst i zdjęcia
Sebastian Kowalczyk

 

 

 

Dodane przez: Redakcja WW

Powrót do wszystkich

Komentarze

Jeszcze nikt nie dodał komentarzy do tego wpisu.

Dodaj nowy komentarz

Chcesz dodać komentarz? Zaloguj się